
RZESZÓW. Niezwykła historia Fifiego z wątkiem miłosnym w tle.
Suczka Maja tak bardzo zawróciła w głowie 6-letniemu Fifiemu, że… postanowił pojechać do niej aż do Gdańska! Zakochany kundelek wskoczył w Rzeszowie do Pendolino jadącego nad morze i wyruszył w samotną podróż. Na szczęście psiego pasażera na gapę wypatrzyła załoga konduktorska i jest już bezpieczny w domu. Właścicielka Fifiego, pani Agnieszka Jarosz, nie może się nadziwić wielkiej psiej miłości. A jako że Maja jest pupilkiem jej teściów i wraz z rodziną często bywają w Gdańsku, zapewnia, że pieski będą miały jeszcze wiele okazji do tego, by się sobą nacieszyć.
Ta niezwykła historia wydarzyła się na początku ubiegłego tygodnia. – We wtorek, 16 lipca, późnym wieczorem mój narzeczony wyszedł z Fifim na krótki spacer przed snem – opowiada pani Agnieszka. – Długo nie wracali, więc zaczęłam się niepokoić. Okazało się, że Fifi uciekł. Kuba szukał go, wołał, ale pieska nigdzie nie było.
Oboje szukali Fifiego od rana następnego dnia, ale bez skutku. – Bardzo martwiliśmy się, że może się mu coś stać. Fifi jest grzecznym i posłusznym pieskiem, ale zdarzało mu się już wcześniej, że nam uciekał. Zawsze jednak szybko wracał do domu. Tym razem niestety było inaczej… – przyznaje pani Agnieszka.
Pies podróżnik jest w… Krakowie!
Zaniepokojona zadzwoniła do schroniska „Kundelek” z informacją o jego zaginięciu i wysłała zdjęcie licząc, że może ktoś go szczęśliwie znajdzie. Po niedługim czasie zamieściła post na Facebooku o „zniknięciu” pupila, nie przypuszczając wtedy nawet, że finał tej historii okaże się tak zaskakujący! – Nie minęła chwila i zadzwonił do mnie kolega, że pod moim postem jest informacja, że znaleziono psa w Krakowie – opowiada. – Patrzę, faktycznie jest artykuł o psie samotnie podróżującym pociągiem, a na zdjęciu nasz Fifi! Nie mogłam w to uwierzyć, pierwsze co pomyślałam, to „Boże, co on tam robi?!”. Za chwilkę zadzwonił do mnie też Kuba, że dzwonili do niego z Kundelka z informacją, że nasz psiak znalazł się właśnie w Krakowie.
Wsiadł do pociągu i wyruszył do ukochanej
Okazało się, że Fifi w środę o godzinie 6 rano wsiadł do Pendolino jadącego z Rzeszowa do Gdyni. Załoga pociągu zauważyła go i próbowała odszukać jego właściciela, a gdy się to nie udało, wysadzili go w Krakowie i przekazali pod opiekę Krakowskiemu Towarzystwu Opieki nad Zwierzętami. – Kuba natychmiast do nich zadzwonił i pojechał po Fifiego – relacjonuje pani Agnieszka. – Gdy dotarli do domu i mogłam już go wyściskać, byłam przeszczęśliwa, że się odnalazł.
Niesamowite w tej historii jest to, że cel podróży Fifiego wcale nie był przypadkowy. Chciał się dostać do Gdańska do ukochanej! – Dwa dni wcześniej, w niedzielę wróciliśmy od rodziny z Gdańska. Fifi przez dwa tygodnie mieszkał tam u teściów i zakochał się w ich suczce Majeczce – opowiada z uśmiechem pani Agnieszka. – Teściowie opowiadali, że wybuchła między nimi ogromna miłość i za wszelką cenę chcieli być non stop razem. Nie byli w ogóle w stanie nad nimi zapanować – śmieje się nasza rozmówczyni.
Niepocieszony psiak po powrocie do Rzeszowa nie mógł zapomnieć o swojej miłości, dlatego postanowił do niej pojechać. – Najbardziej zadziwiające jest dla mnie to, że wsiadł akurat do tego pociągu, którym my zazwyczaj podróżujemy do Gdańska. Jak to zrobił? To dla mnie największa zagadka, przecież tyle jest pociągów na dworcu… – przyznaje pani Agnieszka.
Nasza rozmówczyni zdradza, że wie od teściów, że również Maja mocno przeżywa rozstanie z ukochanym. – Mówią, że widać po niej, że bardzo tęskni za Fifim, szuka go po mieszkaniu, obwąchuje i śpi w tym miejscu, w którym on spał – opowiada.
Na szczęście jeszcze nieraz dane będzie się im spotkać. Pani Agnieszka z rodziną często bywają w Gdańsku. – Oboje z narzeczonym stamtąd pochodzimy i mamy tam rodzinę. Na pewno pojedziemy do Gdańska na święta, a może i wcześniej, na roczek naszej córeczki Julci? – planuje. – Z pewnością będzie jeszcze wiele okazji do tego, by nasz Fifi mógł znów pobyć z ukochaną Mają. Ale już w bardziej bezpiecznych okolicznościach, bo sami tam go do niej zawieziemy – zapewnia z uśmiechem.
Katarzyna Szczyrek


