Pacjenci, nic się nie stało!

Konflikt między ministerstwem zdrowia a ratownikami medycznymi nie tylko niepokoi, ale wręcz przeraża, szczególnie że stoimy jak ostrzegają znawcy tematu, u progu kolejnej fali koronawirusa. W poprzednich dwóch falach, jesienią i wiosną, zespoły ratownictwa były pierwszą linią frontu walki z COVID-19. I niemal codziennie dostawały brawa. A kiedy wyczerpani do cna wyciągnęli do rządu rękę, bo chwała chwałą, ale dłużej pracować za „czapkę gruszek” bohaterom się nie godzi, a i podziękowań nie wsadzą dziecku do talerza, dostali po nosie. Nie tylko odmówiono im podwyżek lecz nazwano ich nie ratownikami, ale innym zawodem medycznym. I umieszczono na samym dole wykazu zawodów zatrudnionych w ochronie zdrowia. Powiedzieli więc dość. I zaczęli składać wypowiedzenia z pracy. W końcu ratownika zastąpić trudno, ale inny zawód medyczny? Teraz blisko połowa karetek w Warszawie jest bez obsady. Całe województwo pomorskie, czyli 14 stacji, przyłączyło się do Ogólnopolskiego Protestu Medyków. Dramatyczna sytuacja jest też w woj. zachodniopomorskim i kujawsko-pomorskim. I coraz więcej stacji bierze z nich przykład. Oczywiście władze są zaniepokojone, ale zapewniają, że mają sytuację pod kontrolą, a w ogóle problem jest marginalny, bo „tylko” 25 proc. karetek nie jeżdzi(!). Według mnie, sytuacja jest już dramatyczna, a na pewno nie jest normalna. Bo czy normalne jest, że w stolicy połowa karetek stoi z powodu braku personelu? Czy normalne jest, że w wielu innych miejscach w kraju ratownicy masowo składają wypowiedzenia, a karetki bez ratowników „to tylko samochody”, stojące w garażu? Czy normalne jest, że 25 proc. karetek wypadło z obiegu przez brak personelu? Czy normalne jest wzywanie śmigłowców Lotniczego Pogotowia Ratunkowego (LPR) do nawet błahych zdarzeń i sadzanie ich w ścisłym centrum Warszawy, bo na placu Konstytucji? Czy normalne jest by w Państwowym Ratownictwie Medycznym korzystano z karetek pozasystemowych oraz z obsady, branej na chybcika, chociażby z wojska, czy ze straży pożarnej? Czy to jest sposób na rozwiązanie zapaści w ochronie zdrowia i ratownictwie? Według mnie, nie. Przetrzymanie ratowników medycznych dzięki wsparciu straży pożarnej i wojska, to droga donikąd. Oczywiście, jakiś czas w karetkach pogotowia mogą jeździć do wezwań strażacy i żołnierze, nawet po podstawowych kursach pierwszej pomocy. Oczywistą oczywistością jest także fakt, że w takich przypadkach będą oni wieźli każdy przypadek, nawet najbłahszy, do najbliższego szpitalnego oddziału ratunkowego. To z kolei przełoży się na większe obciążenie i tak oblężonych SOR-ów. Czy wytrzymają to dyżurujący tam lekarze i pielęgniarki? Jak przełoży się to na bezpieczeństwo pacjentów faktycznie potrzebujących pomocy na SOR w trybie nagłym? I jeszcze jedno pytanie, które nie powinno pozostać bez odpowiedzi rządzących. Czy w ogóle ktoś te scenariusze analizuje?

Redaktor Anna Moraniec

7 Responses to "Pacjenci, nic się nie stało!"

Leave a Reply

Your email address will not be published.