
KOSZYKÓWKA. I LIGA MĘŻCZYZN. Przed rokiem poprowadzili Sokoła Łańcut do półfinałowego zwycięstwa nad drużyną z Krosna, a już w sobotę zrobią wszystko, by to… Krosno wygrało w Łańcucie.
Co łączy Dawida Bręka i Szymona Rducha? Obaj przed poprzednim sezonem przeszli z Polfarmeksu Kutno do Sokoła Łańcut i byli jednymi z głównych autorów największego sukcesu (2. miejsce) w historii łańcuckiej koszykówki. Przed tym sezonem zdecydowali się jednak zmienić klimat i przenieść do… Krosna, z którym już w sobotę (godz. 17.30) będą szturmować „Twierdzę Łańcut”. – Taka sytuacja ma miejsce od kilku dobrych lat i zawodnicy, którzy u nas się pojawiają, trafiają potem do Krosna, które ma większy budżet, a co za tym idzie większe możliwości. Kto bogatemu zabroni… – tak w lipcu ubiegłego roku w rozmowie z Super Nowościami oceniał decyzję obu koszykarzy o przeprowadzce do Krosna trener Max Elektro Sokoła Łańcut, Dariusz Kaszowski. – Sobotnie derby to dla nas bardzo ważne spotkanie ze względu na układ tabeli. Mamy dwa mecze przewagi nad Łańcutem, ale podchodzimy do tego pojedynku spokojnie, normalnie i mamy nadzieję, że wygramy, pozostaniemy niepokonani na wyjeździe i przybliżymy się znacznie do tego 1. miejsca przed play-off – przekonuje Szymon Rduch, który z dużym sentymentem wypowiada się o Łańcucie. – Z Łańcuta mam jak najlepsze wspomnienia. Lubię wszystkich chłopaków tam grających, trener Kaszowski to wspaniały gość, tak więc można powiedzieć, że z uśmiechem wracam do Łańcuta i cieszę się na to spotkanie – przekonuje skrzydłowy Miasta Szkła Krosno. Dobre wspomnienia z poprzedniego sezonu ma także Dawid Bręk, który właśnie w Łańcucie miał szansę odbudować się po ciężkiej kontuzji. – Trener Kaszowski dał mi możliwość spokojnego powrotu na parkiet. Mogłem zatem dochodzić do formy i myślę, że w tych decydujących meczach poprzedniego sezonu była ona już całkiem fajna. Poczułem z powrotem smak koszykówki i zaspokoiłem głód grania. Z tego też powodu mam sentyment do Łańcuta, ale teraz jestem z drugiej strony barykady i zrobię wszystko, abyśmy to my w sobotę wygrali – mówi krośnieński rozgrywający.
Podobieństwa i różnice
Obaj zawodnicy porównując kluby z Łańcuta i Krosna doszukują się zarówno podobieństw, jak i różnic. – W Krośnie mamy zdecydowanie więcej jednostek treningowych. Organizacja obu klubów jest bardzo podobna i wygląda super. Na poziomie I ligi to są czołowe ośrodki koszykarskie w Polsce – podkreśla Rduch. Jeszcze więcej w tym temacie ma do powiedzenia Dawid Bręk: – Obecnie mamy więcej treningów, niż w tamtym roku w Łańcucie, ale z tego co rozmawiałem z chłopakami z Sokoła, to w tym sezonie mają trenera od przygotowania motorycznego i tych zajęć jest więcej. Tak więc pod tym względem Łańcut też poszedł do przodu i myślę, że jest to obecnie porównywalne do tego, co się dzieje w Krośnie. Trener Michał Baran większą wagę przykłada za to do analiz video poszczególnych spotkań i przygotowania się pod konkretnego przeciwnika. W Łańcucie tych analiz raczej nie było, a jak się pojawiały, to bardzo sporadycznie. W większości meczów mieliśmy takie same zasady obrony, w Krośnie z kolei dostosowujemy obronę do danego przeciwnika, pod konkretnych zawodników rywala. To są największe różnice jeśli chodzi o porównanie obu drużyn. Reszta wygląda bardzo podobnie – dodaje Bręk, który wraz z kolejnym latami swojej kariery, wędruje coraz bardziej na południe Polski (Kołobrzeg, Kutno, Łańcut, Krosno – przyp. red.). – Tak mnie jakoś niesie w te dolne rejony Polski, aczkolwiek nie jest to podyktowane moimi zachciankami. Wiadomo, takie jest życie koszykarza, że gra się tam, gdzie jest możliwość dalszego rozwijania się i osiągania kolejnych sukcesów. Krosno jest troszeczkę większym miastem od Łańcuta. Dzięki temu jest więcej możliwości spędzania wolnego czasu. Z drugiej strony nie ma go za dużo. Trenując dwa razy dziennie i biorąc pod uwagę to, jak się każdy powinien prowadzić pod względem żywieniowym i regeneracyjnym, to i tak większość czasu podporządkowana jest koszykówce – przekonuje Bręk. Szymon Rduch z kolei z tęsknotą wspomina Łańcut, głównie pod względem lokomocyjnym. – Mi osobiście bardziej odpowiadał Łańcut pod tym względem, bowiem jest stamtąd lepsza droga do Krakowa. Jeśli chodzi o samo miasto, to więcej uroku ma Krosno i jego okolice. Zresztą całe Podkarpacie bardzo przypadło mi do gustu. Aktualnie to właśnie ten region rządzi w I lidze i oby to się tak utrzymało – dodaje krośnieński skrzydłowy.
Derby do zawsze derby
Obaj koszykarze z niecierpliwością czekają na sobotni pojedynek. – Derby to zawsze derby, aczkolwiek na razie jeszcze ze spokojem podchodzimy do sobotniego spotkania. W poniedziałek mieliśmy wolne, wczoraj już wznowiliśmy treningi. Z każdą kolejną godziną będzie jednak coraz bardziej dawało się odczuć, że ten mecz się zbliża – przekonuje Bręk. – Tak naprawdę po to się gra i trenuje. Robimy to wszystko dla ludzi i liczymy, że będą się tłumnie pojawiać w halach. Wiadomo, że w sobotę hala będzie dopchana do ostatniego miejsca i mam nadzieję, że kibice w Łańcucie zarówno mnie, jak i Dawida przyjmą w porządku. Na mecz wybierają się też nasi fani, tak więc atmosfera będzie na pewno gorąca. Jak to w derbach… – wtóruje mu jego klubowy kolega.
Marcin Jeżowski
*****************************
GDZIE KUPIĆ BILETY NA DERBY?
Bilety na sobotni mecz w Łańcucie (godz. 17.30) w cenie 10 i 5 zł można kupić w przedsprzedaży w sekretariacie MOSiR-u Łańcut przy ul. Armii Krajowej 57 (pokój nr 200, I piętro) w godz. 7 – 15 i w pokoju 202 (biuro PTG Sokół Łańcut) w godz. 15 – 18. Wejściówki, o ile jeszcze nie zostaną wcześniej wyprzedane, będą również dostępne w dniu meczu w kasie MOSiR-u. Wyjazd do Łańcuta organizują także kibice z Krosna (koszt wyjazdu 10 zł + bilet wstępu). Więcej informacji na fanpage Klubu Kibica z Krosna.
mj



One Response to "O dwóch takich, co zamienili Łańcut na Krosno"