
RZESZÓW. Klinika Ortopedii w Klinicznym Szpitalu Wojewódzkim nr 2 pęka w szwach. Brakuje wszystkiego, oprócz pacjentów.
– 2 stycznia w południe trafiłem do szpitalnego oddziału ratunkowego ze złamanym łokciem. Po trzygodzinnym oczekiwaniu trafiłem na oddział z zaleceniem „nic nie jeść, nie pić, do godz. 23 zostanie pan zoperowany”. Po godz. 23 pozwolono mi zjeść, bo operowany będę jutro (tylko co zjeść?) i taka akcja powtarzała się przez cztery dni, a ja chodziłem głodny i ze złamaną ręką po szpitalu – mówi Tomasz Błotnicki z Rzeszowa.
Pan Tomasz wyjaśnia, że gdy o godzinie 10 w czwartek, gdy został już zawieziony na blok operacyjny, a chwilę przed położeniem się na stół z powrotem odesłany na oddział, na dobre się zdenerwował. – Gdy do godziny 14 nie zawołano mnie na zabieg, a wiedziałem, że przed nami święto Trzech Króli i weekend, straciłem cierpliwość i wybrałem się z interwencją do dyrekcji – mówi. – I stał się cud. W piątkowy, świąteczny dzień trafiłem na stół. Zastanawiam się jednak, dlaczego tak długo to trwało? Dlaczego musiałem czekać aż cztery dni? A jeżeli tak, po co byłem ciągle na rozpisce do operacji? Dlaczego przy przyjęciu nie powiedziano mi: możemy pana zoperować, ale dopiero za trzy/cztery dni. Przynajmniej leżałbym bez niepotrzebnych nerwów i oczekiwania kiedy zostanę zawołany, w dodatku nie głodowałbym – mówi mężczyzna.
Szpital pęka w szwach
– Nasza klinika to jedyny szpital, który przyjmuje najcięższe przypadki, urazy wielonarządowe. Mamy szpitalny oddział ratunkowy i centrum urazowe. 6 anestezjologów na dyżurze jest zajętych non stop. Pamiętam pana ze złamanym łokciem, ale jego uraz był na tyle lekki, że na blok trafiali chorzy, którzy musieli być pilniej zoperowani. Jego złamanie, z medycznego punktu, nic na tym nie ucierpiało, a np. niezoperowane (najlepiej w ciągu kilku godzin od urazu) złamanie osteporotyczne szyjki kości udowej, najczęściej kończy się śmiercią. A dziennie mamy ich czasem 10 – mówi dr hab. n. med. prof. UR Sławomir Snela, kierownik Kliniki Ortopedii i Traumatologii Narządu Ruchu Dzieci i Dorosłych w Klinicznym Szpitalu Wojewódzkim nr 2 w Rzeszowie.
Ortopeda dodaje, że nie od niego zależy organizacja opieki zdrowotnej w regionie. Nie od niego, choć o to zabiega od kilku lat, taki podział obowiązków obowiązuje w szpitalach. – Nasza ortopedia przyjmuje wszystkich, a szpital miejski czy w Rudnej Małej, które również mają ortopedię tylko, albo w większości, pacjentów planowych, a nie urazowych – mówi.
Wyjaśnienia lekarza w całej rozciągłości potwierdza Małgorzata Przysada, z-ca dyrektora placówki ds. lecznictwa.
Anna Moraniec



6 Responses to "Pacjent: – Cztery dni czekałem na operację z ręką złamaną w łokciu"