
RZESZÓW. Tym razem czuć było ze studzienki, poprzednio z hali produkcyjnej.
O przykrych zapachach, które wydobywają się z Rzeszowskich Zakładów Drobiarskich Res-Drob piszemy już po raz trzeci. Znów bowiem mieszkańcy sąsiadujący z firmą narzekają, że nie mogą nawet otworzyć okien, bo czuć fetor. Tym razem smród wydostawał się ze studzienki kanalizacyjnej, a nie z hali produkcyjnej.
– Kolejny już raz nie da się wytrzymać. We wtorek też było czuć – powiedział Władysław Kłoda (80 l.) z ul. Różanej. – Kiedy wreszcie coś zrobią z tym smrodem?
O wyjaśnienie tej sprawy zwróciliśmy się do Danuty Majki, rzecznika prasowego Res-Drobu. – Tym razem przyczyną nieprzyjemnego zapachu była awaria kanalizacji, ponieważ jedna ze studzienek zatkała się. Wezwaliśmy specjalną ekipę WUKO, która udrożniła kanalizację i mamy nadzieję, że problem się nie powtórzy. Natomiast co do innych źródeł zapachu, takich jak zbiornik z odpadkami czy podczyszczalnia ścieków, to wciąż poprawiamy technologię tak, żeby nic nie wydostawało się na z zewnątrz.
Danuta Majka dodała, ze dyrekcja firmy poradzi sobie tak samo jak z hałasem, na który kiedyś narzekali mieszkańcy osiedla Tysiąclecia. Ekrany i zabezpieczenia za blisko 1 mln zł sprawiły, że już nic nie słychać. Podobnie będzie z odorem.
Siedziba Rzeszowskich Zakładów Drobiarskich Res-Drob to kilkudziesięcioletnie magazyny i hale, kanalizacja pod nimi została częściowo zmodernizowana i jest systematycznie czyszczona, jednak awarii nie dało się przewidzieć.
Mariusz Andres



2 Responses to "Obiecanki cacanki, a dalej śmierdzi"