
No to posłuchaliśmy opowieści o „Polskim ładzie”. Już bez do niedawna używanego określenia „nowy”, co można by uznać za znamienne i sobie wokół tego faktu budować różne złośliwe komentarze – ale po co?
Skupmy się nad samym widowiskiem.
Warsztatowo było od strony telewizyjnej pomyślane teoretycznie nieźle, ale zrealizowane tyleż zręcznie technicznie, co … beznadziejnie.
Drętwa para prowadzących, zwłaszcza tryskająca czytelnie sztucznym entuzjazmem pani; kilkadziesiąt z rozmachem i bez liczenia kosztów ekranów – tylko po to, by pokazać frenetycznie reagujących statystów …
Dobrze jeszcze, że nie puszczali z taśmy śmiechu – ale to tylko dlatego, że scenarzysta całości nie wpadł na pomysł wpisania do wystąpienia prezesa jakichś dowcipów. Inna sprawa, że zapewne zdawał sobie sprawę, że dowcipy do wizerunku prezesa raczej nie pasują, a jeżeli już, to te mało śmieszne. A poza tym koalicjanci zapewne by też zażądali uprawnień do dowcipkowania, co by spowodowało nowy spór wewnętrzny w Zjednoczonej Prawicy.
Co było zatem celem tej dość prowincjonalnej w wydźwięku imprezy?
Po pierwsze i najważniejsze: demonstracja właśnie tego, że ZP się nie rozpadła. Na tle tarć w Platformie i wpadek Lewicy to niewątpliwe osiągnięcie: prezes raz jeszcze wziął towarzystwo za twarz i ustawił we właściwym ordynku.
Po drugie, oczywiście, sypnięcie obietnicami. Bardzo chytre, bo bez wskazania, skąd na to wszystko się wezmą pieniądze. Dopiero z dokładniejszej analizy można na przykład wyczytać między wierszami, że szykuje się nam dość zasadnicze zwiększenie rozmaitych podatków. Przykład? Jarosław Gowin obiecał, że podatnicy, uzyskujący dochody w granicach 70 – 130 tys. rocznie otrzymają specjalną ulgę, dzięki której na zmianach podatkowych nie stracą. Co to znaczy? A no, stracą ci z dochodami powyżej 10 tys. miesięcznie, czyli stawki podatku wzrosną. Jak? Dla kogo jeszcze?
A po co o tym mówić?
Dalej. Morawiecki zakomunikował, że samozatrudnieni będą płacili liniową składkę na Narodowy Fundusz Zdrowia w wysokości 9 proc. od dochodów, czyli realnie – podatek wzrośnie im z 19 do 28 proc. Nie mówił nic o składkach dla innych osób, ale zakładam, że je także czeka podobna operacja, bo inaczej byłoby to bez sensu.
Nie chcę dalej analizować tego cyrku.
Troszkę mi się tylko niedobrze zrobiło, jak po raz któryś z rzędu usłyszałem o odbudowie Pałacu Saskiego w Warszawie; najwidoczniej – jak wynikało z wizualizacji – uporczywie powracającej na agendę wyłącznie po to, by było gdzie przenieść pomnik Poniatowskiego, zajmujący przed Pałacem Prezydenckim miejsce należne wiecie, komu.
Niestety, czas i okoliczności do emisji tego show wybrano nieźle: widać, że pandemia się chyba cofa, zaraz przecież otworzą się knajpy i zdejmiemy maseczki. I w ogóle wiosna, zaś opozycja – powiedzmy sobie prawdę – mocno potłuczona (na własne życzenie). Fundusze unijne zapiszemy na własny rachunek, zrobimy jeszcze jakiś koncert pana Zenka…Obawiam się, że NARUT może to wszystko kupić. Obym się mylił.
Bogdan Miś, matematyk, informatyk oraz wybitny polski dziennikarz prasowy i telewizyjny. Obecnie na emeryturze.



7 Responses to "Obawiam się, że NARUT może to wszystko kupić. Obym się mylił…"