Pacjent umierał, a lekarz jeździł na rowerze?

Zaraz po udanej reanimacji mężczyzna został przewieziony z laryngologii na oddział intensywnej terapii. Niestety, mimo wysiłków lekarzy zmarł kilka godzin później. Fot. Archiwum
Zaraz po udanej reanimacji mężczyzna został przewieziony z laryngologii na oddział intensywnej terapii. Niestety, mimo wysiłków lekarzy zmarł kilka godzin później. Fot. Archiwum

SANOK. Sprawę bada prokuratura.

Sanocka prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie śmierci 73-letniego mężczyzny, który zmarł na oddziale laryngologicznym miejscowego szpitala. Śledczy sprawdzą, czy do śmierci pacjenta mogło przyczynić się zachowanie lekarza dyżurującego, który, według anonimowego donosu, zamiast ratować pacjenta, w godzinach pracy miał jeździć na rowerze.

Tragedia wydarzyła się 9 maja. 73-letni pacjent zakrztusił się mięsem podanym na szpitalny obiad. Mężczyzna stracił przytomność. Zespół reanimacyjny wezwany na oddział przez pielęgniarkę przez blisko godzinę walczył o jego życie. Gdy udało się przywrócić krążenie, mężczyzna został przewieziony na oddział intensywnej terapii, gdzie zmarł kilka godzin później.

Lekarze przeprowadzili sekcję zwłok zmarłego 73-latka, ale zasłaniając się toczącym się śledztwem nie udzielają informacji o wynikach. – Trwa śledztwo, więc nie chcę zdradzać szczegółów. Mogę jedynie zdementować pojawiające się pogłoski, jakoby pacjent zmarł z powodu zadławienia się kawałkiem mięsa, jak utrzymują niektórzy – powiedział nam Adam Siembab, dyrektor sanockiego szpitala.

Tymczasem jest ktoś, kto twierdzi, że w chwili gdy rozgrywał się dramat, lekarza dyżurującego nie było na oddziale. Anonimowy informator w liście, do którego dotarły Super Nowości, pisze, że w godzinach pracy lekarz, dokładnie ordynator oddziału, miał jeździć na rowerze. – Lekarz w godzinach pełnionego dyżuru, bez uzgodnienia i powiadomienia kogokolwiek, oddalił się z oddziału w celu uprawiania turystyki rowerowej, pozostawiając na kilka godzin pacjentów bez opieki i jakiegokolwiek zabezpieczenia. W tym czasie jeden z pacjentów w trakcie posiłku zachłysnął się, co spowodowało ustanie czynności życiowych i w konsekwencji śmierć pacjenta – czytamy w liście.

Dyrektor sanockiego szpitala Adam Siembab broni swojego pracownika. – Rozmawiałem z lekarzem, który kategorycznie zaprzeczył, aby taka sytuacja miała miejsce. Twierdzi, że w chwili zdarzenia był na oddziale i pomagał ratować pacjenta – powiedział nam dyrektor sanockiego szpitala.

Chce, aby wyjaśnieniem sprawy zajęli się śledczy. – Zabezpieczyłem całą dokumentację i skierowałem do prokuratury w Sanoku. Niech sprawę wyjaśniają osoby do tego powołane – dodał Adam Siembab.

Dokumenty wpłynęły do prokuratury w Sanoku w ubiegły piątek (23 maja) i jeszcze w tym samym dniu prokurator zdecydował o wszczęciu śledztwa z artykułu 155. kodeksu karnego w sprawie o nieumyślne spowodowanie śmierci.

Na razie nikt nie usłyszał zarzutów. – Postępowanie toczy się w sprawie, a nie przeciwko osobie. Prokurator wystąpił o przekazanie całej dokumentacji medycznej. W najbliższych dniach sanoccy policjanci przesłuchają pierwszych świadków, m.in. personel i lekarzy, którzy feralnego dnia pełnili dyżur na oddziale. Możliwe, że będzie konieczne zasięgnięcie opinii biegłych. Dopiero po zebraniu i przeanalizowaniu wszystkich materiałów prokurator zdecyduje, komu ewentualnie i jakie zarzuty przedstawić – mówi nam Janusz Ohar z Prokuratury Okręgowej w Krośnie.

Za nieumyślne spowodowanie śmierci grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.

Martyna Sokołowska

2 Responses to "Pacjent umierał, a lekarz jeździł na rowerze?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.