Ostatnia podróż w Bieszczady

Szczątki były w stanie daleko posuniętego
rozkładu. Na tyle, że na pierwszy rzut oka nie udało się rozpoznać płci zmarłej osoby. Fot. Posterunek Policji w Baligrodzie.

Prokuratura potwierdza, że przy szczątkach znaleziono dokument na nazwisko Jacka Cieślickiego, byłego opozycjonisty internowanego w stanie wojennym w Bieszczadach. – Wszystkie tropy do tej pory wskazują, że to jego szczątki znaleziono w lesie – potwierdza Justyna Radzik-Czuba z Prokuratury Rejonowej w Lesku.

31 sierpnia pracownicy modernizujący schronisko Chatka Puchatka na szczycie Połoniny Wetlińskiej w Bieszczadzkim Parku Narodowym natknęli się na ludzkie szczątki. Ich uwagę zwróciło błyszczące w słońcu plastikowe prawo jazdy leżące kilkanaście metrów od drogi technicznej. Obok leżały m.in.: fragmenty kurtki, but, zegarek i ludzkie kości. Policjanci badający teren natrafili też na pozostałości obozowiska i miejsce po wypalonym ognisku. Wszystkie te ślady i znalezione przedmioty zostały zabezpieczone przez policję.
Data i dzień tygodnia na zegarku wskazują, że zatrzymał się on w listopadzie ubiegłego roku. Czy to wtedy mężczyzna zmarł? Odpowiedzi na to pytanie szuka z kolei leska policja.
Szczątki były w stanie daleko posuniętego rozkładu. Na tyle, że na pierwszy rzut oka nie udało się rozpoznać płci zmarłej osoby. Na miejscu śledczym udało się zabezpieczyć fragmenty szkieletu, w tym czaszkę, fragment kręgosłupa i kości podudzia ze stopą. Szczątki zostały poddane szczegółowym badaniom lekarskim, antropologicznym i genetycznym.
Biegły patomorfolog potwierdził, że należą do mężczyzny. Jak informowała leska prokuratura, nie noszą zmian urazowych mechanicznych wskazujących na działalność przestępczą osób trzecich. Na razie wszystko wskazuje więc na to, że do śmierci mężczyzny nie doszło w wyniku przestępstwa. Nadal jednak nie wiemy, czy mężczyzna zmarł w wyniku wypadku, choroby, czy sam odebrał sobie życie. I jak zaznaczają śledczy, odpowiedzi na to pytanie możemy nie poznać nigdy.
Prokuratura wystąpiła do zakładu medycyny sądowej o sporządzenie profilu genetycznego z zabezpieczonych podczas sekcji próbek biologicznych, który zostanie wysłany do Australii w celu porównania go z profilem genetycznym mieszkających tam krewnych mężczyzny.
Prawo jazdy znalezione przy szczątkach zostało wydane w Australii na 79-letniego mieszkańca Śląska, byłego działacza Solidarności, Jacka Cieślickiego. I to do dzisiaj jest główny i jedyny trop, którym podąża leska prokuratura. Na podstawie dokumentu śledczym udało się ustalić najbliższą rodzinę 79-latka – byłą żonę i dwóch synów, którzy mieszkają w Australii.
Żona, jak informuje prokuratura, od lat 90. nie miała z mężczyzną kontaktu. – Synowie przyznali, że od dłuższego czasu też nie utrzymywali kontaktu z ojcem. Jeden z nich próbował ten kontakt nawiązać. Kilka tygodni przed odnalezieniem szczątków wysłał do niego wiadomość e-mail, ale okazało się, że adres e-mail wygasł i nie udało się tego kontaktu nawiązać
– mówi nam Justyna Radzik-Czuba, prokurator prowadząca śledztwo.
Jacek Cieślicki urodził się w 1941 roku. Był opozycjonistą i działaczem Solidarności, stał na czele pisma związkowej Solidarności Huty Katowice „Wolny Związkowiec”. W 1981 roku został oskarżony o znieważenie na łamach pisma PZPR, rządu PRL i sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego Leonida Breżniewa – zamieścił w piśmie jego karykaturę. Postępowanie zostało zawieszone z powodu internowania działacza najpierw w Zabrzu, później w Nowym Łupkowie w Bieszczadach. Do wznowienia procesu nie doszło, bo Cieślicki w 1983 roku wyemigrował do Australii, gdzie przez krótki czas pracował jako chemik w garbarni, później był na zasiłku.
W latach 90. często wracał do kraju. Co jesienią ubiegłego roku robił w Bieszczadzkim Parku Narodowym i dlaczego zmarł – odpowiedzi na te pytania nadal szuka leska prokuratura.

Martyna Sokołowska

13 Responses to "Ostatnia podróż w Bieszczady"

Leave a Reply

Your email address will not be published.