
Blokady dróg, kontrole pojazdów, psy tropiące – to tylko niektóre środki, jakich użyła policja, by złapać sprawcę poniedziałkowego napadu na bank w naszym regionie.
W poniedziałek około godz. 11.30 w Laszkach doszło do napadu na bank. Z wstępnych ustaleń wynika, że zamaskowany mężczyzna, grożąc przedmiotem przypominającym pistolet, zażądał od pracowników banku wydania pieniędzy. Gdy pracownicy to zrobili, a jak się dowiedzieliśmy mogła to być kwota nawet 100 tys. zł, bandyta uciekł. Od tego momentu rozpoczęła się obława na niego. Przez ostatnie dni śledziliśmy, jak wyglądała policyjna obława.
Jak informuje aspirant sztabowy Marta Gałuszka, oficer prasowy jarosławskiej policji, dyżurny odebrał zgłoszenie o napadzie na bank od kierowniczki placówki. Zamaskowany napastnik, używając przedmiotu przypominającego pistolet, zażądał od pracowników banku wydania pieniędzy z kasy. Napastnik polecił osobom przebywającym w banku, by położyły się na podłodze. Po przekazaniu pieniędzy odjechał. Nikomu z przebywających wewnątrz banku nic się nie stało. Policja wprowadziła blokady na drogach do Laszek i w sąsiednich powiatach.
Blokada czy pies tropiący?
Pierwszą czynnością, jaką wykonuje dyżurny, jest oczywiście wysłanie patrolu policyjnego. Z reguły w miejscu napadu, zabójstwa czy kradzieży sprawcy nie ma, dlatego też patrol, który przyjeżdża, ma przede wszystkim zabezpieczyć miejsce zdarzenia nie dopuszczając postronnych osób, które mogłyby zatrzeć ślady. Jednocześnie dyżurny z reguły dostaje informację o tym, czy sprawca lub sprawcy uciekali pieszo, samochodem, a może na rowerze – co nie jest żartem.
Tym samym dostosowany jest rodzaj pościgu. W takim przypadku jak ten w Laszkach funkcjonariusze wiedzieli, że bandyta poruszał się autem, a więc zarządzono blokady na drogach prowadzących do miejscowości Laszki oraz w sąsiednich powiatach. Gdy taka akcja ma miejsce na styku województw lub istnieje duże prawdopodobieństwo, że napastnik ucieka w kierunku sąsiedniego województwa powiadamiani zostają funkcjonariusze z tego regionu i oni również biorą udział w blokadzie. Do dużych blokad kierowani są często policjanci z oddziałów prewencji. Kogo zatrzymują? Zwykle któryś ze świadków opisuje, że bandyta uciekał np. zielona skodą o numerze rejestracyjnym RZE 2, kolejnych cyfr już nie pamięta. Tak więc policjanci stojący w określonych punktach zatrzymują każde auto odpowiadające opisowi.
Jeśli jednak sprawca uciekał pieszo – co nie jest rzadkim przypadkiem, to na miejsce sprowadza się policjanta z psem tropiącym, który idzie po śladach i często taki pies może naprowadzić na jakiś ważny trop. Choćby kilkaset metrów dalej sprawca np. wyrzucił jakąś część swojej garderoby, zgubił coś, a to z kolei może posłużyć policjantom pracującym w laboratorium.
Ekipa dochodzeniowo-śledcza wchodzi do akcji
Równolegle na miejscu przestępstwa pojawiają się policjanci m.in. dochodzeniowcy, technicy kryminalistyki i kryminalni. Policjanci przeprowadzają oględziny miejsca zdarzenia, co jest pracą niezwykle żmudną i drobiazgową. – I nie ma to nic wspólnego z filmami, w których na miejscu policjanci przebywają 2 minuty, rozpytują jedną osobę i już prawie mają rozwiązaną sprawę – mówi nam proszący o anonimowość jeden z doświadczonych rzeszowskich funkcjonariuszy. Nawet w kultowym serialu „Pitbull”, który pokazuje prawdziwą pracę policyjną, jeden z bohaterów mówi: „Kojak jak sobie przeczyta scenariusz, to może sprawę rozwiązywać w 45 minut, nam to zajmuje trochę dłużej”. I rzeczywiście, prawdziwe oględziny trwają zwykle kilka godzin, a gdy dochodzi do zabójstwa, nawet całą noc wykonują swoja pracę nie tylko policjanci, ale także prokurator. A to dopiero początek sprawy.
Co zajmuje tyle czasu? Funkcjonariusze muszą ustalić dosłownie wszystko. To, jak sprawca lub sprawcy poruszali się na miejscu zdarzenia, jak dotarli i jak uciekli z miejsca zdarzenia, ile trwał, przykładowo, napad, a nawet takie rzeczy jak ustalenie, kto w pobliżu mógł słyszeć, czy widzieć przestępstwo. Na miejscu zawsze są pozostawione jakieś ślady i należy je zebrać. To zadanie dla policyjnych techników. Funkcjonariusze rozmawiają także ze wszystkimi świadkami, którzy mogą mieć jakąkolwiek wiedzę o dokonanym chwile wcześniej przestępstwie. Policjanci wykonują także zdjęcia oraz nagrywają film z miejsca zdarzenia, a także opisują w protokole oględzin każdy nawet najdrobniejszy szczegół, który później może mieć wpływ na przebieg śledztwa. Przegląda się także monitoring, jeżeli oczywiście w danym miejscu jest zainstalowany.
Bardzo ważną rolę pełnią technicy kryminalistyki, bo to od nich zależy, czy zbiorą wszelkie ślady pozostawione przez bandytę, co z kolei w przypadku jego zatrzymania da już 100-proc. pewność tego, kto dokonał przestępstwa choćby poprzez pozostawione na miejscu zdarzenia odciski palców i ich porównanie. To właśnie policyjni technicy zbierają m.in. za pomocą specjalnych proszków, czy pędzelków ślady linii papilarnych. To oni zabezpieczają ślady po butach, ślady opon – jeżeli sprawca uciekał samochodem i ślady biologiczne jak np. krew.
Wielu przestępców współpracuje
Gdy pies tropiący idzie po śladach bandyty, technicy zbierają ślady, a dochodzeniowcy dokonują oględzin, po cichu swoją niezwykle ważną pracę wykonują kryminalni. To oni sprawdzają, kto działał w przeszłości w podobny sposób jak poszukiwany bandyta. Bo zwykle przestępstwa dokonują ludzie mający w swoim życiu niejeden konflikt z prawem, a nie osoby czyste jak łza. Kryminalni działają także w środowiskach przestępczych, gdzie sami bandyci często naiwnie, w oparach alkoholu dzielą się z innymi przestępcami wiedzą na temat napadu. A to ich często gubi.
– W każdej grupie przestępców ktoś donosi i nasze wyniki często zależą od takiej wiedzy. Przestępcy są naszymi uszami i oczami, bez których można funkcjonować, ale jest niezwykle trudno – mówi nam jeden z rzeszowskich policjantów. Dlatego też kryminalni momentalnie po takim napadzie zaczynają odwiedzać różnych bandytów, którzy mogą mieć wiedzę na temat danego przestępstwa. Policjanci mówią nam, że choć nikt tego oficjalnie nie potwierdzi, to prawie każdy przestępca coś powie, jak się ma do niego odpowiednie podejście. – Jednego trzeba nastraszyć pobytem w więzieniu, z innym trzeba się wódki napić, trzeci rozumie tylko siłowo, czwarty liczy na kasę, a piąty ze zwyczajnej zemsty czy rozliczenia jakichś rachunków z poszukiwanym bandytą powie, co wie o napadzie – mówi jeden z policjantów.
Gorzej dla funkcjonariuszy, gdy napadu dokonał ktoś niezwiązany z przestępcami. Ot, zwykły facet, który ma ciężką sytuację w domu i napada na jakąś placówkę z reklamówką, do której kasjerka pakuje mu np. 1,5 tys. zł. Gdy poszukiwania nic nie dają, po pewnym czasie, jeżeli oczywiście podczas napadu działał monitoring, policjanci występują do mediów z prośba o publiczne pokazanie sprawcy, co daje duże efekty, bo ktoś może rozpoznać napastnika i zawiadomić funkcjonariuszy. Jeśli nie ma monitoringu, na podstawie rozmów ze świadkami sporządzony zostaje portret pamięciowy bandyty i podobnie jak w przypadku zdjęć publikowany zostaje w mediach. Przestępcy nie są jednak z reguły idiotami i zakładają kominiarki, maski, czy chusty na twarz, a to dodatkowo komplikuje, bo co najwyżej można podać do publicznej wiadomości informacje typu: wzrost, jaka postura, orientacyjny wiek, a także ubranie, w jakim dokonał napadu przestępca.
Ta ciężka i żmudna praca przy danej sprawie czasami nie przynosi żadnych efektów, a sprawca napadu wpada np. przy okazji kolejnego napadu, a wówczas po dopasowaniu innych spraw podczas przesłuchania przyznaje się także do innych przestępstw.
Grzegorz Anton



7 Responses to "Obława na bankonowego gangstera z Laszek"