
PODKARPACIE. Na Podkarpaciu jest ponad 50 domów opieki społecznej (DPS) prowadzonych przez samorządy lub stowarzyszenia.
– Nie dostałyśmy podwyżek wywalczonych przez pielęgniarki, bo nie podlegamy pod ministerstwo zdrowia. Nie dostaniemy teraz, gdy do protestu szykują się urzędnicy miejskich i gminnych ośrodków pomocy społecznej podległych, jak my, ministrowi rodziny, pracy i polityki społecznej. Zostaliśmy wyrzuceni na margines. Czy mamy zostawić starych, niedołężnych ludzi, którymi się opiekujemy, samym sobie, żeby nas ktoś zauważył? – mówi pielęgniarka z 37-letnim stażem z jednego z domów pomocy w Rzeszowie.
Kobieta mówi, że w DPS-ie, w którym jest zatrudniona, pracuje w sumie 6 pielęgniarek, które mają pod swoją opieką 85 pensjonariuszy w wieku od 20 do 95 lat. Wszystkie to osoby niepełnosprawne, niedołężne, wymagające wzmożonej troski. Dlaczego tak młode osoby trafiają do DPS? Część to osoby niepełnosprawne, które gdy dorosną muszą opuścić domy dziecka, część to osoby, którymi do tej pory opiekowały się matki, ale z racji wieku czy chorób nie mają już na to siły. – Trzeba mieć świadomość, że takich osób będzie coraz więcej. Widać to chociażby po liczbie dzieci w szkole specjalnej. Kiedyś chodziło doń 60 uczniów, teraz już 400. A i społeczeństwo się starzeje. Ludzie żyją długo, ale nie koniecznie w dobrym zdrowiu. Gdy sobie nie radzą w codziennych czynnościach często trafiają do nas – mówi. I dodaje, że praca tu jest bardzo ciężka i odpowiedzialna, bo o ile w szpitalu czy przychodni pielęgniarka może liczyć na wsparcie lekarza czy innej pielęgniarki tu na dyżurze jest sama. Oprócz czynności stricte medycznych musi sama zmienić pampersa czy nakarmić. Ile wysiłku fizycznego trzeba włożyć by dźwignąć z łóżka, posadzić na wózek, wie tylko ten kto to kiedykolwiek robił, a my to mamy na co dzień – dodaje.
Co na to samorząd pielęgniarek i położnych, czy zapomniał o takich samych jak inne pielęgniarkach tyle, że pracujących pod egidą innego ministerstwa? – Nie ma mowy o zapomnieniu czy braku walki o koleżanki, pracujące w DPS-ach. Na rynku lokalnym np. zwracałyśmy się do starostów, na terenie których działają takie domy o zwrócenie uwagi na wysokość ich uposażenia i wyrównania do wysokości przynajmniej podobnej jak mają pielęgniarki zatrudnione w placówkach ochrony zdrowia – mówi Anita Drążek, przewodnicząca Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych w Rzeszowie. I dodaje, że podczas ostatniego zjazdu, 26 marca, sformułowano wniosek w sprawie podjęcia działań w zakresie zmiany statutu prawnego pielęgniarek i położnych zatrudnionych w DPS-ach i objęcie tej grupy regulacjami dotyczącymi wynagrodzeń oraz czasu pracy, jakie dotyczą pielęgniarek i położnych zatrudnionych w podmiotach leczniczych. Pismo skierowano do Ministra Zdrowia a także resortu Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych.
Anna Moraniec



4 Responses to "Pielęgniarki DPS czują się wyrzucone na margines"