Ojciec walczy o sprawiedliwość

Pan Robert, ojciec Patryka Żuczka, z dokumentacją dotycząca wypadku jego syna oraz kuzyna. Jak sam mówi, chce tylko sprawiedliwości. Fot. Wit Hadło
Pan Robert, ojciec Patryka Żuczka, z dokumentacją dotycząca wypadku jego syna oraz kuzyna. Jak sam mówi, chce tylko sprawiedliwości. Fot. Wit Hadło

– Uważam, że prokuratorzy, policjanci z Ropczyc oraz biegły badający sprawę działali stronniczo. Chcę rzetelnego śledztwa, które pozwoli wyjaśnić prawdziwe przyczyny tego wypadku – mówi ojciec zmarłego 17-latka.

Grzegorz zmarł bardzo szybko, jego kuzyn Patryk konał na drodze blisko godzinę. Sprawa dla biegłego i śledczych prosta. Jechali na motorze za szybko, wyprzedzali, a nie powinni, więc śledztwo zostało umorzone wobec śmierci Grzegorza, kierowcy motocykla. Ale ojciec Patryka, Robert Żuczek, podjął walkę z całą machiną – nie zgadza się z orzeczeniem. – Najłatwiej zrzucić winę na zmarłych. Życia mojemu synowi nie przywrócę. Walczę jedynie o to, żeby pokazać, jak rzeczywiście było – mówi. Zwrócił się do innego biegłego, który po analizie wypadku stwierdził, że to jednak… skręcający kierowca seata, o którego Grzegorz z Patrykiem zahaczyli, może być winny spowodowania wypadku. Czy śledztwo zostanie wznowione?

Był czwartek, 25 września 2014 roku, godzina 12.50. 17-letni Patryk Żuczek jechał jako pasażer ze swoim 20-letnim kuzynem Grzegorzem motocyklem „Kawasaki”. Wyprzedzali auta, gdy jednocześnie w lewo skręcał kierowca seata. Zahaczyli ciałami o skręcające auto – tak przynajmniej stwierdził biegły. W ułamkach sekund wyrzuciło ich w powietrze. Jeden ze świadków zdarzenia podbiegł do Grzegorza. Przyłożył palce do jego szyi, żeby stwierdzić tętno. Nic nie wyczuł. Wówczas podbiegł do Patryka, który próbował wstać. W pewnym momencie 17-latek usiadł. Mężczyzna zaczął go pytać co mu jest, uspokajać i zabronił mu wstawać. Zapytał: „Rozumiesz?”. Chłopak nic nie mówił, ale mrugnął oczami. Na miejsce sprowadzono karetkę i helikopter, który odleciał jednak pusty. Patryk został na drodze z załogą karetki. Zmarł ponad godzinę później. 17-latek zginął dokładnie w dniu swoich urodzin. Zgon stwierdzono około godziny 14. – On urodził się 17 lat wcześniej prawie o tej samej godzinie, co zmarł – mówi załamany ojciec.

Przebieg wypadku
Do wypadku doszło na ul. 3 Maja w Ropczycach. Motocykl jechał w kierunku Wielopola Skrzyńskiego. Kierowca seata skręcał zaś w lewo, za nim jechał jeszcze fiat ducato. Grzegorz z Patrykiem jako trzeci. Świadek zeznał, że kierowca seata jechał około 60 km/h. Włączył kierunkowskaz i prawie całkowicie zwolnił. Biegły uznał, że gdy kierowca seata skręcał, miał na liczniku 12 km/h. Rekonstrukcja wypadku wykazała, że Grzegorz miał na liczniku co najmniej 108 km/h przy obowiązującym w tym miejscu ograniczeniu prędkości do 50 km/h. Biegły uznał, że nie rozeznał sytuacji i podjął jednocześnie manewr wyprzedzania. Prokurator uznał, że to ewidentna wina kuzyna Patryka, a że ten zginął – śledztwo zostało umorzone. – Początkowo ufałem prokuraturze i policjantom, ale nie zrobili nic, żeby rzetelnie wyjaśnić ten wypadek, a zachowanie policjantki prowadzącej sprawę było co najmniej dziwne – mówi ojciec.

Biegły podważa opinię biegłego
W sprawie wypadku ten sam biegły wydawał dwa razy opinie. Ta druga była uzupełniająca. – Tam były sprzeczne zeznania świadków. Nie przeprowadzono ich konfrontacji, tylko przekazano akta biegłemu, który w widoczny sposób nawet dla laika wydał tendencyjną opinię obciążającą Grześka. Nie ma nic o winie kierującego seatem – mówi.

Ojciec opowiada jednocześnie, jak podczas śledztwa zachowywała się policjantka prowadząca sprawę. – Wyrażała swoje ubolewanie dla kierowcy seata, martwiła się, że na skutek uszkodzenia jego samochodu może on stracić pracę. Mówiła nam, że ten kierowca bardzo przeżywa ten wypadek. Bardziej niż my. Zapytaliśmy z żoną, co my mamy powiedzieć, skoro jemu nic się nie stało, a my straciliśmy syna?

Pan Robert postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Zgłosił się do adwokata i jednocześnie poprosił o pomoc innego biegłego sądowego. Nazwijmy go X. Jego analiza wywraca do góry nogami opinię, którą sporządził biegły dla prokuratury. Z analizy wypadku biegłego X wynika, że przyjęcie prędkości 12 km/h skręcającego kierowcy seata jest błędne. Przy włączaniu się do ruchu przyjmuje się inne prędkości. Należało przyjąć trzy warianty 15, 20 i 25 km/h. Dlaczego to takie ważne? Bo jednocześnie zmniejsza to prędkość, którą osiągnął motocykl „Kawasaki” w chwili zderzenia nawet o ponad 30 km/h.

Biegły X twierdzi, że błędem jest przyjęcie dwufazowego kontaktu kierującego motorem z samochodem w chwili zdarzenia. Biegły wydający opinię dla prokuratury tym samym przyjął parametry jak w zderzeniu bocznym. Tymczasem Grzegorz i Patryk odbili się od tylnego naroża pojazdu, co z kolei jak twierdzi biegły X, w znacznym stopniu zmienia przebieg zdarzenia z uwagi na podjęcie mechanizmów obronnych przez kierującego. I tu cytat biegłego.: „W moim przekonaniu występuje okoliczność przyczynienia się kierującego samochodem seat do wypadku drogowego poprzez niedostateczną i nieprawidłową obserwację przeciwnego pasa ruchu”.

Kierowca nie popatrzył dokładnie w lusterko?
Wątpliwości jest sporo, m.in. dotyczą one zeznań kierowcy fiata ducato jadącego za seatem. Ten stwierdził, że kierowca seata włączył kierunkowskaz na 10 metrów przed skrętem jadąc z prędkością około 60 km/h. Zachodzi więc pytanie, czy kierowca seata mógł w tak krótkim czasie nie wykonując gwałtownego hamowania (świadek stwierdził, że hamowanie było łagodne) zwolnić do prędkości 12 km/h i jednocześnie upewnić się czy pojazd nie jest w tym czasie wyprzedzany. Te wątpliwości według ojca nie zostały rozstrzygnięte. – Biegły nie odniósł się także do wariantu, który mówi, że mój syn razem z kuzynem byli już na lewym pasie, a przecież skręt w lewo, w sytuacji gdy pojazd jest wyprzedzany, jest niedopuszczalne – mówi pan Robert.

W zażaleniu na decyzję prokuratury adwokat zwraca uwagę na inny aspekt sprawy: „W materiale dowodowym nie znalazła się też analiza monitoringu, który winien zostać zabezpieczony na skrzyżowaniu z obwodnicą Ropczyc. Prawdopodobnie już od tego momentu kierujący motocyklem poruszał się lewym pasem drogi mając zamiar wyprzedzać pojazdy jadące prawym pasem. Bez analizy monitoringu nie można przyjąć, że rozważono wszelkie okoliczności mające istotne znaczenie”.

– Nikt nie zbadał również czy fiat ducato miał sprawne światła STOP. Seat był schowany dla motocyklisty za fiatem i jedynie te światła STOP mogły zasygnalizować Grześkowi, że coś nietypowego dzieje się na drodze. Kolejna rzecz: kierowca seata twierdził, że telefon miał przyczepiony w samochodzie, ale nikt nie zbadał czy gdy skręcał nie trzymał go w ręce i nie rozmawiał. Przecież mógł być nim zajęty i dokładnie lub wcale nie popatrzył w lusterko, gdy Patryk z Grześkiem go wyprzedzali – mówi.

Co na te wszystkie zarzuty Dariusz Brzykowski, szef ropczyckiej prokuratury? – Śledztwo zostało umorzone, ale można do niego wrócić i prokurator prowadzący tę sprawę rozważa powołanie nowego biegłego. Jeśli dojdzie do takiej sytuacji, to ze względu na zarzuty o stronniczość pod adresem biegłego, który sporządził dla nas opinię, będziemy chcieli powołać biegłego z innego terenu – tłumaczy.

Z kolei ojciec nie poprzestaje jedynie na opinii wspomnianego wcześniej biegłego. Zwrócił się o kolejną. Tym razem do jeszcze innych ekspertów. – Robią z Grześka wariata drogowego, a znałem go i wiem, że był odpowiedzialny. Nie jeździł szybko, nie szarżował. Dlatego nie odpuszczę tego, dopóki ta sprawa nie zostanie rzetelnie zbadana. Jestem to winny przede wszystkim Patrykowi – kończy pan Robert.

Grzegorz Anton

Leave a Reply

Your email address will not be published.