Okrągła kładka – co miało być, co wyszło

RZESZÓW. Okrągła kładka, zdaniem mieszkańców, wygląda fatalnie.

Zagraciła całą wolną przestrzeń w okolicy skrzyżowania alei Piłsudskiego z ulicą Grunwaldzką. Kosztuje nas ponad 12 mln zł! Będziemy się z nią zmagać długie, długie lata…

Schody: jeśli miały być alternatywą dla windy, to na pewno nie będą. Są strome (żadna starsza lub schorowana osoba nie będzie w stanie ich pokonać) i bardzo wąskie, a przecież dojdą jeszcze balustrady!

 

 

 

 

Pochylnia: droga na druga stronę ulicy dzięki niej znacznie się wydłuży. Zamiast pokonać przejście w kilka sekund, trzeba będzie spędzić kilka dobrych minut wspinając się w górę i krążąc po kładce. Z kolei pod pochylnią umieszczonych zostało kilkanaście paskudnych bali, które szpecą całą konstrukcję.

 

 

 

Okrągła kładka: gwóźdź programu, zwany przez mieszkańców: “aureolą Ferenca”, “kładką zero”, “rondem dla pieszych”, “spacerniakiem”. Te określenia mówią same za siebie: mieszkańcy śmieją, ale jednocześnie rozpaczają nad pomysłem pana Prezydenta.

 

 

 

Winda: miała to być lekka, przejrzysta konstrukcja. A jest betonowy potwór. Wizualizacje przedstawiały windę z takiej strony, że nie było widać potężnej betonowej konstrukcji. Dopiero teraz widać, jak okropnie to wszystko wygląda.

Inną kwestią jest to, że mieszkańcy wprost przyznają, że nie wyobrażają sobie stać w kolejkach, żeby móc wjechać windą na kładkę i przejść na druga stronę.

 

 

 

 

 

 

15 Responses to "Okrągła kładka – co miało być, co wyszło"

Leave a Reply

Your email address will not be published.