
MIELEC. W placówce przy ul. Targowej radykalnie zmalała liczba zwierząt.
Już nie 600, jak kiedyś, a ok. 130 psów liczy sobie mieleckie schronisko dla bezdomnych zwierząt. – Dobrze będzie, kiedy ta liczba spadnie do kilkudziesięciu: 30, 40, maks. 50 – twierdzi prezydent Janusz Chodorowski (69 l.). – Ale nie jest źle. Smutne jest to, że ciągle przykręca się nam śrubę, bo postanowiliśmy utrzymywać to schronisko. Natomiast ci, którzy tego nie robią, mają święty spokój.
Schroniskiem dla bezdomnych psów i kotów przy ul. Targowej przez 20 lat zarządzało Mieleckie Towarzystwo Ochrony Zwierząt. W ub. r. przytulisko zamknął Powiatowy Lekarz Weterynarii, tłumacząc, że zwierzęta gnieżdżą się tam na zbyt małej przestrzeni.
Zarządcą schroniska został magistrat. – Przejęliśmy placówkę w bardzo trudnym stanie – wspomina prezydent Janusz Chodorowski. – Mieliśmy tam ok. 600 samych psów. Dzisiaj mamy ich ok. 130, a dobrze będzie, jak ta liczba spadnie do kilkudziesięciu: 30, 40, maks. 50. Powoli zaczynamy opanowywać sytuację, współpracujemy z weterynarią. Krok po kroku dochodzimy do normalności. Myślę, że powoli ucywilizujemy tę sprawę.
-Wszystko jednak zależy od odpowiedzialności za zwierzęta w naszym mieście, współdziałania ze stowarzyszeniami ochrony zwierząt, czipowania psów itd. Wszystkie te elementy muszą kiedyś zaowocować – przekonuje prezydent. – Chodzi o to, aby czymś normalnym było to, że ludzie są odpowiedzialni za swoje zwierzęta – dodaje.
Paweł Galek



3 Responses to "Ostre „odchudzanie” mieleckiego schroniska"