Paryż i Mrzygłód na jednym ekranie

Franz Rogowski i Michał Balicki przyjaźnią się nie tylko na planie. Fot. Archiwum

Zalesiona skarpa nad Sanem. Między drzewami przedziera się dwóch młodych mężczyzn. Obłoceni, w pośpiechu zsuwają się ze stromego terenu w kierunku rzeki… Nagle słychać: „cut” [cięcie]. Po chwili wspinają się tam, skąd zbiegli, by powtórzyć szaleńczy zjazd w dół. I tak jeszcze raz…, i kolejny… Dubel za dublem. Ostatni dzień na podkarpackim planie filmu „Disco Boy” nie był łatwy!

– Zastanawialiśmy się, gdzie rozpocząć film, którego akcja ma początek się gdzieś na wschodzie Europy. Podkarpackie plenery od początku były dla nas bardzo interesujące ze względu na ich piękno. To miejsca niezwykle atrakcyjne obrazowo, idealne do pokazania na dużym ekranie. Całkowicie spełniły nasze oczekiwania – podkreśla Maria Blicharska, producent strony polskiej z Donten & Lacroix Films. – Wiem, że w regionie kręcono m.in. „Watahę”, „Zimną wojnę” i nominowane do Oscara „Boże Ciało”. Jesteśmy więc w bardzo dobrym towarzystwie. Mamy nadzieję, że produkcja, choć jest dosyć skomplikowana, zyska międzynarodowe uznanie.
Filmowcy zawitali w ubiegłym tygodniu do Tyrawy Solnej i Mrzygłodu – niewielkich, ale niezwykle urokliwych miejscowości niedaleko Sanoka. Nagrywano także na przejściu granicznym w Krościenku oraz najbliższej okolicy. W sumie zdjęcia w naszym regionie (jedyne w Polsce) trwały 3 dni. To już druga lokalizacja ekipy – wcześniej – od 13 września kręcili w Paryżu.

Z prawdziwą historią w tle

„Disco Boy” jest debiutem długometrażowym Giacomo Abbruzzese (wielokrotnie nagradzanego za filmy dokumentalne i krótkie metraże) realizowanym w koprodukcji z: Francją, Włochami i Belgią. Pandemia opóźniła realizację zdjęć o 1,5 roku.
Jak twierdzi reżyser, będzie to film o wojnie i tańcu, ale nie tylko… – Staram się robić produkcje jednocześnie polityczne i poetyckie. Próbuję w nich poruszać tematy, które nie są jednowymiarowe, a mogą prowadzić widza do pewnej refleksji oraz wywołać u niego emocje – zaznacza. Produkcja inspirowana jest prawdziwą historią, do której nawiązuje tytuł. – Spotkałem kiedyś w klubie tancerza, który w przeszłości był żołnierzem – wspomina Giacomo Abbruzzese. Ile z tej historii zobaczymy na ekranie, przekonamy się po premierze. Na razie twórcy są dość tajemniczy. Co ujawnili? Będzie to opowieść o dwóch młodych chłopakach Aleksie oraz Mikhaile z Białorusi, którzy marzą, by zaciągnąć się do Legii Cudzoziemskiej. Przyjaciele przekraczają granicę Polski razem z grupą białoruskich kibiców jedynie z kilkudniową wizą. Szybko odcinają się od kolegów, bo ich celem jest Francja. Wędrują przez Polskę w kierunku granicy z Niemcami. Tam muszą znaleźć sposób, by niepostrzeżenie przepłynąć przez rzekę… – To scena dosyć dramatyczna, emocjonalna – zdradza producentka. – Główny bohater będzie musiał podjąć ważną decyzję.
Wiadomo, że Alex zostanie żołnierzem Legii Cudzoziemskiej, a w ramach działań zbrojnych zostanie wysłany do Afryki. Główną rolę powierzono znanemu w Europie niemieckiemu aktorowi, ale i tancerzowi, Franzowi Rogowskiemu. – On świetnie potrafi pracować ciałem, gra całym swoim ciałem. Dlatego właśnie jego bardzo chciałem obsadzić w głównej roli – tłumaczy Włoch.
Mikhaila zagrał Michał Balicki, dla którego jest to debiut w zagranicznej produkcji. Jak przygotowywał się do roli? – Przede wszystkim uczyłem się rosyjskiego i wymowy rosyjskiej z lekką naleciałością białoruskiego akcentu. Moja część scenariusza jest w tym języku – tłumaczy. – Fizycznie myślę, że byłem przygotowany.
To nie jedyny polski aktor w obsadzie. Występuje tu również Robert Więckiewicz w roli Gawryla, właściciela klubu nocnego w Paryżu. Sceny z jego udziałem nakręcono wcześniej we Francji. – Robert był bardzo profesjonalny – chwali Polaka Giacomo Abbruzzese. – Wiem, że jako reżyser potrafię być bardzo wymagający, ale on słuchał wszystkich uwag, bardzo dobrze się dogadywaliśmy.

Przyjaciele poza planem

Na Podkarpaciu realizowano pierwszą część filmu. – Zdjęcia powstawały na prawdziwym przejściu granicznym w Krościenku, które w filmie dzieli Białoruś i Polskę – zdradza Maria Blicharska. W tych ujęciach mogli wykazać się mieszkańcy naszego regionu. – Grali białoruskich kibiców – wyjaśnia Ewa Marciniak, asystentka reżysera. – Mieli dwa intensywne dni na planie, ale dali radę. Świetnie się spisali.
W Tyrawie Solnej, nad Sanem kręcono zaś część ujęć, w których bohaterowie pokonują leśne ostępy i przygotowują się do przeprawy przez rzekę, filmową granicę pomiędzy Polską a Niemcami. Realizowane w jesiennym chłodzie sceny, gdy niekompletnie ubrani aktorzy przymierzają się, by wejść do wody, z pewnością do przyjemnych nie należały. Podobnie zresztą jak wielokrotnie dublowane, karkołomne ujęcia „zjazdu” ze skarpy.
– Zdjęcia te były utrudnieniem nie tylko dla aktorów, bo trzeba było poruszać się z kamerą po śliskim zboczu – mówi Ewa Marciniak. – Na szczęście mieliśmy odpowiednie zabezpieczenie. Wcześniej alpiniści poprzeciągali linki, po których mogliśmy się wspinać po lesie.
Od aktorów trudno usłyszeć słowa narzekania. Mimo ciężkiej, pełnej dubli pracy od rana do wieczora, uśmiech często gości na ich twarzach. – Dzisiejsze sceny nie były najtrudniejsze. Powiedziałbym nawet, że najprostsze – twierdzi Michał Balicki. – Co prawda musimy się przemieszczać, zjeżdżamy po skarpach, wspinamy się na nie, ale największym wyzwaniem w naszym zawodzie jest chyba granie różnych relacji między sobą i sprawianie, żeby partner zrobił to, co chcemy, żeby zrobił.
Jak zdradził, z Franzem Rogowskim dogaduje się świetnie. – „Strasznie” go polubiłem! Wierzę, że z wzajemnością. Od początku złapaliśmy dobry kontakt – mówi. – Jesteśmy przyjaciółmi na i poza planem.
A jak radzi sobie z trudnymi scenami odtwórca głównego bohatera, jak utrzymuje koncentrację? – Jest to trudne ze względu na braki w śnie, podróże… Tracimy przez to trochę poczucie rzeczywistości, ale staram się wykonywać moją rolę jak najlepiej – podkreśla. – Teraz naszym domem jest tak naprawdę ten film. I dopóki film się dzieje, wszystko jest dobrze.

W wiosce coś się święci…

W sąsiednim, słynącym z unikatowej zabudowy Mrzygłodzie, który od Tyrawy Solnej oddziela malowniczy, choć „głośny” most, również realizowano leśne zdjęcia wędrówki bohaterów. O ile między drzewami mogli oni skryć się przed oczami mieszkańców, kolejne ujęcia w centrum wsi wywołały spore zainteresowanie. Ogromne ilości rozstawianego filmowego sprzętu, a do tego wielki TIR na planie były jasnym sygnałem, że w wiosce coś się święci. Miejscowi z zainteresowaniem przyglądali się, jak ciężarówka podwozi głównych bohaterów pod tutejsze zabudowania. Także kierowcy odczuli obecność filmowców, bo ruch co jakiś czas był wstrzymywany.
Gdy późnym popołudniem zdjęcia przeniosły się z głównej drogi na uliczkę między zabudowaniami, „podglądanie” aktorów w akcji stało się dla mieszkańców bardziej komfortowe.
Jeżdżąca po szynach kamera, reżyserskie krzesło… Wszystko robi wrażenie. Co rusz padają pytania w stronę członków ekipy: „co to za film”, „kiedy będzie można go zobaczyć”, „jacy aktorzy grają?”. W ruch idą komórki, bo kto wie, czy w niewielkim Mrzygłodzie nie powstaje właśnie hit.

Płonąca rzeka

Giacomo Abbruzzese spodobało się na Podkarpaciu. – Czujemy się tu bardzo dobrze. Pejzaże są imponujące – chwali.
– Ludzie, z którymi tutaj pracujemy, to profesjonaliści, dzięki czemu zdjęcia, jakie mieliśmy do wykonania, mogły tak dobrze się potoczyć. A to nie jest łatwy film!
Które sceny były najtrudniejsze realizacyjnie? Nie te nagrywane w Polsce.
– Jedną z nich była ta na dyskotece, która odbywała się… w kościele. Kręciliśmy nasze inscenizowane sceny z filmu w środku prawdziwej imprezy, na której bawiło się około 200 osób. Było to dość duże wyzwanie – opowiada reżyser.
– Skomplikowaną sceną była też ta, w której buntownicy w Afryce podkładają ogień na rzece, przez co łódka płynąca po niej znajduje się w potrzasku i pod ostrzałem buntowników. Powierzchnia rzeki płonęła.
Kiedy te spektakularne ujęcia zobaczymy na ekranie? Jak zapowiadają twórcy, jesienią przyszłego roku lub wiosną 2023 r. Na razie praca wre. Filmowcy przenieśli się już na wyspę Reunion na Oceanie Indyjskim, która „zagra” afrykańskie plenery. Do końca miesiąca zdjęcia mają być gotowe.

***
„Disco Boy” uzyskał dofinansowanie w ramach Podkarpackiego Regionalnego Funduszu
Filmowego w 2020 r. Środki programu pochodzą z budżetów Województwa Podkarpackiego, Miasta Rzeszów i Wojewódzkiego Domu Kultury w Rzeszowie.

Aneta Jamroży

Leave a Reply

Your email address will not be published.