
RZESZÓW. Według NFZ, rehabilitacja należy się pół roku po tzw. „incydencie”, tyle tylko, że… na masaż leczniczy w domu trzeba czekać w kolejce 8 – 10 miesięcy.
Panu Edwardowi amputowano nogę półtora roku temu. Według przepisów, rehabilitacja z tego tytułu już mu się więc nie należy. – Przegapiłem półroczny termin, bo najpierw chciałem dostać się na oddział rehabilitacji, ale z powodu chorego serca nie miałem szans się tam dostać. Gdy mi odmówiono za 10 masaży zapłaciłem 490 zł z własnej kieszeni, teraz boję się jednak o drugą nogę, bo bez rehabilitacji i ona wkrótce będzie nadawać się do amputacji. Zastanawiam się, czy już teraz z wyprzedzeniem nie zapisać się w kolejce na masaż? – pyta z goryczą Edward Gać z Rzeszowa.
Pan Gać ma orzeczenie „niezdolny do samodzielnej egzystencji”. Oprócz kalectwa cierpi na wiele innych schorzeń, w tym niewydolność mięśnia sercowego, co wyklucza go także z leczenia sanatoryjnego.
Wykluczeni z systemu, bo za chorzy
Absurdalność przepisów regulujących prawo do świadczeń potwierdzają rehabilitanci. – Faktycznie, jeżeli „incydent” wydarzył się wcześniej niż pół roku, nie możemy realizować wniosku na rehabilitację, bo NFZ nam go odrzuci i nie zapłaci zań. To oczywiście krzywdzące dla pacjenta, bo na masaż w domu czas oczekiwania wynosi u nas 8 miesięcy, więc praktycznie niemożliwe jest dostanie się na terapię w ciągu pół roku – tłumaczy Andrzej Rudek, właściciel NZOZ RUDEK w Rzeszowie. Podobnie jest z trafieniem na oddział rehabilitacji. Tam pacjent musi rokować szybką poprawę, najlepiej, żeby nie miał innych schorzeń mogących dać powikłania, a cukrzyca czy choroby serca mogą stwarzać problemy.
Dlaczego chorzy muszą czekać tak długo na rehabilitację w domu? Czy brakuje rehabilitantów, masażystów? – Nie. W rehabilitacji domowej zatrudniamy 36 specjalistów, ale ograniczają nas limity narzucone przez płatnika. NFZ płaci bowiem za określoną liczbę procedur średnio miesięcznie 140 tys. zł. Żeby zlikwidować kolejki potrzebowałbym 350 – 360 tys. zł, a pacjenci czekaliby na pomoc dwa tygodnie, a nie 8 miesięcy – mówi Andrzej Rudek.
Bez pieniędzy ani rusz
Potrzebne są więc pieniądze. Większe niż te, które są na ten cel przeznaczane. – Zdajemy sobie sprawę, że społeczeństwo się starzeje, dlatego nakłady na rehabilitację leczniczą rosną z roku na rok. O ile w 2010 roku przeznaczyliśmy na nią 54 mln zł, to w roku 2011 już 61 mln zł. W roku 2012, 2013 i bieżącym kwota na rehabilitację jest na poziomie 66 mln zł – zapewnia Marek Jakubowicz, rzecznik POW NFZ w Rzeszowie. – To suma najwyższa w Polsce. Porównywalne kwoty na rehabilitację ambulatoryjną przeznaczają tylko w województwie mazowieckim i świętokrzyskim.
Nie satysfakcjonuje to pana Edwarda, który od półtora roku praktycznie nie opuszcza mieszkania (mieszka na pierwszym piętrze i samodzielnie nie jest w stanie pokonać schodów). – Rehabilitacja wzmocniłaby mi mięśnie, które w tej chwili zanikają, a brak krążenia sprawia, że wkrótce i druga noga zacznie obumierać i również będzie się nadawała pod nóż – mówi pan Edward.
Masaż jak i całą fizjoterapię można porównać do leku przepisanego przez lekarza na receptę, leku, który powinien być stosowany teraz. Zapisanie masażu dziś, a realizacja zlecenia za pół roku nie ma sensu. Niezastosowanie go jest błędem w sztuce lekarskiej, tak jak zaniechanie podania potrzebnego leku.
Anna Moraniec



4 Responses to "Pacjenci odrzuceni przez system są skazani na kalectwo"