Taras Owczar, Petro Sokił, Serhij Siwyj, Andrij Małyk, Andrij Nikanowycz – to ukraińscy piłkarze broniący barw Polonii Przemyśl, Sokoła Sieniawa i Resovii. Czy walczą także o to, by Ukraina znalazła się na europejskim kursie? Tego nie wiem. Runda jesienna się zakończyła, zawodnicy dostali wolne, wrócili do domów i kontakt z nimi jest mocno utrudniony.
– Są na Majdanie – rzucił pół żartem, pół serio kierownik drużyny z Rzeszowa. Chciałbym, żeby tak było. Ukraina zasługuje, by dać jej szansę. Pasuje do Europy w przeciwieństwie do Rosji Władimira Putina. I nie dostanie się tam, jeśli władzę zachowa uzależniony od Kremla Wiktor Janukowycz. Jednak czy „naszym” piłkarzom, dwudziestokilkulatkom, w ogóle chce się protestować?
Edward Siwarga, kierownik Polonii Przemyśl, przyznaje, że nie ma pojęcia, co siedzi w głowach tych chłopaków. – Ciężko powiedzieć, czy oni interesują się polityką. Choć podczas Pomarańczowej Rewolucji w 2004 roku zawodnicy, którzy u nas wtedy byli, mocno opowiadali się za demokratycznymi przemianami – przypomina sobie.
Krzysztof Padiasek, wiceprezes Sokoła Sieniawa o „swoim” Ukraińcu Andriju Małyku niewiele może powiedzieć. – Wątpię, by polityka go zajmowała. Raczej myśli tylko o piłce. To cichy, skromny chłopak. Z trudem nawiązuje znajomości.

– Sportowcy to ludzie o niezbyt szerokich horyzontach myślowych – słyszę często, ale protestuję, bo to stereotyp, krzywdzące uproszczenie. Oczywiście nie każdy chłopak uganiający się za piłką wie, co stało się podczas wojny na Wołyniu albo ma świadomość, że Ukraina oznacza „u skraju”, czyli granicę. I że była to najdalsza rubież Europy, przez lata wchodząca w skład Wielkiego Księstwa Litewskiego złączonego potem z Koroną. Być może młodzi mieszkańcy Ukrainy mieliby czas na zgłębianie historii, gdyby nie musieli toczyć codziennej walki o kilka groszy. Dla piłkarzy, których wymieniłem we wstępie, Podkarpacie, czyli najbiedniejszy region Unii Europejskiej, to eldorado. Andrij Nikanowycz opowiadał, że w dwa tygodnie wydaje w Polsce więcej na jedzenie niż jego mama pielęgniarka zarobi przez miesiąc w stryjskim szpitalu. Są też tacy jak Serhij Siwyj, którzy otrzymali polski paszport. Niby szczęściarze, bo było ich w 2012 roku zaledwie 3,9 tysiąca, ale i Siwyj wraz z żoną musiał wyjechać na Ukrainę, bo w Przemyślu skończyła się robota.
Chude portfele i puste żołądki – całkiem niedawno byliśmy w podobnej sytuacji co Ukraińcy. Trzymajmy za nich kciuki, pomagając na tyle, na ile możemy. Zlikwidujmy wizy. Są dla Ukraińców tak samo upokarzające jak dla nas rozmowa z amerykańskim konsulem.
No i nie zapominajmy, że na czele opozycji stoi sportowiec. Wielki wzrostem i duchem.
Tomasz Szeliga


