
STALOWA WOLA. Najniebezpieczniejsza bomba ekologiczna na Podkarpaciu czeka na rozbrojenie. Firmy mogące ją rozbroić biją się między sobą, a do wygrania jest kontrakt wartości przeszło 13 mln zł.
Drugi przetarg na rekultywację niebezpiecznych stawów osadowych, w których – bez przesady można powiedzieć – znajduje się prawdopodobnie cała tablica Mendelejewa został rozstrzygnięty, ale zwycięzca nie może rozpocząć robót. Z werdyktem nie godzi się jedna z przegranych firm, która wkroczyła na drogę sądową. Jest pewne, że w tym roku prace nie ruszą. Co w takim razie dalej z rozbrojeniem tykającej, ekologicznej bomby?
Stawy osadowe to 6 zbiorników, do których przez kilkadziesiąt lat pozostałości poprodukcyjne wlewała Huta Stalowa Wola. Zawartość osadników zagraża wielkiemu zbiornikowi wody podziemnej, rozciągającego się w trójkącie: Dębica – Rzeszów – Stalowa Wola. Dlatego stawy znalazły się na liście 40 bomb ekologicznych o znaczeniu ogólnopolskim.
Dwa przetargi, dwa odwołania i sąd
Miasto przejęło od Huty stawy pod koniec poprzedniej dekady. To była pomoc dla znaczącej w mieście firmy, która przeżywała kryzys. Huta, jako sprawca ekologicznego zagrożenia, nie mogła liczyć na pomoc zewnętrzną przy jego likwidacji. Miasto jak najbardziej. Starania o tę pomoc trwały ponad 6 lat. Na początku tego roku Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska przyznał Stalowej Woli niebagatelną dotację przeszło 25 mln zł. Miasto doda niespełna 6 mln zł i bombę będzie można rozbrajać. Wstępny koszt unieszkodliwienia toksycznego zagrożenia szacowany był na przeszło 30 mln zł. Sprawa jest pilna, bo z najbardziej toksycznego zbiornika trujące substancje razem z wodą przedostają się na zewnątrz. Odległość od niego do jednego z ujęć wody dla Stalowej Woli to niecałe 0,5 km. Zagrożenia jeszcze nie ma, ale trujące licho nie śpi.
Ze względu na wielkość przetargu i wybraną technologię utylizacji, magistrat musiał ogłosić przetarg międzynarodowy. Zgłosiło się czterech oferentów. Cenowo najniższą ofertę złożyła firma z Kielc i ona pierwszy przetarg wygrała. Po interwencji Krajowej Izby Odwoławczej ogłoszony został drugi przetarg, które wygrało konsorcjum firm z Wielkopolski i Małopolski. Z tym rozstrzygnięciem nie godzi się inny oferent, który już przegrał w KIO, a teraz próbuje sił w sądzie. Sama opłata za wniesienie pozwu do sądu to 0,5 mln zł. Dla niego gra jest jednak warta świeczki, a wartość tej „świeczki” to zlecenie za przeszło 13 mln zł. Mieszkańcy i władze Stalowej Woli na razie patrzą na ten spór spokojnie. Radni pieniądze na rekultywację osadników przesunęli na przyszły rok. Zima za pasem, więc w tym roku i tak nie ma szans na rozpoczęcie prac. Ale bomba tyka.
Jerzy Mielniczuk



One Response to "Perturbacje z ekologiczną bombą"