
PODKARPACIE. Szokujący raport Narodowego Instytut Leków. Jedna czwarta suplementów diety ma skład niezgodny z deklaracjami producentów.
Narodowy Instytut Leków dokładnie przeanalizował 50 najbardziej popularnych preparatów sprzedawanych w aptekach. – W żadnym z nich nie wykryto zanieczyszczeń czy związków szkodliwych, za to poważnym problemem okazał się deficyt lub wręcz brak deklarowanych na opakowaniach witamin czy składników roślinnych. Na przykład w preparacie zawierającym ostryż długi, reklamowanym jako remedium na przypadłości wątrobowe, było zaledwie 3 proc. wyciągu z tej rośliny. Z kolei preparaty polecane w walce z objawami menopauzy zawierały zaledwie 18 proc. deklarowanej przez producenta dawki izoflawonów soi czy 38 proc. izoflawonów koniczyny czerwonej – czytamy w raporcie.
Nie lepiej było w przypadku niektórych suplementów zawierających witaminy B2 i B6, bo ich rzeczywista zawartość w produkcie wynosiła zaledwie ok. 30 proc. tego, co przeczytać można było w ulotce. Trochę lepiej wypadła witamina D, choć i tak było jej mniej – 80 proc. tego, co deklarował producent preparatu. Ze składnikami mineralnymi, takimi jak żelazo, magnez czy wapń nie ma problemów. Tymczasem zgodnie ze standardami zawartość składników aktywnych w produkcie nie powinna być niższa niż 90 proc. – komentuje Anna Kowalczuk, dyrektor Narodowego Instytutu Leków.
– Problem w tym, że na półkach aptecznych jest chyba więcej suplementów diety niż leków. We wtorek poprosiłam o Aspargin, lek bez recepty, który od czasu do czasu lekarka rodzinna kazała mi zażywać (mam braki potasu i magnezu w organizmie). Farmaceutka położyła zaś na ladzie Asparaginian Extra, który jest suplementem diety. Na moje pytanie czy nie mają wspomnianych minerałów w postaci leku, przyniosła mi z zaplecza zamówiony preparat. Gdy zapytałam, dlaczego proponuje mi suplement zamiast leku powiedziała, że suplementy są w korzystniejszej cenie. Przy czym okazało się, że za Aspargin zapłaciłam niecałe 5 zł. Suplementy były zaś po 9,90 zł – mówi Anna z Rzeszowa.
Dlaczego to ważne, by odróżniać lek od suplementu?
Ponieważ leki leczą, są przebadane klinicznie, ich skład jakościowy i ilościowy jest dokładnie taki jak deklarowany na opakowaniu. Suplementy diety, jak nazwa wskazuje, uzupełniają dietę – są żywnością w tabletkach i nikt nie sprawdza, czy jest w nich to, co deklaruje producent – mówi dr n. farm. Lucyna Samborska, wiceprezes Podkarpackiej Okręgowej Izby Aptekarskiej w Rzeszowie.
Tymczasem z analizy rynku wynika, że Polacy od stycznia do listopada zeszłego roku na suplementy wydali niemal 3,4 mld zł. O 200 mln zł więcej niż rok wcześniej i o niemal 400 mln więcej niż trzy lata temu.
Podobne badanie NIL przeprowadził w 2017 r. – wówczas sprawdził na zlecenie Głównego Inspektoratu Sanitarnego probiotyki, czyli preparaty zawierające kultury bakteryjne lub drożdże (pacjenci często stosują je jako uzupełnienie przy kuracji antybiotykami). Z 30 przebadanych tylko pięć spełniało normy. Reszta była właściwie bezużyteczna.
Skąd tak duże zapotrzebowanie na suplementację?
Wszystko przez wszechobecne reklamy. Z raportu Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji wynika, że od 1997 r. do 2015 r. liczba reklam z sektora produkty zdrowotne i leki w programach tv zwiększyła się 20 razy. Dlatego resort zdrowia chce je ograniczyć, wprowadzając 10 proc. podatku od reklamy takich produktów, który będzie trafiał do budżetu NFZ na zdrowie. Ale producenci suplementów się nie zgadzają z takim stawianiem sprawy. – Obowiązek uiszczania opłat nie przyczyni się ani do zmniejszenia liczby reklam, ani też nie wpłynie na prozdrowotne zachowania konsumenckie. Stworzy za to znaczną barierę dla małych i średnich przedsiębiorstw w obszarze reklamy telewizyjnej i radiowej. Jedynym mierzalnym skutkiem będzie podniesienie cen suplementów, co uderzy w konsumentów, oraz wpływ do budżetu państwa na szacowanym przez ustawodawcę poziomie 50–100 mln zł – mówi Ewa Jankowska, prezes PASMI (organizacji zrzeszającej producentów) w stanowisku przesłanym Super Nowościom.
Tymczasem. – Z punktu widzenia lekarza nie byłoby żadnej szkody, gdyby z rynku zniknęły suplementy diety, bo w zdecydowanej większości przypadków nie ma wiarygodnych badań wskazujących, że one działają. Ich reklamy przynoszą więcej szkody niż pożytku – uważa dr n. med. Wojciech Domka, prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Rzeszowie.
Anna Moraniec



6 Responses to "Oszukane suplementy diety"