II LIGA. Resoviacy sięgnęli po Sebastiana Zalepę, doświadczonego środkowego obrońcę. Na tym nie koniec wzmocnień.
– Nasi piłkarze nie zlękną się 16-tysięcznego tłumu. Powtarzamy im, że mają szczęście grać na takim stadionie – mówi przed meczem z Widzewem Rafał Rajzer, II trener Apklan Resovii.
Rzeszowianie już w piątek rano obrali kurs na Łódź. Zatrzymają się w Piotrkowie Trybunalskim, tam też odbędą ostatni trening przed wyjazdem na stadion RTS-u. Drużynie nie pomoże Dariusz Frankiewicz, który w zremisowanym 0-0 środowym spotkaniu z Elaną Toruń ujrzał czwartą żółtą kartkę. Być może jego miejsce zajmie Dawid Kwiek, który w poniedziałek wrócił do zajęć po kontuzji. Cztery lata temu zagrał on w jednym meczu Widzewa w ekstraklasie. Dwa występy zanotował z kolei Sebastian Zalepa, najnowszy nabytek „pasiaków”, a jego obecność może być dla łodzian sporą niespodzianką. Wysoki (194 cm), zwrotny i strzelający bramki Zalepa to bardzo doświadczony zawodnik. Piłki uczył się w łódzkim SMS-ie, potem przez lata grał we Flocie Świnoujście i Stali Mielec. Ostatnim jego klubem była Stal Stalowa Wola. To nie koniec wzmocnień. W Resovii rozglądają się m.in. za środkowym pomocnikiem, bo Mateusz Świechowski (naderwał więzadła) wróci na boisko najpewniej dopiero w następnej rundzie.
Widzew chce Buczka
„Pasiaki” mają problem z wykorzystywaniem sytuacji, co nie znaczy, że ich zawodnicy nie są cenieni. Najlepszego strzelca Bartłomieja Buczka chętnie widziałby u siebie… Widzew. – Hmm, jeśli to prawda, to Bartek ma niepowtarzalną okazję, by podbić cenę. Musi tylko strzelić bramkę łodzianom – uśmiecha się Rafał Rajzer, któremu przeszkodziliśmy w analizowaniu gry 4-krotnego mistrza Polski. – Oglądam mecze Widzewa z Gryfem i ROW-em Rybnik. Trener Radosław Mroczkowski korzysta z tego, że dysponuje szerokim i wyrównanym składem. U siebie Widzew jest mocniejszy, publika go niesie, choć kij ma dwa końce. Gdy mecz z Gryfem się nie układał, zniecierpliwione trybuny żądały, by piłkarze wzięli się do roboty. Presja jest niebywała, tam liczą się tylko zwycięstwa, tymczasem awansować z roku na rok z trzeciej do pierwszej ligi to nie taka prosta sprawa – zauważa opiekun Resovii.
Nie umrą ze strachu
Widzew wygrał trzy mecze, zremisował u siebie ze Zniczem i w Rybniku. Doznał też szokująco wysokiej porażki wyjazdowej 0-3 ze Stalą Stalowa Wola. – Bez wątpienia ma słabe punkty. Postaramy się to wykorzystać. Elanę zneutralizowaliśmy, niewiele pokazała, więc może i Widzewowi wytrącimy z ręki najgroźniejszą broń. Jaką? Tego głośno nie wyjawię – mówi Rajzer. Pytany, czy nie obawia się, iż gorąca, niespotykana na innych stadionach II ligi atmosfera, nie spęta nóg zawodnikom Resovii, odpowiada ze spokojem. – Posiadamy kilku doświadczonych graczy. Młodszym powtarzamy, że muszą się cieszyć piłką. Ja nie miałem okazji zagrać przy takiej publice, a to przecież wymarzone okno wystawowe – tłumaczy.
Może to i banał, ale resoviakom najlepiej gra się z drużynami uchodzącymi za faworytów. Przypomnijmy, że w poprzednim sezonie biało-czerwoni nie wystraszyli się Motoru na Arenie Lublin, choć oczywiście sobotnie spotkanie obejrzy cztery razy więcej ludzi. Będą wśród nich fani Resovii, którzy zarezerwowali 260 biletów.
WIDZEW – APKLAN RESOVIA
sobota, godz. 19.10
Tomasz Szeliga



One Response to "„Pasiaki” jadą na Widzew"