Od początku pod górkę

Fot. Wit Hadło

APKLAN RESOVIA – OLIMPIA ELBLĄG. Sędzia Robert Marciniak chciał się bardzo „pokazać” w TV.

Zakończyła się zwycięska passa piłkarzy Apklan Resovii. Rzeszowianie w konfrontacji z Olimpią nie tylko musieli się zmagać z rywalami, ale też z arbitrem, który wprowadzał dużą nerwowość swoimi niezrozumiałymi decyzjami.

– To był typowy mecz na remis. Mecz walki i jedynie gdyby nie czynniki zewnętrzne, to pewnie byłaby szansa na punkt w tym spotkaniu – mówił trener Apklan Resovii, Szymon Grabowski, któremu wcale nie chodziło o ogromny upał, jaki panował w trakcie meczu. – Sędzia wiedział, że mecz jest w telewizji i chciał być pierwszoplanową postacią i myślę, że rodzina będzie z niego zadowolona, bo taki cel, jaki miał, to sobie osiągnął. Jeżeli ktoś spada z I ligi (w ub. sezonie Robert Marciniak sędziował na zapleczu ekstraklasy – przyp. red) to musi być powody i dziś my je widzieliśmy– stwierdził trener gospodarzy, którzy przed meczem mieli nieco problemów kadrowych, które po niedzieli jeszcze bardziej się pogłębiły. – Od samego początku było nam pod górkę, tylko nie wiedzieliśmy, że w trakcie meczu ta górka będzie coraz bardziej stroma. Kamil Radulj ma złamane żebro i wypada na długie tygodnie, a wydarzyło się to na piątkowym treningu. Już wcześniej grał z bólem i możliwe, że teraz zostało to tylko „doprawione.” Nie wiemy, co z Grzegorzem Płatkiem, który dziś był na ławce tylko w roli statysty, a też zmaga się z urazem. Natomiast za kartki w kolejnym meczu nie zagrają Dawid Kubowicz i Dariusz Frankiewicz. Przed nami nie lada wyczyn, żeby teraz poukładać drużynę i do Łęcznej pojechać podjąć rękawice i wygrać mecz – stwierdził trener resoviaków, którzy w pierwszej połowie w krótkim odstępie czasu dwukrotnie groźnie zagrozili bramce rywali.

W 4 min z bliska Feret trafił w słupek, a chwilę później piłkę po uderzeniu Świderskiego na rożny wybił golkiper gości. W 33 min po dośrodkowaniu Geńca główkował Krykun, ale znów Madejski popisał się świetną interwencją. Z kolei pierwsza groźna akcji gości przyniosła im prowadzenie. Z rzutu wolnego na środek pola karnego piłkę wrzucił Żołądź, a główką jak się później okazało na wagę zwycięstwa popisał się Kuczałek. – Błąd w kryciu przy stałym fragmencie gry spowodował, że przeciwnik strzelił gola. Możemy mieć pretensje do siebie i nie chcemy zrzucać tej porażki na kogoś lub na coś. Musimy podejść najbardziej chłodno jak się da do tego co się stało – mówi trener Grabowski.

Dodatkowo bardzo drobiazgowo prowadzący te zawody Robert Marciniak często niezrozumiałym decyzjami podcinał skrzydła gospodarzom. – Jak zaczęliśmy grać piłką i konstruować atak pozycyjny, to nasza gra nie wyglądała źle. Ważne, że zdobyliśmy bramkę i otworzyliśmy mecz, później była okazja na 2-0, żeby mecz zamknąć (w 45 min Balewski znalazł się sam przed wychodzącym przed pole karne Danielem, ale strzał obrońcy gości o centymetry minął słupek – przyp. red.). Druga połowa była trudna, rywale przeważali, a my kontrowaliśmy, mając sytuacje na podwyższenie rezultatu – mówi Adam Nocoń, trener Olimpii.

[ngg src=”galleries” ids=”873″ display=”basic_thumbnail”]

One Response to "Od początku pod górkę"

Leave a Reply

Your email address will not be published.