Nowy wątek ws. zagryzionego dziecka

Przed przemyskim Sądem Rejonowym miała miejsce kolejna rozprawa procesu Mariusza S., którego psy rok temu śmiertelnie pogryzły 12-letniego Kamila. Sąd przesłuchał kolejnych świadków, w tym mężczyznę, który twierdzi, że spotykał S. podczas spacerów ze swoim psem i ma przekonanie, iż ten specjalnie szkolił swe zwierzęta, by były agresywne. 50-letni oskarżony zaprzeczył i złożył uzupełniające zeznania. Kolejną rozprawę zaplanowano na 22 października. Mariuszowi S. grozi do 5 lat pozbawienia wolności.

Przed sądem zeznawali m.in. ratownicy medyczni, którzy udzielali pogryzionemu śp. Kamilowi pierwszej pomocy. Wszyscy mówili o ogromnych obrażeniach, jakich doznał chłopiec. Jeden szlochał w sali rozpraw, nie potrafiąc opanować łez. – Nigdy nie widziałem takich ran, takich obrażeń – przyznał ratownik, o którym wiadomo, że ma w swoim zawodzie długoletnie doświadczenie. – Jedną rękę dziecko miało połamaną, w drugiej miało dużą ranę – opowiadał przez łzy mężczyzna. Wspominał też, że gdy wszedł do mieszkania S., widział w łazience psa groźnie szczerzącego doń zęby. – Przez chwilę się zawahałem
– przyznał. – Bałem się, że ten pies się na mnie rzuci. Ale zasłoniłem się defibrylatorem, który z sobą niosłem, i przeszedłem obok tego psa – wspominał.

Pies miał gonić córkę sąsiadki

Po ratownikach zeznawały sąsiadki Mariusza S. Część miała niewiele do powiedzenia, poza tym, że zdarzało im się widzieć psy wyprowadzane na spacery przez Mariusza S. albo syna jego konkubiny, 11-letniego wówczas Szymona, kolegę zmarłego Kamila. Sąsiadka będąca bliską znajomą S. i jego konkubiny twierdziła, że gdy odwiedzała ich w mieszkaniu, psy były w stosunku do niej bardzo przyjazne. Łasiły się i domagały pieszczot. Kobieta zaprzeczyła też, by było jej cokolwiek wiadomo o tym, że jeden z psów miał pogryźć konkubinę Mariusza S. Kolejna z zeznających sąsiadek mówiła z kolei o tym, że kiedyś jeden z psów uciekł z mieszkania i gonił po klatce schodowej jej córkę oraz jej kolegę. – Córce udało się wybiec z klatki, jej kolega wskoczył na parapet znajdującego się tam okna. Pies chciał do niego doskoczyć, ale na szczęście nie potrafił – wspominała. Po tym zeznaniu przewodniczący sędzia Tomasz Kużma zdecydował o wezwaniu w charakterze świadka małoletniej córki sąsiadki.

Świadek o spotkaniach z Mariuszem S. i jego psem podczas spacerów

Sporą niespodzianką było pojawienie się świadka, który, jak zeznał, nie zna zupełnie oskarżonego Mariusza S. – Jedynie widziałem go kilka razy na spacerze z psem, gdy ja spacerowałem ze swoim. Nigdy z nim nawet nie rozmawiałem – wyjaśniał świadek. Mężczyzna jest emerytowanym zawodowym żołnierzem i właścicielem kilkuletniej suki rasy owczarek niemiecki. Jak podkreślał, od pewnego czasu uczestniczy w szkoleniach dla właścicieli psów. Dlatego właśnie zachowanie oskarżonego wobec jego psa na spacerze zaniepokoiło świadka. – Cały czas szedł z psem na napiętej smyczy, a gdy jego pies zaczął zwracać uwagę na moją sukę, pociągał jeszcze za tę smycz, by swego psa sprowokować – stwierdził świadek. Sąd poprosił o wyjaśnienie tej kwestii. – Kiedy pies na coś patrzy i w tym samym momencie zadaje mu się ból, na przykład podduszając go obrożą, pies ten ból kojarzy z tym, na co patrzy – tłumaczył mężczyzna.
– Oskarżony tak robił ze swoim psem, gdy ten widział mą sukę. Dlatego, kiedy widziałem, że on idzie na spacerze ze swoim psem, przechodziłem na drugą stronę ulicy, żeby nie spotkać się z nim i jego psem w bliskiej odległości – przyznał świadek. Jego zdaniem, zachowanie oskarżonego podczas tych spacerów wskazywało na to, że ten celowo podsyca w swoim psie agresję wobec innych psów. – Była o tym wielokrotnie mowa na szkoleniach, na które uczęszczam i dobrze to zapamiętałem – podkreślał świadek. Obrońca oskarżonego po konsultacji z nim zapytał świadka, dlaczego ten nie jest już zawodowym żołnierzem, wyraźnie sugerując, że jest w tym coś sensacyjnego. – Nie wiem, co to ma do rzeczy, ale odpowiem na to pytanie – zadeklarował świadek. – Po prostu skończył mi się kontrakt w wojsku – wyjaśnił. Oskarżony podczas zeznań tego świadka był wyraźnie zdenerwowany. Kilka razy przerywał jego zeznania, zaprzeczając temu, co świadek mówił. Po opuszczeniu sali rozpraw przez świadka oskarżony zdecydował się złożyć uzupełniające zeznania. Twierdził w nich, że to świadek celowo podchodził do niego i jego psa ze swoim. – Mówiłem mu kilka razy, żeby tego nie robił, bo moja suka, Kataleja, z którą wtedy spacerowałem, została jako małe szczenię pogryziona przez owczarka niemieckiego – mówił oskarżony Mariusz S. – On twierdził, że chodzi na szkolenia i nic się nie stanie – utrzymywał. – To ja go unikałem i jego psa, a nie odwrotnie – zarzekał się.

Tragedia rozegrała się rok temu

Przypomnijmy, że 28 września zeszłego roku 12-letni Kamil przyszedł do mieszkania Mariusza S. wraz z synem jego konkubiny, 11-letnim Szymonem. W domu nie było nikogo dorosłego, były natomiast dwa psy rasy american pit bullterrier: 5-letnia Kataleja i 13-miesięczny Jocker. Wkrótce po przyjściu chłopców jeden lub oba psy z niewiadomej przyczyny rzuciły się na Kamila. Chłopiec został dotkliwie pogryziony, wskutek czego 1 października 2020 roku zmarł. Mariusz S. nie miał wymaganego zezwolenia na posiadanie psów groźnej rasy. Prokurator zarzucił mu bezpośrednie narażenia na utratę zdrowia lub życia obu chłopców oraz nieumyślne spowodowanie śmierci Kamila. Grozi mu nawet 5 lat za kratkami. Mariusz S. ani w śledztwie, ani w sądzie nie przyznał się do winy.

Monika Kamińska

3 Responses to "Nowy wątek ws. zagryzionego dziecka"

Leave a Reply

Your email address will not be published.