Passent patrzy na nas gdzieś z przestworzy

Na dolnej półce nakastlika mojego dziadka leżały dwie olbrzymie sterty gazet.
Ta bardziej odległa od wezgłowia, to było „Życie Literackie”, bo choć nie znosił Machejka organicznie – jako przedwojenny oficer itd., to wiedział, że może to być czasami jedyne źródło tego, co zakazane.
Bliżej łóżka, co by poręczniej było sięgnąć, leżał ogromny stos „Polityki” – tej płachty Rakowskiego, na najmarniejszym papierze z czerwono skwierczącym, prosto pisanym tytułem. To był wrogi przecież, ale jednak buzujący jakimiś przemyconymi słowami kawałek nadziei, że nawet w systemie da się konstruować zlepki prawdy i wątpliwości. Że gdzieś jest jakiś odrobinę bardziej otwarty świat, a co za tym idzie na zadupiach można też bardziej, bo wskazać wystarczy właśnie Politykę jako przykład kawałka rzekomej wolności.
Jeśli ktokolwiek był „Polityką” właśnie, to Daniel Passent był nią najbardziej. To taki facet, któremu życie tak wiele odebrało, że oddawało potem garściami i nie miało najtrudniej, korzystając z jego talentu i wiedzy. Dzisiaj mówi się „mistrz felietonu”, bo przecież „Politykę” od jego felietonu się zawsze zaczynało, ale powtarzać trzeba też koniecznie tę wspaniałą, niewymuszoną „staroświeckość” manier i języka, w takim szarmanckim, dżentelmeńskim rozumieniu człowieka, któremu dobrze zarówno w oksfordach, jak i brogsach, choć zdaje się nie przywiązywać do tego żadnej wagi. I nawet ta złość za stan wojenny, musiała w końcu przejść, bo trudno boczyć się długo na lubianego mistrza, za jego niełatwe przekonania, które dodatkowo nie przyniosły mu chluby, a który na pytanie: Co jest dla pana nadrzędną wartością? – odpowiada bez wahania: Życie, Rodzina, Polska, Redakcja.
I to wszystko, bo jakiś niewidzialny ktoś spojrzał na szachownicę i przestawiając na niej te legendarne figury ze słynnego skeczu dostrzegł gdzieś Daniela Passenta i uznał, że lepiej będzie pasował do galerii w panteonie dawnych wielkich mistrzów, którzy patrząc na nas gdzieś z przestworzy, jeszcze niejeden raz przypomną się nam swą ponadczasową mądrością.

Redaktor naczelny Super Nowości, Jakub Karyś

Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Wyborcza.pl

Poniedziałek, 14 lutego (14.55)
„Z ogromnym żalem i wciąż nie mogąc w to uwierzyć informujemy, że odszedł nasz drogi Przyjaciel Daniel Passent”
– podał na Twitterze tygodnik „Polityka”, na łamach którego publicysta Daniel Passent przez lata publikował felietony. Dziennikarz miał 83 lata. Daniel Passent urodził się 28 kwietnia 1938 roku w Stanisławowie w żydowskiej
rodzinie. „Dzieciństwo mam amputowane. Od najmłodszych lat byłem pogodzony z tym, że nie mam rodziców,
a właściwie, że oni nie żyją, nie istnieją, że ich nawet nie pamiętam” – opowiadał w rozmowie z Janem Ordyńskim
w 2011 r. Felietonista nie ma wspomnień związanych z rodzicami, ponieważ podczas okupacji dla bezpieczeństwa ukrywali się osobno. Daniel przeszedł przez kilka polskich rodzin, najdłużej ukrywano go na warszawskiej Pradze. „Mnie ocalili Polacy i Żydzi, a moich rodziców zdradzili Polacy; jedni i drudzy byli obywatelami państwa polskiego”
– napisał w felietonie „Dopóki wolno” 6 lutego 2018 r. Został wychowany przez wuja, Jakuba Prawina,
działacza komunistycznego, m.in. szefa Polskiej Misji Wojskowej w Niemczech.

10 Responses to "Passent patrzy na nas gdzieś z przestworzy"

Leave a Reply

Your email address will not be published.