
PODKARPACIE. Zarząd Krajowy Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych podjął uchwałę o podjęciu przygotowań do wszczęcia sporów zbiorowych.
– Rzeczywiście, taka uchwała została podjęta. Będziemy robić wszystko, żeby zmienić tragiczne warunki płacy i pracy pielęgniarek i położnych, bo tak źle jak jest teraz, jeszcze w pielęgniarstwie nigdy nie było. Zarabiamy dramatycznie mało. Żeby godnie zarobić, koleżanki pracują po 500 godzin miesięcznie, a obowiązków nam z roku na rok przybywa. Zdarza się, że jedna pielęgniarka ma pod opieką cały 30-łóżkowy oddział. Tak dalej być nie może, to trzeba zmienić – mówi Halina Kalandyk, przewodnicząca podkarpackich struktur OZZPiP.
W związku z tym powołany został 6-osobowy zespół, który opracuje harmonogram działań oraz zakres i formy akcji. Będą organizowane spotkania i prowadzone kampanie mające skłonić związki zawodowe w poszczególnych placówkach do przyłączenia się do protestu i wchodzenia w spory zborowe. W akcję ma się włączyć również samorząd pielęgniarek i położnych. – Chodzi nam o poprawę warunków pracy i płacy, nie wykluczamy podjęcia także strajku generalnego w pierwszej połowie 2015 r. – mówi Kanadyk.
Zawód wymierający?
Co roku kilkakrotnie więcej pielęgniarek i położnych odchodzi z zawodu niż do niego wchodzi. Samorząd uważa, że za kilka lat nie będzie miał się kto opiekować chorymi.
– W 2012 roku na emeryturę odeszło 196 koleżanek, w 2018 pójdzie już 278, a w 2024 aż 331, podczas gdy do zawodu wchodzi nie więcej niż 85 rocznie – mówi Izabela Kowalska, przewodnicząca Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych w Rzeszowie.
Według samorządu, sytuacja już jest bardzo trudna, a w ciągu dekady stanie się katastrofalna. Jeśli teraz nie powstaną mechanizmy zachęcające młodych ludzi do wyboru zawodu pielęgniarki i położnej, to za kilka lat na fachową opiekę z ich strony będzie mogła liczyć mniej niż połowa potrzebujących. Według szacunków, w 2020 roku w regionie zabraknie 2 tys. 400 pielęgniarek i położnych.
– Zawód cieszy się coraz mniejszą popularnością, bo uposażenie jest niskie (brutto 1700 – 1800 zł miesięcznie w szpitalu powiatowym, 2200 – 2400 zł w szpitalu wojewódzkim, bez dyżurów), a praca ciężka i odpowiedzialna. – Niektóre koleżanki mają na dyżurze nocnym pod opieką nawet 30 pacjentów – mówi pani przewodnicząca.
Pielęgniarki same przyznają: – Jak się popatrzy na szpitalne korytarze, to się widzi dojrzałe, żeby nie powiedzieć starsze kobiety w pielęgniarskich fartuchach – zmęczone i sfrustrowane. Mamy nadwerężone kręgosłupy, coraz trudniej jest nam podnieść pacjenta i korytarze stają się coraz dłuższe. A powinnyśmy mieć nie tylko siły do opieki nad pacjentem, ale szybki refleks, żeby reagować, jak coś się dzieje. Najgorsze jest to, że nie ma nas kto zastąpić – mówi Krystyna Sikora, położna z kilkudziesięcioletnim stażem w zawodzie.
Anna Moraniec



14 Responses to "Pielęgniarki nie wykluczają strajku generalnego"