Mikołaj to czas radości dzieci, prezentów i wydawać by się mogło, że również słodyczy. Otóż to ostatnie to już niekoniecznie. Coraz bardziej bowiem kładzie się nacisk na propagowanie zdrowego stylu życia, dobrego odżywiania, ruchu i zdrowia jako priorytetu w dzisiejszych czasach. Dużo mówi się o próchnicy wśród dzieci, otyłości i coraz niższej odporności. Stąd pomysł organizowania szkolnych mikołajek na sportowo wydaje się być strzałem w dziesiątkę.
Uczniowie kilku szkół podstawowych i gimnazjów sami przygotowują zdrowe przekąski dla świętego, biorą udział w konkursach zręcznościowych i pokazują Mikołajowi, jak należy się ruszać, żeby spalić tłuszczyk na brzuszku. Wyścigi w czapkach z pomponem sprawiają dzieciom więcej radości niż jedzenie słodyczy, choć i tych z pewnością w domach im nie brakuje, ale to już decyzja rodziców. Mikołaj zawitał również do młodszych dzieci. O tym, co przyniósł w paczkach dla przedszkolaków zdecydowali sami rodzice. Słodyczy, niestety, nie brakowało, ale w kilku placówkach dzieciaki dostały worki pełne mandarynek, bananów i kiwi. Pysznie i zdrowo, a oprócz tego jakaś mała zabawka, żeby radości było jeszcze więcej. Tym bardziej w dzisiejszych czasach, kiedy wiadomo już jak szkodliwy (zwłaszcza dla dzieci) jest cukier i wyroby słodkie pełne chemii, konserwantów i sztucznych barwników, smuci widok paczki, jaką dostały dzieci w niektórych żłobkach na Podkarpaciu. Poza ślicznym pluszakiem w paczuszce znalazły się cukierki, czekoladowe mikołaje, batony i napoje kolorowe (z cukrem w składzie), które był tutaj najzdrowszą częścią prezentu. Oczywiście docenić należy wkład pracowników żłobków, ponieważ w przeciwieństwie do przedszkoli, to nie rodzice mieli na głowie zebranie pieniędzy i zrobienie zakupów. Pakowanie później wszystkich paczek i obwiązywanie wstążką to też masa pracy. Również wizyta Mikołaja, który osobiście wręczał dzieciaczkom prezenty nie była obowiązkowa, ale panie się postarały, żeby sprawić maluchom jeszcze więcej radości. Jednak niezdrowa zawartość takiego prezentu radością nie napawa. Przypomnę, że chodzi o dzieci kilku-, kilkunastomiesięczne, które dopiero poznają nowe smaki, mają po kilka zębów, a o ich zdrowie powinniśmy dbać najbardziej. Bo czy to nie kłóci się z promocją zdrowego trybu życia? Karmienie od malutkiego toną słodyczy, żeby później w przedszkolu czy szkole podstawowej oduczać złych nawyków i przekonywać do zdrowej żywności? Czy to nie właśnie od pierwszych miesięcy, lat życia dzieci powinno się uczyć, co jest zdrowe, a czego należy unikać? Gdyby tak było, to na dalszych etapach edukacji problem otyłości i próchnicy byłby już znacznie mniejszy. Wystarczy zamienić słodycze na owoce, a efekty będą widoczne już za kilka lat.
Redaktor Blanka Szlachcińska



5 Responses to "O (nie)zdrowym Mikołaju"