
RZESZÓW. Z czterech szpitali, trzy odmówiły pełnienia “ostrych” dyżurów internistycznych. W Szpitalu Wojewódzkim nr 2 chorzy leżą już na dostawkach.
Dostawki na korytarzach z powodu braku miejsc na oddziale internistycznym oraz szpitalnym oddziale ratunkowym zaczynają być codziennością. Nikt nie został odesłany, nikt nie umarł z powodu braku miejsc, ale taka sytuacja nie może trwać wiecznie. Szpital nie jest z gumy i może w końcu dojść do tego, że dla pacjenta z urazem wielonarządowym, który tylko tu powinien trafić, zabraknie miejsca. To trzeba zmienić.
– Brak współpracy z innymi szpitalami, które posiadają łóżka internistyczne, to dla nas coraz większy problem. Mając jedno-, dwudniowe przerwy (inne szpitale pełniły podwyższony dyżur i przyjmowały pacjentów) mogliśmy racjonalniej planować leczenie. Najtrudniejszą sytuację mamy na oddziale internistycznym i neurologicznym – mówi Janusz Solarz, dyrektor SW nr 2 w Rzeszowie.
Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze
Dlaczego szpitale nie chcą pełnić dyżurów o podwyższonej gotowości (tzw. “ostrych”)? W Specjalistycznym Szpitalu Wojewódzkim w Rzeszowie oddział wewnętrzny został przeprofilowany na gastroenterologiczny. W MSW i Szpitalu Miejskim funkcjonują oddziały wewnętrzne o profilu kardiologicznym, ale dyżurów pełnić nie chcą. Dlaczego? Według dyrektorów, procedury internistyczne są słabo wyceniane i mało opłacalne dla placówek, które liczą teraz każdą złotówkę.
– Pilną sprawą jest także rozbudowa łóżek geriatrycznych, których bardzo brakuje, a które odblokowałyby łóżka na internie – mówi dyrektor Solarz. Szef największego w Rzeszowie szpitala zwraca też uwagę na to, że konieczna jest koordynacja w ochronie zdrowia, rzeszowskie szpitale podlegają zaś różnym organom założycielskim i musi dojść do pewnych porozumień, żeby wszystko funkcjonowało w zgodzie z przepisami i dobrem pacjenta.
Ustawa o państwowym ratownictwie medycznym jasno określa, gdzie mamy zawieść pacjenta. W stanach ostrych, zagrażających życiu muszą trafić na szpitalny oddział ratunkowy albo do najbliższego szpitala, w którym chory może liczyć na kompleksową opiekę. Lżejsze przypadki staramy się rozwozić po innych placówkach, żeby nie przeciążyć szpitala “na górce”. Wybór szpitala jest także w gestii pacjenta i my musimy to respektować – mówi Stanisław Rybak, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Rzeszowie.
Anna Moraniec



6 Responses to "Od nadmiaru chorych szpital pęka w szwach"