
ŁAŃCUT. Związkowcy z Polmosu po pierwszych rozmowach negocjacyjnych z przedstawicielami właściciela.
Decyzją właściciela łańcuckiej fabryki wódek 130 osób dostanie wypowiedzenia, a produkcja wódki ma zostać przeniesiona do Stargardu Gdańskiego. Nie godzą się z tym samorządowcy i pracownicy Polmosu, którzy są już po pierwszych rozmowach z przedstawicielami właściciela. Jak dotąd bez porozumienia. – Zbyt wiele spraw nas różni – mówił w piątek po spotkaniu Jacek Wielgos, związkowiec z Polmosu. W sobotnie popołudnie w Łańcucie odbyła się pikieta w obronie miejsc pracy.
– Powodem decyzji o ograniczeniu produkcji w zakładzie w Łańcucie jest konieczność poszukiwania oszczędności wynikająca z sytuacji na rynku produkcji wódki w Polsce – tak uzasadnia swoją decyzję Marie Brizard Wine&Sprits. Jak powiedzieli pracownicy, produkcja jest dwuzmianowa. Właściciel wycofał się także z programu dobrowolnych odejść, mają być zwolnienia grupowe.
Byt 130 rodzin zagrożony
Rozmowy na temat sytuacji w Polmosie trwały już kilka miesięcy. – Jestem zszokowany decyzją właścicieli. Póki toczą się rozmowy, póki jesteśmy w fazie dialogu, to szansa wciąż jest, a my nie popuścimy. Zwolnienie tych ludzi to koniec fabryki, byt 130 rodzin jest zagrożony – komentuje decyzje Stanisław Gwizdak, burmistrz Łańcuta. – Nas interesowała produkcja, praca, inwestycje i w tym duchu przebiegały spotkania. To było jak grom z jasnego nieba. Będziemy nadal wpierać pracowników – powiedział Adam Krzysztoń, starosta łańcucki. – To się w głowie nie mieści, jak nas potraktowali, przecież to nic innego jak likwidacja fabryki. Ale my się nie poddamy. Jeśli będzie trzeba przykujemy się łańcuchami do bramy – mówił w piątkowe popołudnie jeden z pracowników Polmosu.
Ludzie wyszli na ulicę
W fabryce pracuje aktualnie 159 osób, z czego 130 pracowników ma dostać wypowiedzenia w ramach zwolnień grupowych. Polmos istnieje już od 250 lat. W sobotę w Łańcucie tuż przed inauguracją Muzycznego Festiwalu odbyła się pikieta w obronie miejsc pracy. Tłumnie przybyli na nią sympatycy Polmosu i pracownicy oraz władze samorządowe. Protestujący mieli flagi i transparenty z napisami: „Chcemy pracować, chcemy żyć”, „MBWS nie niszczcie nas”.
– Nie tak dawno obiecano pracownikom rozwój firmy, a tym samym ich lepsze życie. Teraz otrzymujemy obietnicę utrzymania nisko wolumenowej produkcji, która nie będzie w stanie utrzymać Firmy. Przedstawiono nam również plany powstania w przyszłości nowej destylarni (gorzelni) na terenie likwidowanej Fabryki Wódek, ale wydaje się, że są to zamierzenia dość iluzoryczne, ponieważ nie dają pewności zatrudnienia nawet części spośród wielu pracowników Firmy – piszą pracownicy Polmosu w liście do dyrektora generalnego MBW&S, który odczytali w trakcie pikiety.
7 czerwca ma odbyć się spotkanie z właścicielem fabryki. – Jesteśmy tutaj z wami, bo w pełni popieramy protest. Jesteśmy przekonani, że produkcja w zakładzie może się odbywać. Polmos nie jest bankrutem finansowym – mówiła w trakcie pikiety Barbara Pilawa-Kraus, wicestarosta łańcucki. – Jesteśmy z wami i będziemy walczyć do końca – powiedział burmistrz miasta.
Justyna Paszkiewicz



6 Responses to "Pikietowali w obronie 130 miejsc pracy"