
Skrzywdzony przez księdza Józefa G. tarnobrzeżanin pozywa mężczyznę, który próbował zaszkodzić mu w decydującym momencie procesu kapłana pedofila. Chodzi o złożone wówczas na 27-latka zawiadomienie, z którego miało wynikać, że on sam także ma na sumieniu seksualne czyny lubieżne.
Sprawa księdza Józefa G., byłego proboszcza jednej z tarnobrzeskiej parafii, odbiła się szerokim echem w całej Polsce. Duchowny został skazany przez tarnobrzeski sąd w marcu br. na 3 lata pozbawienia wolności za molestowanie 12-letniego ministranta oraz grożenie pokrzywdzonemu w celu wycofania przez niego obciążających go zeznań.
W trakcie trwania procesu, dokładnie w połowie lutego br., opinię publiczną obiegły informacje, z których wynikało, że pokrzywdzony, obecnie 27-letni mężczyzna, sam miał w przeszłości dopuścić się czynów lubieżnych na nieco młodszym od siebie koledze. Chodzi o czasy, gdy obaj byli nastolatkami. Wydarzenia te miały mieć miejsce w Tarnobrzegu, a obaj nastolatkowie związani byli wówczas ze służbą liturgiczną w tej samej parafii, którą kierował ksiądz Józef G.
Odwrócić uwagę opinii publicznej
Pokrzywdzony przez księdza, a oskarżany przez byłego kolegę od razu zaprzeczał doniesieniom medialnym. – Uważam, że działania te miały na celu pomóc skazanemu Józefowi G. i odwrócić uwagę opinii publicznej od jego osoby, a przede wszystkim uderzyć w moją wiarygodność podczas trwającego procesu, w którym byłem osobą pokrzywdzoną – nie kryje tarnobrzeżanin. Decyzją Sądu Rejonowego w Tarnobrzegu Wydziału Rodziny i Nieletnich w sprawie tej zostało w kwietniu br. wydane postanowienie o nie- wszczynaniu postępowania.
Mężczyzna czuje się skrzywdzony przez osobę, która złożyła mające go obciążyć zeznania, duchownego, który miał go do tego podżegać oraz lokalną gazetę, która te informacje opublikowała. – Chodzi o przestępstwa stanowiące m.in. wprowadzenie w błąd wymiaru sprawiedliwości, a także rażące naruszenie moich dóbr osobistych – wyjaśnia tarnobrzeżanin. – Sformułowałem w sumie trzy zarzuty. Pierwszy dotyczy podżegania, nakłaniania do dokonania czynu zabronionego w postaci fałszywego i świadomego zawiadomienia organów ścigania o przestępstwa, których nigdy nie popełniono. Drugi, fałszywego oskarżenia mojej osoby o seksualne czyny lubieżne, których nigdy nie popełniłem, czyniąc to poprzez świadome złożenie obciążających mnie fałszywych zeznań przed organami ścigania, zeznając nieprawdę pod rygorem odpowiedzialności karnej, a trzeci dotyczący zniesławienia mojej osoby i rażące naruszenie moich dóbr osobistych. – Czuję się skrzywdzony, gdyż występując w procesie księdza Józefa G. w charakterze pokrzywdzonego opublikowano na mój temat informacje, które zbierano w drodze prywatnych rozmów, wywiadów, ocen oraz informacji, które nie podlegają żadnej weryfikacji, zaś dotyczą sfer mojego życia prywatnego, intymnego, naukowego, w celu rozgłoszenia i ujawnienia, odbierając mi w ten sposób cześć, godność, dobre imię, a przede wszystkim starając się przedstawić mnie w oczach opinii publicznej jako osobę o zachwianych i wynaturzonych preferencjach seksualnych oraz sugerując, iż jestem osobą, która dopuściła się przestępstw seksualnych – mówi składający zawiadomienie.
Dobry kolega z dawnych lat
Oskarżyciel posiłkowy z procesu księdza zna osobiście osobę, która złożyła obciążające go zeznania. – Ten mężczyzna był moim dobrym kolegą z dawnych lat. Często spędzaliśmy wspólnie czas, zazwyczaj u niego w domu. Byłem jego świadkiem na bierzmowaniu, gdyż tak on, jak i jego matka podkreślali, że byłem dla nich „wzorem do naśladowania”. W moim pokoju wciąż wisi obraz Matki Bożej wyhaftowany przez jego matkę – mówi tarnobrzeżanin. – Nie bez znaczenia jest także fakt, że oskarżający mnie w lutym br. mężczyzna jest podwładnym i pracownikiem dwóch przyjaciół skazanego. – Biorę pod uwagę, że mógł być więc on szantażowany lub postawiony „pod ścianą” albo skłoniony do przyjęcia znacznej ilości środków finansowych w zamian za wykonanie instrukcji ludzi działających w środowisku kościelnym – napisał w uzasadnieniu zawiadomienia 27-latek. – Uważam, że należy skrupulatnie wyjaśnić wszystkie okoliczności tej sprawy, aby ci, którzy czują się bezkarni wiedzieli, że tego typu czyny bezprawne, narażające innych na rozmaite szkody, nie są i nie będą tolerowane i traktowane pobłażliwie przez wymiar sprawiedliwości.
mrok



3 Responses to "„Oskarżono mnie, by ratować księdza”"