
Agnieszka Kobus-Zawojska, Marta Wieliczko, Maria Sajdak i Katarzyna Zillmann wywalczyły srebrny medal w olimpijskim finale wioślarskich czwórek podwójnych. Zwyciężyły Chinki, a trzecie miejsce zajęły Australijki. To pierwszy medal dla Polski w Tokio.
– Szczęście przyniosły nam skarpetki z lwami z mistrzostw świata z 2018 roku – zdradziła Marta Wieliczko. O ile Agnieszka Kobus-Zawojska i Maria Sajdak były w składzie osady, która w Rio de Janeiro wywalczyła brąz w tej samej konkurencji, to dla Wieliczko i Katarzyny Zillmann jest to pierwszy w karierze krążek imprezy tej rangi. Pierwsza z nich zaś powiększyła rodzinny dorobek – jest córką Małgorzaty Dłużewskiej, wicemistrzyni olimpijskiej w dwójce bez sterniczki z Moskwy. – To dla mnie bardzo wyjątkowy medal. W domu mamy teraz dwa srebrne olimpijskie krążki – jeden mojej mamy, drugi mój. Nie było między nami żadnego zakładu. Na początku słyszałam od innych: „No to co, będzie lepiej niż mama?” i przytakiwałam. A okazało się, że jest dokładnie tak samo – wspominała z uśmiechem 26-letnia Wieliczko. Jak dodała, ona i jej koleżanki z osady miały swój talizman w Tokio. To skarpetki, w których startowałyśmy w mistrzostwach świata w 2018 roku i one przynoszą nam szczęście. Tam też w przedbiegu byłyśmy za Chinkami, a w finale wygrałyśmy z nimi. Teraz znów przyniosły nam szczęście, choć tym razem w postaci srebra – zaznaczyła. Jak wspomniała, na ostatnich 500 metrach Kobus-Zawojska rzucała w kierunku koleżanek hasła dotyczące ich sytuacji w stawce. Przez dłuższy czas płynęły na trzeciej pozycji, za wyraźnie najlepszymi Chinkami oraz Niemkami. – Agnieszka mówiła: brąz, brąz, jest brąz, a potem srebro, srebro, jest srebro. Finisz zrobiłyśmy perfekcyjnie, tak jak miało to być – podsumowała pochodząca z Grudziądza wioślarka.
rm



One Response to "Pierwszy medal biało-czerwonych"