Ostatnio senator Kazimierz Jaworski zapałał świętym oburzeniem, bo w jednym z najlepszych rzeszowskich szpitali wykonuje się aborcje. Tak, wykonano raptem trzy zabiegi usunięcia ciąży, ale nie z jakichś błahych przesłanek, ale dlatego, że płód był nieodwracalnie uszkodzony.
Senator Jaworski zaś uważa, że aborcja nie powinna być dopuszczona, także wtedy, gdy u dziecka zostaną rozpoznane ciężkie wady genetyczne, bo nasze państwo stać na pomoc i utrzymanie dzieci niepełnosprawnych. A ja pytam: Czy pan Jaworski wie, o jakie uszkodzenie płodu chodziło? Czy gdyby wiedział, że dziecko urodzi się bez głowy, z niedorozwojem wszystkich koniecznych do życia narządów również byłby tak stanowczy? Myślę, że jemu nie chodzi jednak ani o dobro dziecka, ani rodziny jako takiej. Chodzi mu tylko o ugranie kilku punktów wyborczych, wszak weszliśmy w rok wyborczy i każdy dodatkowy głos jest na wagę wygranej. Tylko czy człowiekowi z zasadami, mówiącemu o wartościach przystoi wygrana za wszelką cenę? Czy w tym wypadku nie cena dramatu ludzkiego leży na szali?
Na szczęście matka natura jest bardziej łaskawa niż senator Jaworski i dzieci tak naprawdę z dużą wadą rodzą się rzadko. W końcu 50 proc. ciąż ulega poronieniu samoistnemu (to o czymś świadczy!). Niestety, co roku rodzi się też kilka tysięcy dzieci niepełnosprawnych w różnym stopniu, często w stopniu bardzo znacznym. I gadanie senatora, że państwo stać na ich utrzymanie można włożyć między bajki. Pomijam tu nawet te maluchy, które rodzą się z wadami, które z pomocą medycyny (bardzo drogich zabiegów sięgających setki tysięcy zł, udaje się, przy ogromnym wsparciu prywatnych osób, przeprowadzić (nie państwa, które nie finansuje tak drogich operacji). Mam na myśli te matki (ojcowie często nie potrafią sprostać wyzwaniu i odchodzą), które przez kilkadziesiąt lat podejmują heroiczny trud, by opiekować się niepełnosprawnym dzieckiem. Dokonują niemal cudów, przekraczających często siły, by dziecko, które potrzebuje całodobowej opieki, uczyć podstawowych czynności, rehabilitować, leczyć. Rezygnują ze swojego życia, pracy, samorealizacji.
A państwo? Państwo reprezentowane przez senatora Jaworskiego daje im 620 zł zasiłku pielęgnacyjnego, za które muszą żyć oboje. Żyć czy egzystować? Co wobec dylematów tych matek znaczy klauzula sumienia położnych. Jestem babcią zdrowych synów i zdrowych wnucząt i mogę jedynie wyobrazić sobie, z jakimi problemami na co dzień borykają się rodzice niepełnosprawnych dzieci. Jednak to, co sobie wyobrażam pozwala mi rozumieć kobiety, które mając do wyboru urodzenie dziecka – rośliny, zdecydują inaczej. Mówię to z tym większą stanowczością, że byłam świadkiem apelu matek o eutanazję dla swoich niepełnosprawnych dzieci i siebie, bo nie mają już sił na opiekę, a nie chcą ich zostawić na opiekę państwa.
Anna Moraniec


