
Nasi władcy coraz częściej wykazują się działalnością pedagogiczną wobec zagranicznych polityków, mając zresztą ku temu pełne podstawy, zarówno ze względów intelektualnych, jak i historycznych, żeby przypomnieć choćby nauczenie nieobytych Francuzów jedzenia widelcem.
Nie będę już wracał do wicemarszałka Ryszarda Terleckiego i jego pouczającego listu do Swiatłany Cichanouskiej, gdyż jest sprawą oczywistą, że nasz polityczny dżentelmen taktownie i życzliwie wyjaśnił tylko, iż „źle się pani przysłużyła sprawie białoruskiej”, i dlatego nie widzi powodu, żeby za to przepraszać. Po prostu udzielił jej dobrej rady, za co winna być mu wdzięczna.
Z kolei minister i prokurator w jednym, Zbigniew Ziobro, stanowczo zareagował na wezwanie komisarza unijnego, by rząd wycofał z TK swój wniosek o zbadanie zgodności z konstytucją niektórych części traktatów Unii Europejskiej. List ten „pokazuje antydemokratyczny i niepraworządny charakter UE”, a na dodatek „jest to dowód bezczelności i kolonialnego spojrzenia na Polskę” – przekonywał Ziobro, przyrównując Unię do Związku Radzieckiego. Według ministra, nawet sekretarze KC KPZR byli sympatyczniejsi od unijnych urzędników, czemu trudno zaprzeczyć. Sam pamiętam, jak Breżniew, odwiedzając obóz socjalistyczny, dawał buzi jego przywódcom i to prawie z języczkiem.
A taki Barak Obama to już w ogóle nie zna naszych realiów, twierdząc, że Polska stała się krajem autorytarnym. Więc nic dziwnego, że premier Mateusz Morawiecki doradził doradcom Obamy, aby postarali się pogłębić wiedzę b. prezydenta USA na temat Polski. Tego samego zdania była również sędzia TK Krystyna Pawłowicz. W jej opinii, Obama to „ignorant, który pewnie ciągle nie wie, gdzie na mapie jest Polska”, czego nie da się wykluczyć, bo rezyduje za Wielką Wodą, a to jest odległość chyba nawet jeszcze większa, niż z Radomia do Afryki.
Szkoda zatem, że nie powstanie film dokumentalny TVP o Jarosławie Kaczyńskim pt. „Człowiek zbuntowany”, gdyż pomysł nie spodobał się prezesowi, a to dopiero byłaby wspaniała lekcja rozsądnego rządzenia dla różnych zagranicznych nieudaczników. Tym bardziej, że film mieli robić sami swoi. Może zatem jakiś ambitny reżyser hollywoodzki nakręciłby o prezesie film fabularny? Mógłby to być obraz dowolnego gatunku – od science fiction, poprzez thriller, aż po komedię.
Jan Miszczak



14 Responses to "Pedagodzy bez granic"