
II LIGA. W Boguchwale będzie gorąco. Na boisku i na trybunach.
Zmiany na kluczowych pozycjach i prostsze środki – to ma być odpowiedź Resovii na nieudany pierwszy mecz sezonu ze Zniczem. Stalowcy przystąpią do derbów regionu w lepszych nastrojach.
Podkarpacie może się poszczycić w II lidze trzema klubami. Już w sobotę, w drugiej kolejce, dojdzie do pierwszych derbów. Na Izo-Arenie w Boguchwale Stal Stalowa Wola podejmie Resovię. Zdecydowanym faworytem bukmacherów są piłkarze Krzysztofa Łętochy, lecz zwycięstwo beniaminka z Rzeszowa nie będzie przecież wielką sensacją.
Ojcowie i synowie
Ocena szans jest pochodną wyniku, jaki drużyny osiągnęły na starcie sezonu. „Pasiaki” przegrały 1-3 ze Zniczem Pruszków, „Stalówka” pokonała na wyjeździe 1-0 ROW Rybnik. Grała dzień wcześniej, więc jej trener pojawił się na Stadionie Miejskim w Rzeszowie, by z bliska przyjrzeć się najbliższemu rywalowi. – Daleko idących wniosków nie wyciągam, bo każdy mecz jest inny – tłumaczy Krzysztof Łętocha. – Znicz jest wyjątkowo niewygodnym przeciwnikiem. Często wykorzystuje niefrasobliwość obrońców, a rzeszowianom, jak na złość, błędy się przytrafiły. Pamiętamy jednak, że gramy kilka kilometrów od Rzeszowa, na trybunach przeważać będą sympatycy Resovii. O trzech punktach przywiezionych z Rybnika już zapomnieliśmy. Nie warto żyć historią. W tej lidze na sukces trzeba solidnie zapracować – motywuje swoich podopiecznych Łętocha. Jego syn Sebastian, grający w ataku, to chyba najmocniejszy punkt „hutników”. Choć nie tylko on ma coś do zaoferowania w ofensywie. Różnicę mogą zrobić Michał Mistrzyk albo Adrian Dziubiński. To syn Tomasza, który w 1991 roku, broniąc barw Wisły Kraków, został królem strzelców ekstraklasy i za 600 tysięcy dolarów trafił do Club Brugge. Menadżerem Dziubińskiego-seniora był doskonale znający belgijskie realia Włodzimierz Lubański. Pan Tomasz pomógł Brugii zostać mistrzem kraju, a w 1993 roku został pierwszym polskim piłkarzem, który strzelił gola w Lidze Mistrzów. Adrian miał wtedy 16 miesięcy.
Prostsze rozwiązania
W rzeszowskim obozie przez ostatni tydzień obowiązywało hasło: pobudka! – Bo też moi zawodnicy doskonale wiedzą, że dali plamę. Oglądając mecz ze Zniczem, kręcili ze zdumieniem głowami, nie mogąc uwierzyć, iż dokonywali na boisku tak fatalnych wyborów – opowiada Szymon Grabowski, szkoleniowiec Resovii. – Przeciwko „Stalówce” musimy zagrać mądrzej.
Co to oznacza? – Byliśmy przyzwyczajeni do budowania akcji krótkimi podaniami. Jednak w drugiej lidze większość drużyn nie chce mieć piłki. Wycofuje się na własną połowę i wybiera prostsze rozwiązania. Nie jest to efektowne, ale bywa skuteczne. Nie mamy wykonawców, żeby ustawiać się z tyłu, musimy przenosić ciężar akcji wyżej, lecz trzeba to robić z głową. Chciałoby się, żeby Resovia była bardziej wyrachowana. Liczymy na naszych doświadczonych zawodników. W pierwszym meczu nie dali zespołowi tyle, ile powinni – wylicza Grabowski.
Zmiany w obronie
Zatem „pasiaki” obiorą inną taktykę, zmieni się też skład. Popełniającego dziecinne błędy Damiana Barszczaka zastąpi na środku obrony Bartłomiej Makowski. Na lewym skrzydle pojawi się natomiast Kamil Antonik, a w ataku – w miejsce kontuzjowanego, ale też nieskutecznego w starciu ze Zniczem Dawida Kwieka – najprawdopodobniej Ukrainiec Vadym Straszkewycz. Opcji jest jednak więcej. Jeśli do soboty uda się potwierdzić do rozgrywek młodzieżowego bramkarza, możliwe, że między słupkami stanie pozyskany przed sezonem z Unii Tarnów Bartłomiej Banek. Grabowski testował taki wariant w środowym sparingu z Wisłoką Dębica w Boguchwale (1-2).
Zwycięskiego składu się nie zmienia, ale ta zasada nie musi obowiązywać w ekipie Stali. Krzysztof Łętocha ma bowiem większe pole manewru, niż kilka dni temu. – Gotowy do gry jest Fryderyk Stasiak. To 20-latek z Miedzi Legnica, boczny albo środkowy obrońca – wyjaśnia opiekun „Stalówki”, która po raz ostatni mierzyła się z Resovią w sezonie 2012/13. W pierwszym meczu było 1-1, w rewanżu rzeszowianie wygrali 1-0.
STAL ST. WOLA – APKLAN RESOVIA
Sobota, godz. 17
Stadion w Boguchwale
Tomasz Szeliga



2 Responses to "Pierwsze derby"