Olbrzym z Rzeszowa

Przygodę ze sportem rozpoczął w wieku prawie 20 lat. Fot. Archiwum

Nigdy wcześniej ani nigdy później w historii zapasów nie było większego zawodnika walczącego na matach. Adam Sandurski miał 214 cm wzrostu i ważył 135 kg. Dla polskich barw wywalczył aż 10 medali wielkich, międzynarodowych imprez w zapasach w stylu wolnym.
Mówiono o nim „olbrzym z Rzeszowa”, a w Niemczech nazywano go zaś „łagodnym olbrzymem”.

Mieszkańcy wioski Zarzecze, którzy pracowali w Zakładach Energetycznych w Rzeszowie, skontaktowali się ze mną i poinformowali mnie o olbrzymie, który tam mieszka i podnosi ważące dziesiątki kilogramów beczki, a do tego ciężko pracuje w lesie i wielką łopatą wykopuje żwir z Wisłoka – wspominał trener Jan Małek w rozmowie z Onet Sport.
Ówczesny szkoleniowiec sekcji zapasów w stylu wolnym Stali Rzeszów wybrał się na miejsce, by na własne oczy przekonać się o tym, czy przypadkiem opowieści mieszkańców nie są przesadzone. Małek za pierwszym razem nie porozmawiał zbyt długo z prawie 20-letnim Sandurskim. Ten po ciężkiej pracy w lesie był tak zmęczony, że nie miał ochoty na rozmowy. – Kiedy go zobaczyłem, rzeczywiście zrobił na mnie wrażenie. Postanowiłem zatem wykonać drugie podejście. I tym razem Adam Sandurski wyraził chęć podjęcia się treningów zapaśniczych, ale był dość nieufny – wspominał Małek.

Dopiął swego, choć śmiano się z niego

Mama Sandurskiego odradzała Małkowi namawianie go do sportu, bo – jak mówiła – nie ćwiczył w szkole podstawowej na lekcjach wychowania fizycznego. Trener nie dał jednak za wygraną, choć obiekt jego zainteresowania, mimo bardzo wysokiego wzrostu, był przy tym – można powiedzieć – chudy. Ważył niespełna… 100 kilogramów. – Przywiozłem do klubu Adama i kiedy go zobaczyli, od razu wszyscy zaczęli się ze mnie śmiać, mówiąc, że rezygnuję z zapasów, a zakładam sekcję koszykówki – śmiał się Małek, wracając myślami do tamtych chwil. Rzeszowski szkoleniowiec nie odpuszczał. Wiedział, że ma w swoich rękach wyjątkową osobę, która przy odpowiednim prowadzeniu może osiągnąć wiele. W zapasach tak wysocy zawodnicy nie rywalizowali, dlatego trzeba było odpowiednio wykorzystać warunki Sandurskiego.
– Spodobały mi się te zapasy, bo to był taki typowo męski sport – mówił Sandurski, którego trener Małek koniecznie chciał zatrzymać w Rzeszowie, by poświęcać mu każdą wolną chwilę. Postanowił załatwić mu pracę w WSK. Kiedy udało się otrzymać etat, Sandurski mógł całe dnie poświęcić na treningi. W tamtych czasach zatrudnienie sportowców wyglądało tak, że mieli etat w państwowym przedsiębiorstwie, ale tak naprawdę cały czas byli do dyspozycji trenerów klubowych czy reprezentacyjnych. – Adam był strasznie zaniedbany, jeżeli chodzi o fizyczne walory. Owszem, górne partie mięśniowe, to znaczy cały korpus obręczy barkowej, miał dobrze rozwinięte od ciężkiej pracy fizycznej. Bardzo wątłe były jednak nogi, a szczególnie kolana i mięśnie czworogłowe – opowiadał Małek.
Sandurski wziął się za niesamowicie ciężką pracę. Narzekał na ogromne bóle nóg, ale trenował sumiennie. Wiedział doskonale, jak ważne są nogi w zapasach w stylu wolnym. Zresztą Sandurski przez całą karierę, a także wiele lat po jej zakończeniu, miał olbrzymie problemy z nogami, a szczególnie z biodrami i kolanami.
Trener Małek długo nie chciał puszczać Sandurskiego na zawody. Tymczasem działacze nalegali, by olbrzym z Rzeszowa jak najszybciej pojawił się na macie. Małek postanowił jednak przeczekać. W końcu zdecydował się puścić swojego wychowanka na niezbyt prestiżowe, młodzieżowe zawody w Łodzi. I wyszło na jego. Przy wejściu do nóg rywala Sandurski nabawił się kontuzji kolana.
– Po dwóch latach treningu zająłem szóste miejsce na mistrzostwach Polski. Była wówczas ogromna radość, ale głównie z tego, że napisali o mnie w gazecie – wspominał Sandurski, który pierwsze sukcesy zaczął odnosić po czterech latach treningu. Wiele dały mu wspólne treningi z kadrowiczami, na które zabierał go Małek. Szkoleniowiec z Rzeszowa był bowiem asystentem trenera kadry Eugeniusza Najmarka. Sandurski powoli łapał właściwy rytm, a przede wszystkim nabierał wagi. Wszystko przez to, że zwiększono mu racje żywnościowe, bo miał straszliwy apetyt.
W 1977 r. zajął szóste miejsce w mistrzostwach Europy. W kolejnym został po raz pierwszy mistrzem Polski. Tytuł ten zdobywał w sumie ośmiokrotnie aż do 1988 r. Był też finalistą mistrzostw świata, zajmując w debiucie w tej imprezie czwarte miejsce.
Sandurski miał bardzo długie ręce i nogi. Musiał zatem zacząć się specjalizować w nietypowych chwytach. Wkrótce stał się postrachem najlepszych zawodników na świecie. Zainteresowali się nim trenerzy w Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Postanowili użyć podstępu, by dobrze poznać mocne i słabe punkty Sandurskiego. Zaprosili tego zawodnika imiennie na wielkie zgrupowanie zawodników wagi superciężkiej w zapasach w stylu wolnym do Mińska. Polskie władze były dumne, ale okazało się, że wyjazd na ten obóz okazał się błędem. – Im nie chodziło o to, by Adam podniósł swój poziom sportowy. Zależało im na tym, żeby go jak najlepiej rozpracować. I to im się udało. Nie dość, że wrócił z Mińska solidnie rozbity, a do tego po raz kolejny uległ kontuzji kolana, to od tego momentu miał wielkie problemy z zawodnikami z ZSRR – przypominał Małek.

Same sukcesy

W 1979 r. został brązowym medalistą mistrzostw Europy. To był jego pierwszy duży sukces na arenie międzynarodowej. W sumie w tej imprezie wywalczył pięć brązowych krążków, a raz był wicemistrzem Europy (1984 r.). Ma na koncie też dwa tytuły wicemistrza świata (1982 r., 1983 r.) i jeden brązowy medal tej imprezy (1981 r.). Życiowy sukces odniósł jednak w igrzyskach olimpijskich w Moskwie (1980). Wielu fachowców twierdzi jednak, że mógł tam osiągnąć znacznie więcej. Jego koronną akcją było sprowadzenie zawodnika do parteru. Dzięki temu, że miał długie ręce, dążył do „walizki”. Tak fachowo nazywa się spięcie głowy z nogami rywala.
W wysokiej formie znajdował się także w 1984 r., kiedy to igrzyska olimpijskie odbywały się w Los Angeles. Polska reprezentacja zamiast do USA pojechała jednak na zawody przyjaźni do Sofii. Wszystko przez bojkot imprezy przez blok krajów socjalistycznych. W Sofii wywalczył wówczas srebrny medal.
W 1985 r. wystąpił z prośbą o wyjazd do Republiki Federalnej Niemiec. Miał już bowiem podpisaną umowę z niemieckim klubem KSV Witten 07. Z racji tego, że ukończył 30 lat, polskie władze nie robiły mu żadnych problemów.

Tomasz Kalemba

Leave a Reply

Your email address will not be published.