
Do tego, że nasza scena polityczna, jest – delikatnie mówiąc – dość zwariowana, chyba już wszyscy, chcąc nie chcąc, przywykliśmy. Przywykliśmy też już do tego, że niezależnie od tego, co zrobi obecna władza i jak daleko się posunie, zawsze znajdą się popierający ją z całych sił i gotowi „dać się pokroić” za to, że jest – w ich odczuciu – najlepsza i „najpolska”. Teraz, gdy parę grup zawodowych, w tym pracownicy służby zdrowia – tak ważnej dla każdego szarego człowieka sfery – protestuje i okazuje swe ogromne niezadowolenie z władzy, PiS-owi sondażowe słupki …rosną. Niemożliwe? Owszem, możliwe i nawet – o dziwo – przewidywalne. Przewidywalne, bo niestety, opozycja nie przedstawia Polakom alternatywy dla tej władzy. Władzy nieudolnej, skorumpowanej, znepotyzowanej do granic, ale posługującej się bardzo skutecznie prostą propagandą. Opozycja bawi się w subtelności, mówi językiem niezrozumiałym dla wielu wyborców. Owszem, krytykuje rządzących, ale nie potrafi, albo nie chce robić tego – z braku lepszego określenia – po prostu ordynarnie. Tymczasem ekipa rządząca – walcząca dziś nie tylko o utrzymanie się przy władzy, ale po prostu o przetrwanie – nie ma żadnych oporów. Nieobce jej ordynarne kłamstwa, licha i demagogiczna manipulacja, czy po prostu oszustwo. I to wszystko się sprawdza. Dlaczego tak się dzieje, wyjaśniał ostatnio w wywiadzie dla portalu „na Temat” dr Wojciech Szalkiewicz,pracownik naukowy Olsztyńskiej Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania im. prof. T. Kotarbińskiego, wykładowca, dziennikarz i publicysta, komentator polskiego życia politycznego. Ekspert mówi tam wprost, że „PiS jest do ogrania metodą podręcznikową, trzeba jednak do tych podręczników sięgnąć.” Co co chodzi dr. Szalkiewiczowi? Ano o to, żeby opozycja wreszcie zaczęła się komunikować z wyborcami! Słusznie zauważa on bowiem, że ani PiS, ani opozycja nie walczą o swój twardy elektorat. Ten każdy z nich ma swój i tylko ktoś bardzo naiwny liczyłby, że entuzjasta PiS zagłosuje nagle na opozycję, albo zdeklarowany fan opozycji na PiS. Rzecz jednak w tym, że około 1/3 Polaków to polityczni swingersi. Nie, to nic obraźliwego, czy podejrzanego! To po prostu osoby bez silnie skrystalizowanych poglądów politycznych, które w wyborach głosują zależnie od sytuacji i to sytuacji, która bezpośrednio ich dotyczy. Są to osoby o podejściu typu „niech na całym świecie wojna, byle moja wieś spokojna”- takich wyborców nie bulwersuje łamanie przez władzę Konstytucji, bo ich to bezpośrednio w tym momencie nie dotyczy, nie obchodzi upolitycznianie sądów i prokuratury, bo ich to w tym momencie nie dotyczy, nie interesują afery rządzących, bo nie mają – zdaniem takich wyborców – wpływu na ich codzienne życie. Co ich zatem interesuje? Ano najczęściej, tak jak wszystkich pozostałych – stan ich portfela. Jak słusznie zauważa dr Szalkiewicz, argumentum ad crumenam (łac. argument do trzosu) przemawia do wszystkich. No dobrze, to jak to możliwe, że wszystko drożeje na potęgę, trzosy nam chudną, inflacja rośnie i rosną też słupki poparcia dla PiS-u? Otóż tak to możliwe, że rządzący posługują się propagandą i manipulacją w tej kwestii, ale propagandą i manipulacją zrozumiałą dla politycznych swingersów. Owszem, ceny rosną, ale PiS daje ludziom pieniądze i postaci kolejnych programów plus, dodatkowych emerytur i zapewnia kolejne podwyżki najniższej płacy krajowej. O tym, że te wszystkie plusy są wprowadzane bez żadnej logiki i bez żadnej kontroli, za to są wypłacane nie z mitycznych pieniędzy rządu, tylko z pieniędzy podatników – władza nie wspomina. Tak samo jak nie wspomina o tym, że to rozdawnictwo napędza inflację, a podwyższanie najniższej krajowej płacy zwiększa koszty utrzymania pracowników, co będzie owocowało wzrostem cen i zwolnieniami w sektorze prywatnym. Że to oczywiste? Otóż nie, wcale nie takie oczywiste dla każdego wyborcy. Polityczni swingersi to ludzie niekoniecznie dobrze wykształceni i orientujący się choćby tylko nieco w prawach ekonomii. – Takim ludziom trzeba wprost powiedzieć, że jeśli tak dalej pójdzie, to bochenek chleba będzie kosztował 10 złotych i litr benzyny tyle samo – zauważa dr Szalkiewicz. Zdaniem eksperta, tylko taki przekaz dotrze do tej grupy wyborców- prosty, obrazowy. Pokazuje to dość dobrze reakcja tej grupy wyborców na ustawę lex-TVN. Zagrożenie wolności mediów wcale jej nie obchodziło, ale już to, że jeśli PiS zlikwiduje TVN, nie będą mogli oglądać ulubionych seriali czy reality show – obeszło i to bardzo. Najciekawsze w całej tej naszej zwariowanej sytuacji politycznej jest to, że opozycja nie musi posługiwać się w komunikacji z wyborcami ani kłamstwami, ani manipulacją, ani propagandą. Wystarczy, gdy będzie mówić do nich zrozumiałym dla nich językiem, i o ich sprawach. Jeśli tego nie zrobi to i święty Boże nie pomoże jak znów – bardzo słusznie – zauważa dr Wojciech Szalkiewicz.
Redaktor Monika Kamińska



36 Responses to "Opozycjo. Zacznij mówić do ludzi po ludzku!"