Odwołanie „pitbulla Kaczyńskiego” to tylko zasłona dymna i teatrzyk dla naiwnych

Jacek Kurski przestał być prezesem TVP, bo tak życzył sobie prezydent Andrzej Duda w zamian za kasę dla rządowych mediów. Podobno życzył sobie tego, bo jego zdaniem telewizja rządowa pod wodzą Kurskiego ośmieszyła go i nie broniła jego żony. Z ośmieszeniem szło o przypomnienie przejęzyczenia prezydenta, które mogło być „podciągnięte” pod wulgaryzm, a z brakiem obrony żony o przytoczenie słów małżonki Władysława Kosiniaka-Kamysza wypowiedzianych na konwencji tego ostatniego o milczącej Pierwszej Damie. Można powiedzieć, że Kurski jest bardzo drogim zdymisjonowanym. Nie tylko dlatego, że to za jego odejście rządowa telewizja dostanie blisko 2 mld złotych, ale także dlatego, że sam zainteresowany otrzymać ma sowitą odprawę, jak wynika z ustawy. Nie ma się jednak co łudzić, że TVP zmieni jakoś twarz po zmianie prezesa. To tylko ruch pozorowany, bo TVP jest i dopóki rządzi PiS będzie tubą tej partii, a o tym co i jak emituje decyduje nie jakiś tam prezes TVP, czy jakaś tam Rada Mediów Narodowych, ale zwyczajny poseł, który jest prezesem PiS, czyli Jarosław Kaczyński. Bez jego wytycznych i jego zgody nic w mediach rządowych się nie dzieje i dziać nie będzie. Pozorne poświęcenie Kurskiego na potrzeby kampanii wyborczej Andrzeja Dudy jest czystym wybiegiem taktycznym, znanym z czasów PRL-u, gdy wymieniano tego czy innego działacza PZPR na ważnym stanowisku, nazywając jego rządy „okresem błędów i wypaczeń”. Wtedy nic nie działo się w PRL-u bez wiedzy i zgody Wielkiego Brata, czyli ZSRR, a dziś nic nie dzieje się bez aprobaty i nakazu „Prezesa Tysiąclecia”, jak niektórzy kpiąco, a niektórzy całkiem niestety na serio, nazywają Jarosława Kaczyńskiego.

Kurskiemu zarzuca się, poniekąd słusznie, że upolitycznił media publiczne. To najszczersza prawda, tyle tylko, że był to fakt powszechnie wiadomy od dawna i wszystkim. Trudno sobie wyobrazić, że ktokolwiek o tym nie wiedział i teraz nagle odkrył owo niepokojące zjawisko! Były prezes TVP nie na darmo sam siebie nazwał kiedyś „pitbulem Kaczyńskich” – zawsze z oddaniem robił to, czego od niego oczekiwali kiedyś bracia Kaczyńscy, a dziś jeden z nich – Jarosław. Był i nadal jest człowiekiem „od brudnej roboty”, czyli takim, który zrobi i powie to, czego innym zrobić czy powiedzieć nie wypadałoby ze względów politycznych. I dokładnie taką samą miał rolę kierując TVP! Nikt logicznie myślący nie uwierzyłby, że Kurski kierując mediami rządowymi podejmował jakiekolwiek samodzielne decyzje. Podobnie było z jego „oddaniem się do dyspozycji prezydenta”. Prezes kazał mu wykonać taki ruch, więc wierny pitbull go wykonał. Nawiasem mówiąc zupełnie bezmyślnie obnażając swą skrajną zależność, bo wszak prezydent RP zgodnie z prawem nie dysponuje prezesem TVP! Nie może go powołać, ani odwołać, takie plenipotencje ma tylko Rada Mediów Narodowych, w obecnym składzie złożona w 3/5 z… polityków PiS, tak samo „niezależnych”, jak i Jacek Kurski.

Wiernego pitbulla prezes PiS z pewnością skrzywdzić nie da, ale na kolejne ważne stanowisko powołany zostanie najpewniej po wyborach prezydenckich. Na razie prezes poleci mu się „schować” i nie rzucać w oczy. Ta taktyka jest znana i wypróbowana na przykład na Antonim Macierewiczu czy Krystynie Pawłowicz. Ktoś jednak musi pokierować teraz TVP i o tym kto, to będzie zdecyduje jak zawsze w PiS, całkowicie „demokratycznie” Jarosław Kaczyński. A nowo mianowany szef rządowej telewizji będzie robił dokładnie to, czego oczekiwał będzie „Prezes Tysiąclecia”. A ów będzie skoncentrowany na kampanii A. Dudy w mediach rządowych.

Niech nikt nie oczekuje, że odejście Kurskiego to pokłosie jakiejś refleksji, czy potrzeby realnych zmian. To tylko zasłona dymna, taki teatrzyk dla naiwnych…

Redaktor Monika Kamińska

8 Responses to "Odwołanie „pitbulla Kaczyńskiego” to tylko zasłona dymna i teatrzyk dla naiwnych"

Leave a Reply

Your email address will not be published.