Oddał osocze, by pomóc chorym na koronawirusa

Pan Robert w trakcie zabiegu oddawania osocza. – Czułem się wspaniale! Nic mnie nie bolało, nie czułem żadnego dyskomfortu. Absolutnie niczego nie trzeba się obawiać – zapewniał tuż po jego zakończeniu. Fot. Wit Hadło

RZESZÓW. 46-latek z pow. lubaczowskiego jest pierwszym ozdrowieńcem z naszego regionu, który…

– Jestem taki szczęśliwy, że moje osocze być może uratuje komuś życie! – wyznał Super Nowościom pan Robert ze wsi Bihale tuż po opuszczeniu Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Rzeszowie, gdzie we wtorek oddał osocze chorym na COVID-19. Jest pierwszą, ale nie jedyną osobą z naszego regionu, która zdecydowała się na taki gest. Kolejni ozdrowieńcy mają zgłosić się do RCKiK dzisiaj. – Mam nadzieję, że takich jak my będzie coraz więcej – przyznał nam pan Robert – Nie można zmarnować szansy na wsparcie innych w walce z chorobą.

Pan Robert jest bohaterem wywiadu, który ukazał się w weekendowym wydaniu Super Nowości (24-26.04.). Zgodził się z nami wtedy porozmawiać w nadziei, że jego historia zachęci innych ozdrowieńców do oddawania osocza.

Koronawirusem zaraził się w Belgii, gdzie pracuje jako cieśla. Objawy wystąpiły u niego po przyjeździe do domu. Najpierw pojawił się silny ból głowy, katar i uporczywy kaszel. Potem stracił smak i węch, a na koniec doszły duszności. Pan Robert trafił do szpitala w Łańcucie, w którym spędził niemal 3 tygodnie. – Nocami nie było spania, słychać było tylko kaszel, jęki i aparaturę podtrzymującą życie – wspominał w wywiadzie pobyt w placówce. – Cały czas byłem na lekach przeciwbólowych. Bolało mnie całe ciało. Co rusz ktoś umierał… To był taki strach, taka niepewność, ciężko opisać te uczucia… Nie wiedziałem, czy wyjdę stamtąd żywy.

Wyzdrowiał, a gdy dowiedział się, że osocze ozdrowieńców (zawiera przeciwciała, które mogą wspomagać leczenie chorych na COVID-19 z ciężkimi, zagrażającymi życiu objawami zakażenia) może pomóc innym chorym, postanowił działać. – Patrzyłem na cierpienie ludzi. Słyszałem ich płacz. Nie mógłbym spać spokojnie, wiedząc, że sam jestem zdrowy, a nie wykorzystać tego, co mogłoby pomóc chorym – argumentował swoją decyzję w wywiadzie. Skontaktował się z Regionalnym Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Rzeszowie, zgłaszając gotowość do oddania osocza. We wtorek towarzyszyliśmy mu w wielkim dniu, w którym mógł w końcu to zrobić. Jako pierwsza osoba z Podkarpacia!

Szczęśliwy dawca tuż po wyjściu z rzeszowskiego RCKiK.

Jeżeli będę mógł, zrobię to jeszcze raz!

Do Rzeszowa, oddalonego o ok. 100 km od rodzinnego Bihala, pan Robert przyjechał przed godz. 9. Do RCKiK wchodził jeszcze lekko niepewny, czy uda mu się w końcu podzielić osoczem z chorymi, dla których może być ono wybawieniem z choroby. W ubiegłym tygodniu również był w Rzeszowie, ale okazało się, że jego stan zdrowia jeszcze na to nie pozwalał. Wczoraj na szczęście było już inaczej. – Tuż po wejściu dostałem przyłbicę i ubrano mnie w fartuch ochronny – relacjonuje. – Pobrano ode mnie próbkę krwi na badania podstawowe i poziom przeciwciał COVID-19. Następnie trafiłem do gabinetu lekarskiego, gdzie lekarz przeanalizował wypełniony przeze mnie kwestionariusz dawcy, zapoznał się z wynikami dotychczasowych badań i dokumentacją medyczną, zbadał mnie i ostatecznie zakwalifikowano mnie do oddania osocza. Z gabinetu lekarskiego trafiłem do Działu Dawców na Blok Pobrań, gdzie zostałem przez pielęgniarkę przygotowany do zabiegu, poinformowany o tym, jak to będzie przebiegało, a następnie podłączony do maszyny. W trakcie zabiegu czułem się wspaniale! Nic mnie nie bolało, nie czułem żadnego dyskomfortu. Absolutnie niczego nie trzeba się obawiać – zapewnia.

Zabieg trwał ponad pół godziny. – Po jego zakończeniu odczekałem jeszcze chwilę, zaproponowano mi kawę i dostałem czekolady. Teraz szczęśliwy wracam do domu i zachęcam wszystkich, żeby zrobili to, co ja. My, ozdrowieńcy mamy szansę pomóc innym chorym i nie możemy tego zaprzepaścić! Moje osocze może pomóc trzem osobom. Jeżeli okaże się, że zawiera dużo przeciwciał, będę mógł oddać je ponownie za tydzień i pomogę kolejnym trzem chorym. Jeżeli będzie taka możliwość, oczywiście, że to zrobię – zapewnia. – Teraz mogę już spać spokojnie. Jestem zdrowy, a moje cierpienie nie poszło na marne, tylko przysłużyło się uratowaniu zdrowia innych. Czuję się wspaniale!

Zgłaszają się kolejni ozdrowieńcy

We wtorek, oprócz pana Roberta osocze miał oddać jeszcze jeden ozdrowieniec – również mężczyzna, ale okazało się, że musi jeszcze odczekać i zabiegowi podda się w późniejszym terminie. – Dziś mamy zaplanowane dwa kolejne pobrania – mówi dr n. o zdr. Ewa Zawilińska, dyrektor RCKiK w Rzeszowie. Pytamy ją o to, jak wygląda cała procedura? – To nie jest tak, że ktoś wychodzi ze szpitala i od razu może zostać dawcą. Nim ozdrowieniec będzie mógł oddać osocze, musi minąć dwa tygodnie od drugiego ujemnego wyniku kontrolnego – przyznaje i wyjaśnia, że pierwsze badanie u osoby, która zaczyna zdrowieć, wykonuje się w ok. 12 – 13 dobie trwania choroby. – Jeżeli wynik jest ujemny, nie wcześniej niż po 24 godzinach robi się drugie badanie. Jeżeli i ono jest ujemne, od tego drugiego badania musi upłynąć 14 dni i dopiero w 15. dobie ozdrowieniec może do nas przyjść w celu oddania osocza – tłumaczy Ewa Zawilińska. – Nie jest łatwo zostać dawcą, a tym bardziej dawcą-ozdrowieńcem, dlatego każda taka osoba jest dla nas cenna – dodaje.

– Nie mógłbym spać spokojnie, wiedząc że sam jestem zdrowy, a nie wykorzystać tego, co mogłoby pomóc chorym – mówi 46-latek.

Pierwszy chory z Łańcuta otrzymał już osocze ozdrowieńca

Osocze pobierane jest w rzeszowskim RCKiK metodą plazmaferezy. – Polega to na tym, że dawca przez około 30 – 40 min jest podpięty do specjalnej maszyny. W tym czasie jego krew przechodzi przez urządzenie, które pobiera z niego tylko osocze (600 ml), a pozostałe składniki wracają do organizmu – wyjaśnia dyrektor Zawilińska.

W szpitalu w Łańcucie doszło już do pierwszego przetoczenia osobie chorej osocza pobranego od ozdrowieńca. – Było to osocze, które pozyskaliśmy z innego RCKiK. Takich ozdrowieńców jest w kraju kilkunastu. Bardzo chcemy pozyskać jak największą liczbę ozdrowieńców z naszego województwa, żeby w sytuacjach kiedy lekarze zadecydują się na podanie osocza, było ono u nas na stanie – mówi Ewa Zawilińska. – Zapraszamy też wszystkich dawców krwi, żeby dzielili się tym bezcennym darem życia, gdyż szpitale już podjęły swoją normalną działalność i potrzebujemy regularnych Honorowych Dawców Krwi, aby móc zapewnić leczenie wszystkim pacjentom potrzebujących tego leku – apeluje.

Katarzyna Szczyrek

Leave a Reply

Your email address will not be published.