Dzisiaj nie o pofalowanych drogach dla rowerów, ale o tym, co się dzieje na ścieżkach dla rowerów i chodnikach nad Wisłokiem. A dzieje się dużo i niekoniecznie dobrze. Chodzi mi głównie o bulwary i okolice Lisiej Góry.
W „godzinach szczytu”, czyli np. w słoneczny, ciepły dzień około godziny 18 przejazd rowerem przez te miejsca staje się koszmarem. Część z rodziców nie pilnuje swoich dzieci, te jeżdżą na rowerkach w poprzek ścieżek rowerowych, wbiegają na nie – kilka razy byłem świadkiem, jak o mały włos rowerzysta nie staranował dziecka. A nietrudno sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby człowiek ważący 80 kg, jadący z prędkością 20 km/h wjechał w 5-latka. Co więcej, całą szerokością chodnika i ścieżki rowerowej spacerują sobie w najlepsze sami rodzice z dziećmi. To nie koniec, bo sami rowerzyści potrafią jechać we dwójkę – obowiązkowo parami – z prędkością 10 km/h, tak, że bez hamowania i objeżdżania trawnikiem nie da się ominąć takich świętych krów. Podobnie rzecz ma się z niektórymi miłośnikami rolek, którzy uważają, że droga nad Wisłokiem jest ich prywatną własnością i nie muszą przejmować się pozostałymi ludźmi.
I w tym miejscu mały apel. Drodzy Przeszkadzacze, pomyślcie o innych osobach, bo na was świat się nie kończy. Dzisiaj wy utrudniacie korzystanie z terenów rekreacyjnych innym osobom, a jutro ktoś może wam zacząć przeszkadzać. Zresztą te tereny nad Wisłokiem to tylko wierzchołek góry lodowej, bo na co dzień doświadczymy wielu podobnych sytuacji. A to sąsiad włącza głośno muzykę, a to ktoś nas nie wpuści, gdy chcemy zmienić pas w korku – takich sytuacji można by mnożyć setki, jak nie tysiące. Dlatego nauczmy się szanować wzajemnie, nauczmy się myśleć o innych ludziach. To nie jest trudne, a gwarantuję, że życie stałoby się lepsze. Wystarczy tylko chcieć.
Redaktor Grzegorz Anton




7 Responses to "Pamiętajmy, że na tym świecie żyją jeszcze inni ludzie"