Państwo decyduje o przyszłości mojego dziecka

Grzegorz-Anton1Kilka miesięcy temu dowiedziałem się, że zmarła osoba z dalekiej rodziny mojej żony. A że miała więcej do spłacenia niż majątku, więc po kolei każdy w rodzinie odrzucał spadek, żeby nie odziedziczyć długów. Moja żona zrobiła to samo u notariusza, za co ten skasował 100 zł. Kłopot zaczął się z moim dzieckiem. Bo ono także może odziedziczyć długi osoby, której na oczy nie widziało i tak naprawdę to żadna dla niego rodzina.

Ktoś powie, że wystarczy kolejne 100 zł i po kłopocie. Błąd. Żyjemy w Polsce, gdzie państwo rzuca obywatelom kłody pod nogi i żeby moje dziecko, wchodząc za kilkanaście lat w dorosłe życie, nie miało długów, muszę napisać pismo do sądu rejonowego, a konkretnie do wydziału rodzinnego i nieletnich oraz wnieść opłatę 40 zł. To nie koniec, ale początek długiej drogi. Teraz należy czekać kilka miesięcy na rozprawę, na której stwierdzą, czy moje dziecko może nie przyjmować spadku. Dla niewtajemniczonych: na odrzucenie spadku jest 6 miesięcy, więc trzeba błyskawicznie działać. Jeśli sąd łaskawie wyrazi zgodę na to, żeby dziecko nie miało długów, należy czekać 21 dni na uprawomocnienie decyzji sądu. Koniec? A skąd. Teraz trzeba złożyć wniosek do sądu o wydanie tej decyzji. Gdy już go otrzymam, mogę pędzić do notariusza zapłacić mu 100 zł i koniec.

O całej procedurze chciałem dowiedzieć się w wydziale rodzinnym i nieletnich Sądu Rejonowego w Rzeszowie. Pani, która w tym wydziale odebrała telefon, oznajmiła, że przełączy mnie do biura obsługi interesantów. Podała mi także trzy numery, bo jak zaznaczyła, mogą nie odebrać. To mogą nie odebrać trwało dokładnie 75 minut, bo co kilka minut przez ten czas dzwoniłem na podane numery. Nikt nie podniósł słuchawki, bo i po co. To ja mam przyjść do nich na kolanach, a nie oni odbierać telefon. Wkurzony, na chybił trafił zadzwoniłem do sądu w Krośnie i po 10 sekundach oczekiwania odebrała miła pani, która w 2 minuty wszystko mi wytłumaczyła.

A teraz fundamentalne pytanie: dlaczego państwo, a konkretnie sąd, ma decydować o przyszłości mojego dziecka? Być może, jak się dowiedziałem od anonimowej osoby w sądzie, chodzi tylko i wyłącznie o opłatę 40 zł? W skali całego kraju budżet zasilony jest pewnie o niezłą sumę. A skoro w takiej sprawie muszę pytać o zdanie sąd, to może wypadałoby, żebym zapytał ten sam sąd o to, gdzie mam posłać dziecko do szkoły, w jakim kolorze mam mu kupić skarpetki? Czy może zjeść parówki na śniadanie lub czy wychodząc z nim na słońce, mam mu założyć czapkę z daszkiem, a może taką z pomponem?

Grzegorz Anton

One Response to "Państwo decyduje o przyszłości mojego dziecka"

Leave a Reply

Your email address will not be published.