
O tym, że mowa jest srebrem, a milczenie złotem, wiedzą już nawet przedszkolaki. Nieco starsze dzieci wiedzą, że czasem lepiej jest milczeć i robić na otoczeniu wrażenie, że nie jest się być może zbyt mądrym, niż otworzyć buzię i rozwiać wszelkie co do tego wątpliwości. Dzieci wiedzą, ale prezes Rady Ministrów rządu RP, potocznie zwany premierem Polski – Mateusz Morawiecki – nie wie. Do tego, że nasz – z woli prezesa PiS, Jarosława Kaczyńskiego – premier czasem bezczelnie kłamie oraz nierzadko mówi od rzeczy, to już się przyzwyczailiśmy. Ale i tak potrafi nas, Polaków, zaskoczyć talentem w tych „dziedzinach”. Nie jesteśmy jednak ani w Europie, ani na świecie sami i poza naszymi granicami nie jest wcale tak oczywiste dla ludzi, że szef jakiegoś rządu europejskiego może takie głupoty publicznie opowiadać. Widać to było podczas ostatniego szczytu Parlamentu Europejskiego, kiedy to pan premier Morawiecki głos zabrawszy, w oburzenie i zdumienie wprawił całkiem sporą rzeszę europosłów. Dali oni temu wyraz, przemawiając po M. Morawieckim, nie szczędząc mu gorzkich słów. No i wydawało się
– znów – że na szczycie PE Morawiecki dostatecznie siebie i Polskę skompromitował, ale – niestety – okazało się się, że szef polskiego rządu chce i umie (!) pójść w swym braku roztropności i nieumiejętności trzymania języka za zębami dalej. Otóż po wspomnianym szczycie, na którym PE przyjął wiadomą rezolucję, potępiającą brak praworządności w Polsce i wzywającą Komisję Europejską do tego, by – kolokwialnie mówiąc – zakręciła polskiemu rządowi kurek z unijną kasą do czasu, aż w Polsce przywrócona zostanie praworządność właściwa cywilizowanym europejskim państwom, pan premier Morawiecki udzielił wywiadu „Financial Times”.
Nie wiadomo, czy Mateusz Morawiecki sam wpadł na pomysł, by podczas tego wywiadu naopowiadać takich bzdur, na opowiadanie jakich sobie pozwolił, czy przekonsultował to z najważniejszą – choć nieoficjalnie – osobą w naszym państwie, czyli z Jarosławem Kaczyńskim. Obstawić należy raczej to drugie, bo przecież Mateusz Morawiecki nie jest samodzielnym premierem i wszystko robi pod dyktando prezesa PiS.
Tak czy owak Morawiecki w wywiadzie poinformował, że UE wysuwa wobec Warszawy żądania z „pistoletem przystawionym do głowy”. Jakby tego było, mało szef polskiego rządu zapowiedział: – Jeśli Komisja Europejska rozpocznie trzecią wojnę światową, zatrzymując obiecaną gotówkę Warszawie, to będziemy bronić naszych praw każdą bronią, jaką mamy do dyspozycji – stwierdził. Trudno powiedzieć, co chciał pan Morawiecki opowiadaniem takich bredni osiągnąć. Bardzo niewykluczone, że aprobatę swego „guru” – Jarosława Kaczyńskiego oraz antyunijnej części elektoratu PiS-u. Bo jeśli liczył na to, że UE bardzo się jego słów przestraszy, to z całą pewnością się mocno przeliczył. A jeśli z kolei liczył na to, że przekona światłą część Polaków, iż UE jest naszym wrogiem – to przeliczył się jeszcze bardziej.
Tymczasem Donald Tusk pozwolił sobie na Twitterze skomentować słowa M. Morawieckiego. I uczynił to w sposób tyleż delikatny, co jasny, pisząc: – Świat zdębiał po wywiadzie polskiego premiera, w którym zapowiada on III wojnę światową wywołaną konfliktem między Polską a Unia Europejską. W polityce głupota jest przyczyną większości poważnych nieszczęść – zauważył. Ano trudno się tu z panem Tuskiem nie zgodzić, głupota – nie tylko poniekąd w polityce – jest przyczyną nieszczęść. Najgorsze w tej prawidłowości jest jednak to, że konsekwencje głupoty polityków spadają na zwyczajnych obywateli. Pocieszające jest jedynie to, że, jak pokazała debata w PE, Unia Europejska widzi Polskę nie przez pryzmat PiS, a przez pryzmat obywateli RP. To znaczy, że UE nie ma nas za głupków, choć pan premier Morawiecki zrobił wszystko, by było inaczej…
Redaktor Monika Kamińska



14 Responses to "Panie Premierze, trzymaj Pan język za zębami!"