
KORCZYNA, POW. KROŚNIEŃSKI. Waldemara H. nic nie nauczyło to, że już raz siedział w więzieniu za znęcanie się nad 70-latką.
Sąd Okręgowy w Krośnie utrzymał w mocy wyrok 6,5 roku więzienia dla Waldemara H., który podpalił dom, w którym mieszkał wraz ze swoją matką Stanisławą. Kobieta tylko cudem uszła z życiem z pożaru. 48-latek już wcześniej groził jej spaleniem domu oraz regularnie się nad nią pastwił psychicznie i fizycznie podczas wszczynanych po pijaku awantur – bijąc ją, opluwając, kopiąc i szarpiąc.
– Wyrok jest prawomocny – potwierdza sędzia Artur Lipiński, rzecznik Sądu Okręgowego w Krośnie.
Prócz kary więzienia Waldemar H. otrzymał też zakaz zbliżania się do matki na odległość nie mniejszą niż 20 metrów, który zacznie obowiązywać od momentu, gdy opuści więzienie przez 6 kolejnych lat. Ma też zapłacić kobiecie zadośćuczynienie za krzywdy, które jej wyrządził.
48-latek odpowiadał w toczącym się przed Sądem Rejonowym w Krośnie procesie za 3 przestępstwa: spowodowanie pożaru domu, czym naraził swoją matkę Stanisławę H. na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, znęcanie się nad nią, czego dopuścił się w warunkach recydywy (W 2015 r. za znęcanie się nad nią otrzymał karę 1 roku i 6 miesięcy pozbawienia wolności, którą skończył odsiadywać 8 lipca 2016 r.). Ostatni zarzut dotyczył faktu, że w wyniku pożaru zginęły dwa psy i dwa koty będące własnością pani Stanisławy.
Dramatyczne wydarzenia rozegrały się w lutym ub.r. Około godz. 18. Waldemar H. wrócił z pracy do domu. Był pijany. Najpierw wszczął awanturę, a następnie wziął 10-litrowy plastikowy kanister z benzyną i rozlał ją na poddaszu domu, w pomieszczeniu gospodarczym i oblał nią ubranie przerażonej kobiety. Następnie wyciągnął ogień i podpalił. 70-latka na szczęście w porę zdołała uciec z domu, który błyskawicznie zaczęły trawić płomienie. Wówczas zadzwoniła do córki i opowiedziała jej, co się dzieje. Ta zadzwoniła na policję. Dzięki ich szybkiej interwencji, podpalacz został zatrzymany na miejscu, choć na widok zbliżających się do posesji radiowozów próbował jeszcze uciekać do pobliskiego lasu. Dom spłonął doszczętnie.
Waldemar H. nie przyznał się do winy. Tłumaczył się przed sądem, że pożar wybuchł przypadkowo, bo przewróciła się lampa naftowa. Sąd I jak i II instancji nie dał jednak wiary jego tłumaczeniom i zwyrodniały syn najbliższe lata spędzi teraz w więzieniu.
Katarzyna Szczyrek


