Ojciec tragicznie zmarłej adwokat: „Nie wierzę w jej przypadkową śmierć”

– Liczę, że artykuł w Super Nowościach pomoże dotrzeć do świadków zaginięcia córki, a także pomoże w prowadzonych działaniach w śledztwie naszym adwokatom oraz policji i prokuraturze – przyznaje Adam Kowalczyk.

RZESZÓW. Choć od śmierci 38-letniej Aleksandry Kowalczyk minęły już 2 lata, wciąż nie wiadomo, w jakich okolicznościach straciła życie. Czy po publikacji zdjęć nastąpi przełom?

Policja opublikowała kolejne zdjęcia osób, zarejestrowanych przez monitoring, które mogły widzieć Aleksandrę Kowalczyk w dniu zaginięcia lub mogą posiadać istotne informacje dla prowadzonego śledztwa. Ma ono wyjaśnić okoliczności tajemniczej śmierci 38-letniej rzeszowskiej adwokat, która zaginęła w noc sylwestrową 2017/2018. Jej zwłoki znaleziono po miesiącu poszukiwań w Wisłoku w Łukawcu. To, co wydarzyło się tamtej nocy, wciąż jest przedmiotem ustaleń. – Nie wierzę w nieszczęśliwy wypadek, za dużo w tej sprawie jest pytań bez odpowiedzi – mówi Super Nowościom Adam Kowalczyk, ojciec kobiety, który prowadzi swoje prywatne śledztwo. – To mogło być uprowadzenie i zabójstwo. Chcę to wyjaśnić i poznać prawdę o śmierci córki – dodaje.

To druga seria zdjęć opublikowanych przez Komendę Miejską Policji w Rzeszowie. Poprzednie ukazały się w połowie kwietnia, o czym informowaliśmy Państwa na łamach Super Nowości. Teraz funkcjonariusze znów proszą o kontakt osoby, które na zdjęciach rozpoznają siebie lub innych. – To są ujęcia z dwóch kamer na przystankach przy ul. Podwisłocze – mówi nam Adam Kowalczyk – Jeżeli którakolwiek z tych osób widziała moją córkę i pamięta z tamtej nocy coś, co mogłoby pomóc śledztwu, bardzo proszę o pomoc – apeluje.

Na zdjęciu widać Aleksandrę Kowalczyk w momencie, gdy przechodzi przez przejście dla pieszych na ul. Podwisłocze. Fot. KMP Rzeszów

Kim jest mężczyzna z plecakiem?

Aleksandra Kowalczyk wyszła z mieszkania rodziców przy ul. Podwisłocze w środku nocy. – To był zwykły sylwester w domu – wspomina zaginięcie kobiety jej ojciec. – Córka zachowywała się zupełnie normalnie, nie wyczuliśmy niczego niepokojącego w jej zachowaniu. Po północy wypiliśmy po lampce szampana, złożyliśmy sobie życzenia i poszliśmy spać. Obudziłem się około godz. 5 i zorientowałem się, że córki nie ma w pokoju. Zawiadomiliśmy policję.

Tamtej nocy kamera monitoringu zarejestrowała kobietę około godz. 4, jak przechodziła obok szpitala „Asklepios” przy ul. Podwisłocze. Następnie przeszła przez przejście dla pieszych obok Szkoły Podstawowej nr 11 i minęła przystanek autobusowy, idąc w kierunku ul. Powstańców Warszawy. Była ubrana w płaszcz, zapinany na zatrzaski, miała czapkę i założone rękawiczki. Co działo się z nią później? – Skręciła do przejścia nad Wisłok. Potem mogła pójść w prawo, lewo albo przez kładkę – mówi ojciec kobiety, który liczy na to, że osoby widoczne na opublikowanych przez policję zdjęciach, a które znajdowały się wtedy w tamtym rejonie, mogły widzieć, co działo się z 38-latką. Na jednym z nich widać Aleksandrę Kowalczyk w momencie, gdy o godz. 4.03 przechodzi przez przejście dla pieszych. – Analizowałem to nagranie – mówi nam Adam Kowalczyk. – Na przystanku w tym czasie od kilku minut znajduje się mężczyzna z plecakiem, który kilkukrotnie gdzieś telefonuje. Widzi przechodzącą córkę, która idzie w jego stronę, następnie mija przystanek i idzie w kierunku przejścia do Wisłoka. Potem ten mężczyzna rusza szybkim krokiem w kierunku, w którym ona podąża, idzie za nią w odległości ok. 30 – 40 metrów. To może być ważny świadek w tej sprawie. Podobnie, jak pozostałe osoby ze zdjęć – m.in. dwie kobiety, które minęły się z córką. Widzieć mogły ją też następne osoby, które przechodzą w tamtej okolicy i kilka minut później skręcają do przejścia nad Wisłok czy mężczyzna na rowerze, który także jedzie w tamtą stronę. Te wszystkie osoby mogą posiadać cenne dla sprawy informacje – dodaje.

Zwłoki Aleksandry Kowalczyk zostały odnalezione przez strażaków miesiąc po jej zaginięciu – w Łukawcu, około 15 km od Rzeszowa. Kobieta nie miała na sobie ani płaszcza, ani rękawiczek. Tych nigdy nie odnaleziono, w przeciwieństwie do jej czapki i torebki, które przypadkowa kobieta znalazła na Bulwarach po 8 dniach od zaginięcia. – I to w miejscu uczęszczanym przez spacerowiczów – dodaje Kowalczyk. – Zastanawiające jest to, że nikt ich wcześniej tam nie znalazł, chociaż w torebce były pieniądze, klucze i dokumenty.

Katarzyna Szczyrek

4 Responses to "Ojciec tragicznie zmarłej adwokat: „Nie wierzę w jej przypadkową śmierć”"

Leave a Reply

Your email address will not be published.