
II LIGA. Rozmowa z SZYMONEM GRABOWSKIM, trenerem Apklan Resovii.
– Po awansie ściął pan włosy, a teraz, po utrzymaniu drużyny w II lidze?
– Odetchnąłem (śmiech).
– Naprawdę nic?
– Utrzymanie się w lidze nie jest sukcesem, który należy celebrować. Wykonaliśmy dobrą robotę, zmierzamy w odpowiednim kierunku. Po ostatnim meczu udaliśmy się z drużyną na kolację. Było bardzo spokojnie. Zawodnicy są zadowoleni z tego, co udało się osiągnąć, ale też zdają sobie sprawę, że na świętowanie przyjdzie czas. Poczekamy na lepszą okazję.
– Czyli jest 10. miejsce. Dobre, złe czy takie sobie?
– Dobre. Cieszy mnie, że nie musieliśmy drżeć do ostatniej kolejki o wynik. Że później rozpoczniemy pucharową przygodę, bo runda wstępna do szczęścia nam niepotrzebna.
– A jednak była szansa, by namieszać w czołówce.
– Prawdą jest, że mogliśmy wycisnąć z tego sezonu więcej. W kilku meczach piłka była po naszej stronie, gdybyśmy wykorzystali okazje, zakręcilibyśmy się w okolicach czwartego miejsca. Z drugiej strony, dziesiąta lokata jest chyba adekwatna do naszych możliwości. W przyszłym sezonie powinno nam być łatwiej.
– Hmm, ponoć drugi sezon bywa najtrudniejszy…
– Trzeba się pilnować, żeby nie wpaść w pułapkę wynikającą z braku pokory. Jeśli piłkarze zbyt wcześnie uwierzą, że są drugoligowcami i nic złego ich nie spotka, będzie kłopot. Myślę jednak, iż pycha nam nie grozi. Mówiąc o tym, że będzie łatwiej, miałem na myśli to, że już nie musimy się uczyć tej ligi. Po awansie wszystko jest nowe: przeciwnicy, stadiony, sędziowie, cała medialna otoczka. Teraz skoncentrujemy się wyłącznie na rywalizacji i będziemy mogli wymagać więcej od piłkarzy.
– Był taki mecz, którego nie może pan odżałować?
– 1-1 z Widzewem w Rzeszowie, z tym nieszczęsnym, zmarnowanym karnym…Zwycięstwo pozwoliłoby nam jeszcze bardziej uwierzyć w siebie, przekonalibyśmy się, że w starciu z potentatem nie jesteśmy bez szans. No i sprawilibyśmy wielką frajdę naszym kibicom. Mam nadzieję, że w następnym sezonie ogramy widzewiaków.
– Ano właśnie. To, że łodzianie nie awansowali, jest największą niespodzianką?
– Tak. Mało kto się tego spodziewał. Widzew wiosną koncertowo roztrwonił przewagę.
– Z trójki drużyn, które awansowały, nie wygraliście jedynie z Bełchatowem.
– U siebie zagraliśmy poprawnie, skończyło się 0-0. W Bełchatowie przegraliśmy 0-1, ale zebraliśmy mnóstwo pochwał. Cieszy, że byliśmy groźni dla najlepszych.
– Coś jeszcze, oprócz spadku Widzewa, zaskoczyło pana w tej lidze?
– Powiem tak: przeskok z trzeciej ligi do drugiej to nie jest bułka z masłem. Inne podejście do zawodu, ciekawsze, dłuższe wyjazdy. Druga liga to przedsionek profesjonalnej piłki.
– Ruch Chorzów zleciał z hukiem. Wiem, że pan ściskał kciuki za „Niebieskich”.
– Wychował się człowiek na kilku zespołach, m.in. Ruchu i GKS-ie Katowice, bo ich mecze często pokazywała telewizja. Ruch to najbardziej utytułowany polski klub i przykro, że zanotował aż taki zjazd. W trzy lata z ekstraklasy do trzeciej ligi. Nie do wiary…
– Wspomniana „Gieksa” będzie teraz waszym rywalem. Niesamowite rzeczy działy się na finiszu ekstraklasy, pierwszej i drugiej ligi.
– Zmienia się futbol, a ludzie zarządzający klubami nie zawsze podejmują właściwe decyzje. Nawet jeśli ktoś narzekał na poziom polskiej piłki, to ostatnie kolejki wynagrodziły wszystko. To co działo się podczas meczu GKS Katowice – Bytovia jest nie do uwierzenia. Ta radość, potem rozpacz jednych i drugich. To przebija nawet wydarzenia w Tarnobrzegu i Toruniu.
– Znam takich, którzy twierdzą, że Elana nie chciała awansować. Stąd utrata gola na sekundy przed końcem i porażka z Olimpią Elbląg.
– Nie wierzę w to. Byliśmy wiosną w Toruniu, rozmawialiśmy z trenerami. Głośno o awansie nie mówili, ale chcieli tego. Wyszli za wysoko, stracili piłkę, potem bramkę – normalna sytuacja, takich goli pada mnóstwo. Siarka straciła w podobny sposób ze Skrą. To nie był babol z meczu Piast – Lech. Uważam, że liga jest uczciwa. Gdy przybyliśmy do Elbląga, nie było najmniejszego sygnału, że gospodarze chcieliby się ułożyć. A słyszeliśmy przeróżne historie.
– Nie wszystkim w klubie spodobało się, że Resovia wygrała w Elblągu. Ryzykowaliście utratą kasy z tytułu Pro Junior System.
– Pieniądz rządzi piłką, ale czasem należy przewartościować pewne rzeczy. Jak raz zrobisz coś wbrew sobie, to stracisz szacunek na zawsze. Od początku stawiałem sprawę jasno i zakomunikowałem drużynie, że gramy na całego. Zwyciężyliśmy, zadając kłam tezie, iż jedziemy tam na wycieczkę. Dzięki postawie fair play o Resovii zrobiło się głośno w całej Polsce.
– Był taki moment, że kibice widzieli was już w I lidze. Zorientowani w temacie wiedzieli jednak, iż klub nie jest przygotowany na takie wyzwanie.
– Nie jest, choć miesiąc po miesiącu stajemy się bardziej stabilni, wszystko jest budowane na mocniejszych nogach. Zmiany są odczuwalne choćby w naszych zarobkach. W tym momencie nisko kłaniam się sponsorom. Dobrze, że rozbudziliśmy w kibicach nadzieję. Lepiej dyskutować o awansie niż o obronie przed spadkiem.
– Znajdą się pieniądze na nowych piłkarzy?
– Dopinamy budżet, prowadzimy rozmowy z zawodnikami. One się najczęściej zaczynają i kończą na pieniądzach. Nie ma się co oszukiwać, piłkarz pójdzie tam, gdzie zarobi najwięcej albo ujrzy większe perspektywy. Mamy niezłą rękę do transferów, od jakiegoś czasu ci co przybywają są lepszymi od tych, którzy opuszczają klub. Większość zawodników zostaje. Podziękujemy dwóm, trzem, którzy nieczęsto wchodzili na boisko. Numerem 1 na liście życzeń jest klasowy napastnik. O takiego jednak najtrudniej. Chcemy też bramkarza młodzieżowca, środkowego pomocnika i kogoś na bok. Skończy się zapewne na 4-5 nowych piłkarzach.
– Zespół buduje się od tyłu, jeśli odejdzie Sebastian Zalepa to będzie kłopot…
– Seba dał nam jakość w defensywie, wszedł do drużyny, gdy obrona kulała i został jej liderem. To także mądry facet, z odpowiednim podejściem do zawodu. Nie jest powiedziane, że będziemy musieli szukać jego następcy, ale jeśli do tego dojdzie, jakoś sobie poradzimy.
– Komu jeszcze wystawiłby pan najwyższą notę?
– Darkowi Frankiewiczowi i Konradowi Domoniowi. Mamy dobrze zbilansowany zespół pod kątem wieku. Kamil Antonik, Szymon Hajduk, Karol Twardowski czy Szymon Feret byli w komfortowym położeniu. Gdy nie mają dnia, a mimo tego wynik jest dla Resovii korzystny, jest to zasługą tych doświadczonych piłkarzy. To ważne, że ci chłopcy mają wokół siebie nauczycieli.
– Na finiszu rozgrywek do siatki trafiali głównie obrońcy. Brakowało siły ognia, zdobywaliście niewiele goli.
– Tutaj jest pole do zagospodarowania. Sytuacje były, gorzej z ich wykorzystywaniem. Dlatego szukamy napastnika z prawdziwego zdarzenia. Takiego, który nie tylko przystawi nogę, ale też przeprowadzi indywidualną akcję, zrobi coś nieszablonowego.
– Zmienia się Resovia, dojrzewa Szymon Grabowski. Może się mylę, ale chyba uwielbia pan konferencje prasowe. Zawsze ma pan coś ciekawego do powiedzenia, sypnie bon motem. Wzoruje się pan na Juergenie Kloppie?
– Przeczytałem dwie biografie trenera Liverpoolu. To fajny człowiek, naturalny, nie udaje kogoś, kim nie jest. Jednak nie posiadam mentora. Staram się dostrzegać pozytywne rzeczy u trenerów z topu, ale też polskich. Zbyt często nie doceniamy tego, co obok nas. Naprawdę warto mieć oczy dookoła głowy.
– Od kilkunastu dni jeździ pan po kraju, analizując mecze MŚ do lat 20. To ma związek z kursem UEFA Pro?
– Tak. Każdy kursant, m.in. Marek Saganowski i Łukasz Surma, ogląda wybraną reprezentację i analizuje jej grę. Ja „śledziłem” wirtuozów z Kataru (śmiech), którzy – tu ciekawostka – z myślą o organizowanym przez siebie mundialu 2022 zatrudnili 40 trenerów z Portugalii.
– Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, iż w nadchodzącym sezonie zagracie przy Wyspiańskiego. Resovia będzie jeszcze groźniejsza?
– Łatwiej o punkty nie będzie, ale na pewno przyjemniej. Chcielibyśmy zbudować przy Wyspiańskiego twierdzę, jak to dawniej bywało. Mam nadzieję, że wkrótce rozgrywać będziemy tam wszystkie mecze, także te o podwyższonym ryzyku. Przyznam, że byłem sceptyczny gdy ruszała akcja “Czas wracać do domu”. W Resovii przeżyłem wiele obietnic bez pokrycia. Dziś jestem pod ogromnym wrażeniem. Duże brawa dla kibiców i wszystkich osób zaangażowanych w akcję. Serce rośnie, gdy człowiek widzi jak dużo pieniędzy udało się zebrać i że to nie koniec. Trwa remont pod trybuną, w szatniach i innych pomieszczeniach. Miło będzie tam wrócić!
Rozmawiał Tomasz Szeliga



2 Responses to "Oczy dookoła głowy"