Odpowiedzą za piekło, jakie stworzyli swoim dzieciom

Sąsiedzi w mediach chętnie opowiadali o tym, co działo się w domu państwa S. Dlaczego wcześniej nikt z nich nie zawiadomił o tym odpowiednich służb? Fot. Martyna Sokołowska

Bili po ciele i twarzy – ręką, patykiem, paskiem, drutem, metalową rurką. Kopali, wyzywali i grozili. Tak przez lata wyglądała rzeczywistość dziesięciorga dzieci z Izdebek, o których Polska usłyszała w 2018 roku, kiedy najstarszy z rodzeństwa, 12-letni wówczas Daniel, uciekł z domu. Chłopca przez dwie doby szukało ponad tysiąc osób. W międzyczasie na jaw wyszły szokujące kulisy tego, jak wyglądało życie rodzeństwa. W domu była bieda, przemoc i molestowanie. Za ostatnie przestępstwo 40-letni ojciec Krzysztof S. został skazany i odbywa karę. Jemu i jego partnerce, 46-letniej Joannie S., grożą kolejne lata więzienia. Prokuratura Okręgowa w Lublinie skierowała do Sądu Rejonowego w Brzozowie akt oskarżenia wobec pary za psychiczne i fizyczne znęcanie się nad swoimi dziećmi.

Był 13 listopada 2018 roku, gdy Daniel po szkole poszedł do babci. Ta mieszka kilkaset metrów od jego rodzinnego domu, po drugiej stronie drogi. Tam chłopiec był widziany po raz ostatni, zanim zaginął. Dziecka przez dwie doby szukało ponad tysiąc osób: policjanci, żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej, strażacy państwowych i ochotniczych straży pożarnych, ratownicy Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, funkcjonariusze Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej oraz członkowie Stowarzyszenia Quad Team Pogórze z Izdebek. W akcji wykorzystywane były m.in. psy tropiące, quady, śmigłowiec i dron z kamerą termowizyjną.
Już podczas poszukiwań sąsiedzi w rozmowach z dziennikarzami wspominali o tym, że w domu Daniela nie dzieje się dobrze i nie jest to jego pierwsza ucieczka. Opowiadali o dramatycznych warunkach, w jakich żyje chłopiec i dziewięcioro jego rodzeństwa. Daniel miał wówczas 12 lat, a najmłodsze z jego rodzeństwa 20 miesięcy. Wszystkie dzieci według relacji sąsiadów miały być skrajnie zaniedbane, głodne i brudne. Według relacji jednej z sąsiadek, dochodziło do tak skrajnych sytuacji, że dzieci z głodu wyjadały psom resztki z miski.
Dwunastoosobowa rodzina mieszkała w dwóch pokojach w małym, starym domu. Małżeństwo Krzysztof S. i Joanna S. nie pracowało, utrzymywało dom i dzieci ze świadczeń. Od 2013 roku oboje mieli ograniczone prawa rodzicielskie. Ojciec był wcześniej karany za kradzieże i jazdę pod wpływem alkoholu. Według relacji sąsiadów, często pił i bił swoje dzieci.

Daniela odnaleziono po dwóch dobach

Na chłopca przypadkiem trafił grzybiarz, który spacerował po lesie. 12-latek siedział skulony w zaroślach pięć kilometrów od domu. Przez cały czas był przy nim jego pies Misiek, który prawdopodobnie ogrzewał go swoim ciałem. To dzięki niemu chłopiec, który w cienkim ubraniu i bez butów spędził dwie zimne noce poza domem, przetrwał w dość dobrej kondycji.
W trakcie czynności poszukiwawczych dom chłopca odwiedziły policjantki. Uwagę jednej z nich zwróciły ślady mogące świadczyć o tym, że jedna z kilkuletnich dziewczynek mogła zostać wykorzystana seksualnie. Podejrzenie padło na ojca, 37-letni wówczas mężczyzna został zatrzymany i trafił do aresztu. Prokuratura Okręgowa w Lublinie postawiła mu zarzut wykorzystania seksualnego swojej córki. W toku prokuratorskich czynności okazało się, że mężczyzna wykorzystywał nie jedną, ale trzy córki! Dziewczynki miały wówczas zaledwie kilka lat, najstarsza siedem. Każdą z nich Krzysztof S. miał wykorzystać seksualnie co najmniej kilka razy. Mężczyzna został prawomocnie skazany na dziewięć lat więzienia. Karę odbywa w systemie terapeutycznym w ośrodku dla sprawców przestępstw na tle seksualnym.
Prokuratura Okręgowa w Lublinie badała także wątek sprawowania opieki nad rodziną przez osoby i instytucje do tego powołane. Małżeństwo z dziesięciorgiem dzieci było pod opieką Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Nozdrzcu, rodzina korzystała z pomocy asystenta rodziny i pracownika socjalnego. Miała też kuratora sądowego. W domu S. regularnie bywał także dzielnicowy. Rodzina objęta była procedurą Niebieskiej Karty.
Śledztwo toczyło się pod kątem niedopełnienia obowiązków przez pracowników opieki społecznej i narażenia przez to małoletnich dzieci na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub uszczerbku na zdrowiu.
Równocześnie w Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej w Nozdrzcu ruszyła kontrola zlecona przez wojewodę podkarpacką, Ewę Leniart. W raporcie, do którego dotarliśmy, wykazano szereg nieprawidłowości, do jakich miało dochodzić ze strony pracowników ośrodka.
Zakres kontroli obejmował działania wspierające i pomocowe oraz efektywność tej pomocy, w zakresie ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej, ustawy o pomocy społecznej i ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Okres kontroli objął lata 2015, od kiedy rodzina była pod opieką ośrodka do dnia kontroli, czyli grudnia 2018 roku.
Jak czytamy w raporcie, ustaleń dokonano w oparciu o analizę dokumentacji oraz ustne informacje i pisemne oświadczenia przekazane przez kierownik GOPS w Nozdrzcu oraz pracowników GOPS – asystenta rodziny, pracownika socjalnego i przewodniczącego zespołu interdyscyplinarnego, oraz analizy dokumentacji zabezpieczonej przez Prokuraturę Rejonową w Brzozowie. W wyniku przeprowadzonych czynności kontrolnych działalność GOPS oceniono negatywnie.
Autorzy raportu dopatrzyli się szeregu nieprawidłowości w postępowaniu kierownik GOPS oraz asystenta rodziny i pracownika socjalnego, którzy opiekowali się rodziną S. W dokumencie czytamy m.in., że „kontakty pracownika socjalnego z rodziną nie były zbyt częste”, „pomoc nie była udzielana kompleksowo i regularnie”, a „działania zaradcze nie były adekwatne do sytuacji”.
Zdaniem ekspertów „zabrakło wnikliwej analizy funkcjonowania rodziny i podjęcia zdecydowanych działań interwencyjnych” oraz współpracy z różnymi instytucjami i podmiotami.
W podsumowaniu raportu czytamy, że „przyczyną wskazanych nieprawidłowości jest brak całościowej analizy problemów rodziny oraz niewłaściwe stosowanie przepisów prawa, za które odpowiada kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej i asystent rodziny”.
Zarówno kierownik GOPS, jak i pracownicy, odmówili nam wówczas komentarza w tej sprawie.
Prokuratura Okręgowa w Lublinie ten wątek śledztwa ze względu na brak znamion przestępstwa zdecydowała się jednak umorzyć. Jednocześnie prokurator uznał, że ze strony kierownictwa GOPS doszło do przewinień dyscyplinarnych, o czym powiadomione zostały właściwe organy w celu podjęcia dalszych decyzji w tej sprawie.

Nie przyznali się do zarzucanych czynów

Ostatni wątek śledztwa dotyczył znęcania się Krzysztofa S. i Joanny S. nad swoimi dziećmi. Prokuratura Okręgowa w Lublinie zdecydowała o postawieniu małżeństwu zarzutów z artykułu 207 par. 1 i art. 207 par. 1 a, które dotyczą kolejno: znęcania fizycznego i psychicznego nad osobą najbliższą oraz znęcania fizycznego i psychicznego nad osobą nieporadną ze względu na jej wiek. – Mężczyzna usłyszał dwa zarzuty: znęcania psychicznego polegającego na krzyku, wyzywaniu i grożeniu użycia przemocy wobec swoich dzieci oraz znęcania fizycznego nad trzema synami polegającego na biciu dzieci po głowie, twarzy i ciele za pomocą ręki, paska, drutu, patyka i metalowej rurki – relacjonuje Super Nowościom prokurator Agnieszka Kępka.
Kobieta również usłyszała zarzuty znęcania psychicznego i fizycznego nad swoimi dziećmi. Podobnie jak jej partner miała krzyczeć, wyzywać i grozić dzieciom pobiciem, a trzech synów kopać i bić po ciele i twarzy. Ani ona, ani jej partner nie przyznali się do zarzucanych im czynów i odmówili składania wyjaśnień. Za popełnione przestępstwa grozi im do ośmiu lat więzienia. Oboje zostali całkowicie pozbawieni praw rodzicielskich w stosunku do wszystkich swoich dzieci.
Rodzeństwo przebywa aktualnie pod opieką sióstr zakonnych w Domu Pomocy Społecznej w Starej Wsi na Podkarpaciu.

Martyna Sokołowska

One Response to "Odpowiedzą za piekło, jakie stworzyli swoim dzieciom"

Leave a Reply

Your email address will not be published.