
Ostatni raz wylądował na lotnisku Rzeszów-Jasionka w styczniu tego roku. Nikt nie przypuszczał, że więcej nie będziemy mogli go podziwiać. Niestety, największy samolot świata An-225 Mrija stał się jedną z ofiar rosyjskiej agresji na Ukrainę. Linie Antonow Airlines tłumaczą, dlaczego maszyna nie została ewakuowana z Kijowa i zapowiadają jego odbudowę. Ta, może jednak kosztować gigantyczne pieniądze.
– Niezwykły – takimi słowami można było określić największy samolot świata An-225 Mrija, którego lądowanie na płycie podrzeszowswkiego lotniska w Jasionce obserwowały tłumy. Pierwszy przylot samolotu ze 150-tonowym załadunkiem (aluminiowe odlewy) miał miejsce 13 listopada. Ponownie podziwialiśmy go jeszcze kilkukrotnie. Było to spore logistycznie przedsięwzięcie, które wymagało specjalnych przygotowań. Nic dziwnego. W końcu był gigantem o wysokości
6-piętrowego budynku i szerokości boiska piłkarskiego.
To 6-silnikowy samolot transportowy produkcji radzieckiej – największy i najcięższy w historii. Wybudowano go w celu przenoszenia wahadłowca kosmicznego Buran oraz części rakiety Energia. W związku z wycofaniem się z programu, zmieniono jego przeznaczenie. Od 2001 r. był używany komercyjnie przez ukraińskie linie Antonov Airlines. Służył do transportowania ciężkich ładunków. Mógł pomieścić ponad 250 ton towaru!
Rachunek powinna zapłacić Rosja
Niestety, w pierwszych dniach agresji na Ukrainę unikat został zniszczony. Straty oszacowano na 3 mld dol! Oczywiście rachunek powinni zapłacić Rosjanie, ale w sieci pojawiły się też zarzuty wobec Antonow Airlines. Pilot An-225 Dmytro Antonow stwierdził, że samolot można było ocalić, jednak przewoźnik zignorował ostrzeżenia NATO dotyczące zbliżającej się inwazji.
W oświadczeniu, przetłumaczonym na kilka języków i podpisanym przez personel lotniczy odniesiono się do zarzutów. Czytamy w nim, że kierownictwo „przeprowadziło staranne prace nad planem działań przygotowawczych do relokacji floty, określoną ilością niezbędnych środków technicznych i wsparciem materialnym”. Wszystko zostało przekazane właściwemu organowi NATO w Luksemburgu, a prace ewakuacyjne rozpoczęto na początku lutego.
W przededniu wojny niemal wszystko było gotowe. „Przygotowano niezbędne części zamienne i zapasy, sprzęt do prac naprawczych (…) i załadowano samoloty: AN-26, AN-74 i AN-225. AN-225 był poddany niezbędnej planowej konserwacji i posiadał niepełny zestaw silników. (…) Ludzie pracowali w trybie awaryjnym, a wieczorem 23 lutego został zamontowany szósty silnik do An-225, aby rano, 24 lutego każdy mógł polecieć do Lipska”.
Okazało się to już niemożliwe, z powodu zakazu lotów lotnictwa cywilnego.
„Nasi pracownicy dostali się pod ostrzał rosyjskich wojsk, część naszych kolegów zginęła, część została ranna, część wzięta do niewoli przez najeźdźców”
– czytamy.
Pomoże międzynarodowy fundusz?
Na koniec listu pracownicy zapytali Dmytra Antonowa (drugą osobę w kierownictwie), co sam zrobił, aby zapobiec takiej sytuacji. Zaapelowali też o nieoczernianiu zespołu. Co ciekawe, przewoźnik pragnie zapobiec nieodwracalnej utracie legendarnego samolotu – jednego z symboli nowoczesności i rozpocząć jego odbudowę. Ma to być możliwe dzięki posiadanemu projektowi, dokumentacji naukowej i technicznej, a co najważniejsze – wielkim chęciom zespołu.
Problemem są finanse, dlatego zaproponowano utworzenie międzynarodowego funduszu na rzecz odbudowy samolotu.
wk



2 Responses to "Odbudują największy samolot świata?"