Ilekroć przechodzę koło rzeszowskiego pomnika Żołnierzy Wyklętych – płk. Łukasza Cieplińskiego i jego sześciu podwładnych w Zarządzie Głównym Zrzeszenia WiN – widzę nowe wiązanki kwiatów. Najczęściej są skromne, nie złożone przez oficjalne delegacje. Mówi to samo za siebie. Pomnik Cieplińskiego i pozostałych oficerów WiN przyjął się w Rzeszowie, pełni rolę najważniejszego, po pomniku płk. Lisa-Kuli, miejsca gloryfikującego polski czyn niepodległościowy.
Spotykam kumpla. Pyta mnie, po co tyle pisać o Żołnierzach Wyklętych. Polsce nie jest potrzebna mentalność partyzancka z konspirą, ukrywaniem się, ciągłą walką z jakimś wrogiem, ale kupiecka, pragmatyczna, polegająca na sztuce dogadywania się z każdym i bogaceniu się. Odpowiadam, że partyzanci nie powinni przeszkadzać kupcom. Gdyby Polska po II wojnie światowej faktycznie została wyzwolona, a nie trafiła pod nowy, tym razem sowiecki but, Żołnierze Wyklęci znakomicie by się przysłużyli wolnej Polsce, pracowaliby dla niej, bogacili się. Bo byli dobrze wykształconymi ludźmi, oficerowie po kilku nawet fakultetach, a w podziemiu na pewno nabyli umiejętności menedżerskie i logistyczne przydatne w biznesie.
Dzisiejszej Polsce potrzebni są i partyzanci, i kupcy. Ci pierwsi, by przypominać młodemu pokoleniu o tym, jak cenną rzeczą jest niepodległość, że tylko w pełni niepodległym kraju obywatele mogą bogacić się i być szczęśliwymi, i ci drudzy, pomnażający dochód narodowy. Problem polega na tym, że heroiczna postawa Żołnierzy Wyklętych, ich antykomunizm oraz śmierć w ubeckich katowniach zaczynają co niektórym przeszkadzać, o czym świadczy ostatni skandal z niezaproszeniem dzieci rotmistrza Pileckiego na obchody wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau. Niektórzy chcą nam wymazać pamięć o czynie Żołnierzy Niezłomnych, a ponieważ prawdziwych kupców i jest wciąż za mało, to Polsce zostaną przekręciarze, którzy od 1989 roku konsekwentnie rozkradają nasz kraj. Cwaniakom niewiele już zostało do złupienia, teraz chcą wyprzedać kopalnie i lasy państwowe. Te ostatnie chyba dlatego, że boją się urojonej partyzantki. Gdy sprzedadzą lasy, rzucą się na piasek z nadbałtyckich plaż. A na koniec wyjadą do Brukseli albo jakiegoś Monaco, będą palić drogie cygara, popijać drogie winka i śmiać się z polskich partyzantów i kupców.
Redaktor Piotr Samolewicz



6 Responses to "Partyzanci, kupcy i przekręciarze"