Pacjent to ma (nie)klawe życie

3.qxdWprowadzenie skierowań do okulisty i dermatologa miało odciążyć specjalistów od wizyt pacjentów zgłaszających się do nich z drobnymi dolegliwościami, w przypadku których wystarczyłaby pomoc lekarza podstawowej opieki zdrowotnej. Mogłoby to mieć rację bytu, gdyby nie to, że do tej pory bardzo wielu pacjentów z takimi dolegliwościami było przyjmowanych w podstawowej opiece zdrowotnej.

Wynikało to z prostej zasady, że osoba mająca zapalenie ropne spojówki czy uciążliwą wysypkę szła do lekarza rodzinnego, ponieważ do specjalisty nie miała szans udać się z dnia na dzień. Podobnie zresztą działo się w przypadku zaostrzenia astmy, bo kiedy masz trudności z oddychaniem, idziesz do lekarza rodzinnego lub szpitala, bo do pulmunologa od ręki się nie dostaniesz.

Wiadomo jednak, że lekarz rodzinny nie wykryje wad wzroku, nie dobierze pacjentowi szkieł. Więc pacjent potrzebujący nowych czy zmiany starych szkieł zamiast iść bezpośrednio do okulisty musi najpierw zarejestrować się do lekarza rodzinnego, gdzie dostanie skierowanie. Następnie najlepiej telefonicznie szuka specjalisty, do którego chce się dostać i zapisuje się na wizytę. Teraz ma dwa tygodnie czasu na doniesienie oryginału skierowania, bo w innym razie straci miejsce w kolejce do specjalisty. Ma dłuższą i trudniejszą drogę? Ma. Często ma jeszcze droższą, bo rezygnuje ze stania w dwóch kolejkach i idzie, nie czekając, prywatnie, z czego oczywiście zadowoleni są specjaliści dyżurujący w niepublicznych gabinetach.

Nowe przepisy o obowiązku doniesienia oryginału skierowania nie dotyczą tylko wizyt do okulisty czy dermatologa, ale do wszystkich świadczeń specjalistycznych wykonywanych w ambulatoryjnej opiece zdrowotnej i szpitalnictwie. Mając wyznaczony termin przyjęcia do oddziału chirurgii urazowo-ortopedycznej czy rehabilitacyjnej pacjent też musi dostarczyć do szpitala skierowanie w ciągu 14 dni roboczych od chwili wpisania go na listę oczekujących. W innym przypadku zostaniemy wykreśleni z listy i jeżeli nie udowodnimy, że stało się to z przyczyn niezależnych od nas (choroba, zdarzenie losowe), wylecimy z kolejki. To samo stanie się, gdy nie zgłosimy się na umówioną wizytę, bo np. przegapimy oczekiwany od półtora roku termin. Jeżeli będziemy chcieli ponownie trafić na listę, to oczywiście zostaniemy zapisani, ale na końcu. Summa sumarum za następne półtora roku na pewno terminu już nie przegapimy, co najwyżej go nie nie doczekamy. Ale wtedy nie będziemy już tego żałować.

Redaktor Anna Moraniec

2 Responses to "Pacjent to ma (nie)klawe życie"

Leave a Reply

Your email address will not be published.