Piłka jest moim życiem

– Oferta Sokoła pojawiła się w sobotę rano, więc nie było zbyt dużo czasu, na zastanawianie się – mówi o kulisach podjęcia pracy w Sieniawie Ryszard Kuźma, który dziś oficjalnie zadebiutuje w roli trenera Sokoła. Fot. Wit Hadło

PIŁKA NOŻNA. III LIGA. Rozmowa z RYSZARDEM KUŹMĄ, nowym trenerem Sokoła Sieniawa.

Po ponad rocznej przerwie Ryszard Kuźma wraca na trenerską ławkę. Jego ostatnim klubem był słowacki Partizan Bardejov, z którym rozstał się w kwietniu 2018 roku. W dzisiejszym, wyjazdowym meczu z Hutnikiem Kraków, 57-letni szkoleniowiec zadebiutuje w roli trenera Sokoła Sieniawa.

– Przez ostatni rok na próżno było pana szukać na trenerskiej ławce jakiejkolwiek drużyny. Co pan robił w tym czasie?

– Szukałem dla siebie różnych zajęć, różnie spędzałem czas, ale to nie było tak, że całkowicie odstawiłem piłkę na bok. Piłka jest moim życiem – śmiało można tak powiedzieć. Zawsze podkreślałem, że lubię swoją pracę, ten zawód i przede wszystkim szanuję go. Wiadomo, że piłka, zresztą jak wszystkie dziedziny życia, to jest ciągły rozwój, ciągle zmiany i parcie do przodu. Cały czas trzeba zatem być na bieżąco. Nie można pewnych rzeczy zaniedbać, bowiem potem całkowicie w tym wszystkim można się pogubić.

– Ciągnęło wilka do lasu?

– Nie pracując, wciąż miałem kontakt z piłką, jeżdżąc na różnego rodzaju konferencje czy sam miałem okazję coś prowadzić. Były też obserwacje meczów. Takie rzeczy nie pozwalają zapominać o tym, co się robiło. Cały czas jest się w temacie. Można powiedzieć, że to moje bycie nie było wewnątrz tej piłki, tylko zaraz obok. Jednak tak jak w przypadku piłkarzy, u których trening nie zastąpi meczu, tak w i moim to wszystko w pełni nie zastąpiło ławki trenerskiej. Dlatego też cieszę się, że mogę na nią wrócić.

– Kiedy pojawiła się propozycja z Sieniawy?

– Oferta Sokoła pojawiła się w sobotę rano, więc nie było zbyt dużo czasu, na zastanawianie się. Jeszcze tego samego dnia był mecz, więc trzeba było pojechać i go zobaczyć. Po spotkaniu porozmawialiśmy z przedstawicielami zarządu, doszliśmy do wspólnego porozumienia i tym o to sposobem zostałem trenerem Sokoła Sieniawa.

– Na jak długo związał się pan z Sokołem?

– Umowa na razie została podpisana do końca sezonu.

– Trener Szydełko zostawił zespół z niezłej sytuacji (7 pkt – 4. miejsce) ale z drugiej strony pewnie trudno jest „wejść w czyjeś buty”, bo przecież nie miał pan żadnego wpływu na przygotowanie drużyny do sezonu, a tym bardziej jej skład…

– Fakt, nie jest to mój pomysł na zespół, na to o jakim profilu zawodnicy przychodzą, jaki jest ich sposób grania itp. Wiadomo, że każdy trener ma swoje spojrzenie na piłkę i każdy tę piłkę widzi swoimi oczami i na swój sposób. Jedni lubią wyrafinowany futbol, inni lubią piłkę kontrolowaną, jeszcze inni przypadkową. Każdy szkoleniowiec ma swoją filozofię gry. Zatem wchodzenie do drużyny w trakcie sezonu nigdy nie jest łatwym zadaniem. Trzeba pewne aspekty dobrze rozważyć, przygotować się do nich, odpowiednio zareagować itp.

– Filozofia gry Sokoła pod pana wodzą będzie się bardzo różniła od tej, którą prezentował on do tej pory?

– Proszę mnie dobrze zrozumieć, bo nie chciałbym uciekać od tego tematu, gdyż jest on bardzo ciekawy i chciałbym go nawet bardziej rozwinąć, ale nie w tej chwili. Teraz muszę się skupić na tym, co jest czyli na tym, co zastałem. Dziś gramy już trudny, wyjazdowym mecz w Krakowie. Proszę jednocześnie zauważyć, że jak na 4 mecze, dorobek punktowy jest dobry, ale aż 3 z tych spotkań Sokół grał przed własną publicznością. Teraz czekają nas wyjazdy, a to już troszeczkę inny rodzaj meczu. Muszę zatem wziąć się do roboty i to wszystko sobie poukładać.

– Patrzę na pana trenerskie CV i widzę, że to już 25 lat spędzonych przez pana na ławce trenerskiej…

– Oj, uzbierało się tego zdecydowanie więcej, bowiem już od 1987 roku pracuję w roli trenera. Zaczynałem z drużyną młodzieżową Stali Rzeszów. To było 7 lat takiej pracy od naboru do ostatniego wieku juniora i jeszcze na dodatek z dobrym miejscem w finałach mistrzostw Polski. Od 1994 roku pracowałem z kolei już z seniorami. Zliczając to wszystko, wychodzi ponad 30 lat. Zatem gdy ja zaczynałem pracować w zawodzie, to pewnie niewielu piłkarzy z obecnej kadry Sokoła było już na świecie (śmiech).

– Pracował pan głównie w polskich klubach ale był jeden wyjątek – Partizan Bardejov. Jak wspomina pan pracę u naszych południowych sąsiadów? Filozofia słowackiej piłki różni się od tej, znanej z polskich boisk?

– To, co nas, Polaków różni od Słowaków, to przede wszystkim mentalność i podejście do życia. To wynika z różnych rzeczy. Jedną z nich z pewnością jest fakt, że Polska w porównaniu do Słowacji, jest zdecydowanie większym krajem. Co do samej piłki, to nie wiele różni się ona od polskiej. Zresztą generalnie wszędzie jest ona bardzo podobna.

– Ale po meczu chyba zdecydowanie lepiej smakowało słowackie piwo, niż polskie…

– Jeśli chodzi o to, to się zgadzam w 100 procentach (śmiech).

Rozmawiał Marcin Jeżowski

Leave a Reply

Your email address will not be published.