
STAL RZESZÓW – SOKÓŁ SIENIAWA. Przy Hetmańskiej gole strzelali wychowankowie biało-niebieskich.
Stal przystępowała do sobotniego meczu mając doskonale w pamięci porażkę 1-2 z Sokołem Sieniawa na inaugurację poprzedniego sezonu. Rewanżu jednak nie było, a mecz zakończył się sprawiedliwym podziałem punktów.
Dość niespodziewanie to Sokół w pierwszym minutach dyktował warunki gry. – Taki mamy styl. Zawsze tak gramy – skwitował trener gości Ryszard Federkiewicz, który na co dzień z ramienia miasta jest gospodarzem Stadionu Miejskiego w Rzeszowie i biało-niebieskich zna na wylot. – Widziałem wszystkie domowe mecze Stali w tym sezonie. Nikt nie zgrał tutaj tak odważnie, jak my. Remis nie jest krzywdzący dla żadnej drużyny – dodał Federkiewicz.
Po pierwszej, bezbarwnej połowie, w drugiej jako pierwsi zaatakowali miejscowi. Prawą stroną pociągnął Piotr Prędota i dograł w pole karne do nadbiegającego Łukasza Szczoczarza. Strzał tego drugiego w sobie tylko znany sposób zdołał obronić Paweł Lipiec. Na nieszczęście przyjezdnych, do piłki tuż przy linii końcowej dopadł Sebastian Brocki i ponownie dograł ją do Szczoczarza. Ten za drugim razem się nie pomylił i miejscowi prowadzili 1-0. Taki stan rzeczy nie utrzymywał się jednak zbyt długo. Niespełna kwadrans później we własnym polu karnym poślizgnął się Maciej Maślany. Zrobił to jednak na tyle pechowo, że przy okazji dotknął piłkę ręką. Pewnym wykonawcą „jedenastki” był… wychowanek rzeszowskiej Stali, Tomasz Walat.
– Znowu uciekły nam punkty. Kolejny raz w tym sezonie rozdajemy prezenty, szkoda że nam jeszcze nikt ich nie dał. Przecież nie mieliśmy nawet w tej rundzie karnego. W tygodniu na treningach wyglądało to nieźle, w meczu czegoś zabrakło. Ja nie czułem się zbyt dobrze. To nie był nasz dzień – ubolewał Piotr Prędota, napastnik Stali.
W końcówce obie drużyny miały okazję, żeby przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Najpierw jednak strzał Jędryasa obronił Kaszuba, a w odpowiedzi uderzenie Husa nad poprzeczką przeniósł Lipiec. – Ciężki gatunkowo dla nas mecz. Nam zawsze gra się ciężko z drużynami, gdzie występują byli stalowcy. Oba zespoły zostawiły sporo zdrowia na boisku i remis jest zasłużonym wynikiem – podsumował spotkanie trener Stali, Marcin Wołowiec, który odniósł się również do faktu, że Konrad Maca oglądał mecz z wysokości trybun. – W piątek dał mi sygnał, że nie wystąpi w tym meczu. Wiem, że chodzi o sprawy organizacyjne, ale o konkrety trzeba jego pytać. Cóż, był z nami Grzegorz Nalepa, był Maciek Nalepa, teraz Maca. Do końca rundy jeszcze sporo spotkań, a jest nas coraz mniej. Może mi być tylko przykro z tego powodu – zakończył opiekun Stali.
STAL Rzeszów 1
SOKÓŁ Sieniawa 1
(0-0)
1-0 Szczoczarz (50.), 1-1 Walat (62. – karny)
STAL: Kaszuba – Hus, Szybko, Drelich, Maślany, Lisańczuk, Szeliga, Kanach, Brocki (79. Zieliński), Szczoczarz, Prędota
SOKÓŁ: Lipiec – Tetlak, Skała, Walat, Sywyj, Rak (56. Jędryas), Sowiński (88. Halejcio), Wilusz (76. Bursztyka), Trawka, Szewc (67. Padiasek), Hass.
Sędziował Jakub Pydych (Dębica). Żółte kartki: Szczoczarz, Szeliga, Hus oraz Sowiński, Padiasek, Hass. Widzów 250.
Marcin Jeżowski



One Response to "Pamiętali i… zremisowali"