
PRZEMYŚL. Oszukańcze firmy nadal naciągają naiwnych starszych ludzi. Dla cynicznych naciągaczy nie ma świętości. Wykorzystują nawet miejsca kultu religijnego.
– To był taki miły wyjazd – wspomina para emerytów z Przemyśla. – I tani! – wtrącą 69-letnia Zofia. – To znaczy miał być tani, bo dla nas naiwnych, okazał się bardzo, bardzo drogi – wzdycha jej mąż Władysław. – Niestety, rzeczy, które podczas pielgrzymki kupiliśmy, przyjdzie nam spłacać jeszcze długo – martwią się małżonkowie.
A miało być tak pięknie. Zofia i Władysław o możliwości jednodniowego wyjazdu do znanego w Polsce odległego od Podkarpacia sanktuarium dowiedzieli się od znajomego. – Brzmiało bardzo kusząco: przejazd, zwiedzanie i nawet obiad, a wszystko za jedyne 30 złotych od osoby – wspomina Zofia. – Dla nas to bardzo ważne, bo emerytury mamy „cienkie”, każdy grosz się liczy – wtrąca 72-letni Władysław. – Nie, nie myślałem, że może być w tym jakiś haczyk – przyznaje emeryt.
Niewinna prezentacja po zwiedzaniu sanktuarium
Bo też i nic na żaden haczyk nie wskazywało: autokar normalny, przedstawiciele organizatora mili i uczynni, podróż przyjemna, a obiad może nie rewelacyjny, ale całkiem, całkiem. – Wiedzieliśmy od początku, że posiłek będzie połączony z prezentacją – przyznają małżonkowie. – Ale przecież to nic złego obejrzeć sobie coś nowego, posłuchać – dodają.
Nowością okazały się nowoczesne, energooszczędne naczynia, w których można gotować bez tłuszczu, szybko i wygodnie. Prowadzący bardzo atrakcyjnie przedstawiali towar, byli uprzejmi i cierpliwi i odpowiadali na każde pytanie. Od siebie też mówili sporo. – Byli przekonujący – mówi Zofia. Prezentujący wspomniane naczynia przekonujący na pewno byli, bo tego się ich uczy na bieżąco. Do osób starszych najłatwiej trafić z ofertą, gdy przekona się je, że coś jest zdrowe i pozwoli im uniknąć przykrych dolegliwości.
„Pomagali” tym, których nie było stać
Prezenterzy potrafili sprawić, żeby uczestnicy pielgrzymki „połączonej z prezentacją” uznali naczynia za niezbędne dla siebie, ba zaczęli o nich marzyć. Tyle że dla wielu z uczestników tego wyjazdu tanie i zdrowe gotowanie musiało pozostawać w sferze marzeń, bo ceny naczyń były bardzo wysokie. – Jedno naczynie kosztowało od 100 złotych wzwyż – opowiada Zofia. – Zestaw to już ponad 2 tys. złotych, więc na pewno nie na naszą, emerycką kieszeń – mówi. Prezenterzy to jednak „ludzie z sercem”, od razu wiedzieli, jak „pomóc”. – Mówili, że te naczynia można wziąć na dogodne w spłacie raty, że mają taki zaprzyjaźniony bank, który nie ma problemów z pożyczkami dla starszych na przyzwoite cele – wtrąca Władysław. – Zdecydowaliśmy się na zestaw naczyń, parę innych osób także, spora część uczestników pielgrzymki na pojedyncze egzemplarze – wspomina 72- latek.
Wielokrotnie przepłacili
Umowę, której zawiłości, a także to, co było napisane bardzo drobnym drukiem niemożliwym do przeczytania przez małżeństwo emerytów, objaśniał im życzliwy i cierpliwy prezenter naczyń. Podpisali i już za niedługo dostali oczekiwaną przesyłkę z naczyniami.
– Cieszyliśmy się – wspominają Zofia i Władysław. Do czasu, bo ich błogi stan zadowolenia z atrakcyjnego zakupu zburzył kochany wnuk. – Pokazaliśmy mu z dumą nasz nowy nabytek – opowiada Zofia. – Obejrzał i zapytał, ile za to zapłaciliśmy. Powiedzieliśmy, ze ponad 2 tysiące złotych, ale na raty. Złapał się za głowę: „Babciu, dziadku, coście narobili?”, tak mówił – wzdycha Władysław.
To, że takie naczynia, jakie nabyli dziadkowie „okazyjnie” są dostępne w wielu sklepach za cenę parę razy niższą ukochany wnuk dziadkom pokazał na swoim laptopie. Nie wierzyli, więc zabrał ich do najbliższego z takich sklepów. – To te same naczynia, tylko parę razy tańsze – przyznaje Władysław. Para emerytów poczuła się, całkiem po ludzku słusznie, oszukana, ale prawo widzi to inaczej.
Wstrętne oszustwo w majestacie prawa
Nie ma bowiem w naszym kraju poza bardzo wąskim asortymentem (na przykład leków na receptę) regulacji cen. A to znaczy, że można sprzedać paczkę zapałek za 100 czy 1000 złotych, o ile ktoś chce kupić za tyle. Zatem sprzedaż czegoś nawet 1000 proc. drożej, niż sprzedają to inni, nie jest złamaniem prawa. Oczywiście, od takiej umowy kupna – sprzedaży można odstąpić w terminie 10 dni od daty jej zawarcia bez podania przyczyn. Tyle że nie każdy o tym wie. Sprzedający towar poza siedzibą firmy ma obowiązek poinformować o tym klienta w sposób jasny i klarowny, co klient „kwituje” swoim podpisem.. Jeśli sprzedający tego nie zrobi, termin odstąpienia od umowy wydłuża się do 30 dni. Brzmi całkiem bezpiecznie, ale w praktyce oszukańcze firmy oferujące naiwnym towary po bardzo wysokich cenach znają się na rzeczy: informacja o terminie i warunkach odstąpienia od umowy jest umieszczona w niej samej, tyle że napisana bardzo drobnym drukiem. Klient na ogół nie ma chęci jej czytać „otumaniony” pozorną życzliwością sprzedającego, a nawet jeśli zechce, to ma z tym problem, więc usłużny sprzedawca mu „wyjaśni”. Udowodnienie, że ktoś podpisał umowę, nie wiedząc, co podpisuje, jest poza wyjątkami bardzo, bardzo trudne.
Dlatego ostrzegamy od lat i teraz: proszę nie dać się zwieść panującej na „pielgrzymce z prezentacją” atmosferze ani pozornej życzliwości prezenterów, umowy czytać dokładnie, a najlepiej nie decydować się na żadne zakupy bez przemyślenia. Inaczej oszuści w majestacie prawa będą bezkarnie działać dalej.
Monika Kamińska


