
RZESZÓW. Co dzieje się na oddziale urologii Szpitala Miejskiego, o którym pisaliśmy w związku z odejściem zeń dr Ossolińskiego?
– Mnie udało się załatwić termin zabiegu pod koniec czerwca na drugim końcu Polski, ale wielu pacjentów ma schorzenia w bardziej zaawansowanym stanie, nie mają ani sił, ani środków, by dzwonić po lecznicach i czekać nie wiadomo jak długo. Jak można tak traktować chorych ludzi! Jeżeli nie chcą czy nie mogą zoperować mnie tu, gdzie byłem zapisany na zabieg, to sami powinni mi znaleźć miejsce jego wykonania. Ja sam mam sobie szukać szpitala, który mnie przyjmie? Czy ktoś wziął pod uwagę moje zdrowie? – alarmuje Józef Chitra z Rzeszowa.
Co dzieje się na oddziale urologii, o którym pisaliśmy w związku z odejściem zeń dr Ossolińskiego (Super Nowości 2-4 – 5 czerwca)?
– Co się ma dziać? Przeprowadziliśmy dezynfekcję oddziału, a dziś (poniedziałek, 12 czerwca) zaczynamy normalnie operować. Pan Chitra miał termin zabiegu wyznaczony na 30 maja. Gdy dowiedział się, że z oddziału odchodzi dr Ossoliński, powiedział, że poszuka sobie miejsca zabiegu gdzie indziej. Idąc mu na rękę wydaliśmy mu (8 czerwca) kartę DILO (zielona karta onkologiczna), która przyśpieszy czas uzyskania pomocy – mówi Grzegorz Materna, dyrektor Szpitala Miejskiego w Rzeszowie.
Fundusz płaci za procedury, nie choroby
Dyrektor Materna zapewnia, że od 1 czerwca oddział ma nowego ordynatora, doktora Wojciecha Gontaszewskiego i po dezynfekcji nic nie stoi na przeszkodzie, by wykonywane były wszystkie operacje planowe. Miejsce operacji pacjenci mogą jednak wybrać sami. Jeżeli chcą, by doktor Ossoliński nadal kierował ich leczeniem, szczegóły kuracji czy terminy zabiegów muszą ustalić z nim, a nie z dyrekcją szpitala.
– Zadzwoniłem do dr Ossolińskiego. Niestety, dowiedziałem się, że w szpitalu na „górce”, gdzie obecnie pracuje, NFZ nie płaci za procedury urologiczne. Czy to nie jest jakieś chore? Uratowane życie jest mniej ważne niż procedury? Pacjenci tego nie rozumieją, tym bardziej, że dr Ossoliński chciał wykonać wszystkie dotychczas zaplanowane operacje zanim odejdzie z „miejskiego”. Niestety, nie dano mu – mówi Józef Chitra.
Dlaczego w Klinicznym Szpitalu nr 2 w Rzeszowie nie można operować urologicznych schorzeń? – Pracuję na oddziale chirurgii ogólnej. Mogę wykonać te procedury, na które opiewa kontrakt, a więc wąski zakres procedur urologicznych, np. usunięcie pęcherza z powodu wodniaka lub raka jąder. Nie mogę wykonywać natomiast radykalnej prostektomii, w których się specjalizuję – mówi dr n. med. Tadeusz Ossoliński. – Być może wkrótce mógłbym operować tutaj na wypożyczonym sprzęcie. Ważne jest jednak powstanie tu oddziału urologii, bo fundusz nie zapłaci za leczenie chorób, których nie zakontraktował.
Anna Moraniec



12 Responses to "Pacjenci na własną rękę szukają, kto i gdzie wykona im operację"