
STALOWA WOLA. Dyrektor ZMKS użala się na opieszałość radnych i tnie kursy autobusów. Wojenka na górze odbija się jak zawsze na Bogu ducha winnych ludziach.
Zakład Miejskiej Komunikacji Samochodowej po raz któryś w tym roku, zmienił rozkład jazdy. Tym razem z powodów oszczędnościowych, ale rozkład został tak przewrócony, że autobusami zaczną wkrótce jeździć sami rewizorzy. Pasażerowie mają dość takich niespodzianek i przesiadają się – o ile mogą – do prywatnej konkurencji.
Komunikacyjny rozgardiasz trwa już przeszło pół roku i nie dotyczy samej Stalowej Woli, lecz również kilku ościennych gmin. ZMKS dostał sporą dotację z Unii i rozwinął swoją sieć. Najpierw była wielka radość pasażerów, że im wreszcie „czerwone” po dom podjeżdżają, a teraz ci sami pasażerowie, klną ile wlezie, bo jak niektórzy żartują, rozkład jazdy stalowowolskich autobusów miejskich zmienia się częściej, niż pogoda.
Wysadzą cię wcześniej, albo zawiozą gdzie indziej
Ostatnia zmiana zaskoczyła wszystkich. Nie tyle samo wprowadzenie zmiany, co jej skala. Niektóre kursy zostały zawieszonych, nie wiadomo na jak długo. W pozostałych pozmieniane godziny odjazdów, a nawet trasy. Pasażer musi się dobrze zastanowić, czy wejść do autobusu, o ile na taki zaczeka na przystanku, bo mimo starego symbolu linii, może zajechać zupełnie gdzie indziej, niż zamierzał, albo skończyć jazdę w połowie dotychczasowej trasy. Przykładem linia „3”, której końcowy przystanek jest w Pilchowie, a część autobusów kończy jazdę w Rozwadowie, czyli kilka kilometrów wcześniej.
Bałagan bierze się z konfliktu na linii samorząd – dyrekcja ZMKS. Radni od miesięcy nie mogą ustalić nowego cennika biletów, bo za każdym razem propozycje ZMKS ich nie zadowalają. Obowiązujące ceny biletów nie pokrywają kosztów funkcjonowania firmy. Dyrektor Zakładu zaczął więc skracać linie i ograniczać liczbę autobusów tak, by zmieścić się w tym, co zarobi ze sprzedaży biletów i dostanie żywą gotówką z miasta. Stąd te ostatnie zmiany, które jednak nie tłumaczą tego, że pasażerowie o roszadach w rozkładzie jazdy dowiedzieli się z dnia na dzień, a najczęściej w autobusie.
Jerzy Mielniczuk



One Response to "Pasażerowie miejskich autobusów tracą cierpliwość"